15 października 2009

"This is it" - "This is fake" / ziiiiima :D

Ahoj,
Ehh ostatnio jestem strasznie zabiegana, i na to, co przyjemne po prostu brakuje mi czasu:(((. Nie mogę doczekać się już weekendu, cały mam wolny także najprawdopodobniej wypocznę.
Praca daje mi ostro popalić, moją psychikę tresuje jedna pani non stop opowiadając mi o swoich problemach, aż normalnie czasem mam lęki. Z całych sił staram się ją zrozumieć, ale chyba mi nie idzie.
Do Warszawy zawitała zima, z tego, co mówią znajomi do całej Polski zawitała zima, ba do całej Europy. W Czechach też śnieży i to dość poważnie… Powiem szczerze, że po raz pierwszy w swoim życiu spotykam się z atakiem zimy w środku października. Woow cóż za anomalie. Ancik wyciągnął z szafy czapkę, i rękawiczki.. haha nareszcie może też nosić swoją piękną niebieską, czeską kurtkę i nie wygląda w niej głupio:))).
Uwielbiam zimę, ale chyba nie chcę, żeby przychodziła tak wcześnie… zawsze dla mnie zima rozpoczynała się na początku listopada, a z tego, co się orientuję do 1.11 pozostało jeszcze kilkanaście dni.

Hmm w poniedziałek światło dzienne ujrzała „nowa” piosenka Michaela Jacksona pod nurtującym tytułem „This is it”. Od momentu, gdy dowiedziałam się, że to właśnie 12.10 na oficjalnej stronie MJ zostanie opublikowana zupełnie nowa piosenka, promująca płytę i film o tym samym tytule „This is it” byłam bardzo szczęśliwa i skreślałam dni w kalendarzu. W nocy z niedzieli na poniedziałek nie mogłam spać byłam tak podekscytowana i ciekawa zarówno tekstu jak i melodii. Gdy tylko się obudziłam nerwowo włączyłam komputer, w wyszukiwarkę wpisałam adres: www.michaeljackson.com, kilka dni wcześniej na youtube ukazał się już 40- sekundowy fragment piosenki, jednak wtedy miałam nadzieje, że to jakiś żart i to, co znajdę na stronie MJ będzie czymś zupełnie innym. Niestety jednak był to ten sam kawałek… piosenka bardzo przeciętna w dość kiepskiej jakości. Już po 3 krotnym przesłuchaniu znałam całą melodię na pamięć i potrafiłam ją zanucić…, dodatkowo miałam wrażenie jakbym ją już gdzieś wcześniej słyszała. Będąc w pracy intensywnie myślałam nad tym jak taki geniusz jak Michael mógł stworzyć taką nieskomplikowaną piosenkę bez żadnego sensu i przesłania. Po powrocie do domu razem z koleżanką przeanalizowałyśmy wnikliwie tekst i tu kolejny cios żadnych wniosków, brak sensu….ta piosenka nic nie mówi, jest takim swoistym masłem maślanym… songiem o niczym. Odniosłyśmy wrażenie, że MJ sam nie wie, o czym śpiewa i dlaczego właściwie to śpiewa. W nocy (wtedy myśli mi się najlepiej) przesłuchałam, „This is it” jeszcze kilka razy na moich specjalnych słuchawkach i co się okazało?, że jest to wersja demo nagrana zaledwie z wykorzystaniem jednego instrumentu - fortepianu… warto zauważyć również, że piosenka musiała zostać nagrana w latach 75-85 ponieważ głos Michaela jest zupełnie inny, w tym przypadku podobny np. do „State od shock” (1983), „Sunset driver” (1980) czy „Can’t Get outta the rain”(1981) oraz jakość dźwięku nie jest rewelacyjna. Powiedzmy sobie szczerze, ta piosenka nie była by hitem, raczej niewypałem… nie wierzę, że miała ona promować reklamowaną, jako „niesamowitą, „niezapomnianą” ostatnią trasę koncertową Michaela „This is it’ po prostu nie wierzę. Impossible, przypomnijmy sobie jakie fantastyczne piosenki promowały poprzednie trasy Michaela „Bad”, „Dangerouse”czy „History” chyba nie muszę nic więcej pisać.
Jakby tego wszystkiego było mało we wtorek w Internecie, oraz prasie na całym świecie pojawiły się informacje, że piosenka „This is it” jest stara (szacuje się, że mogła zostać napisana 26 lat temu) i tu jeszcze niespodzianka Michael nie napisał jej sam :P… podobno większość tekstu napisał Paul Anka. Osobiście bardzo się ucieszyłam, wiedziałam, że Król nie napisał takiego badziewia :)))) . Rozdrażniło mnie natomiast to, że ten cały Anka (zapomniany, upadły gwiazdor naszych babć a nawet prababć) oskarżył Michaela o kradzież utworu i bezprawne wykorzystanie. Rodzinka Jacksonów uciszyła go płacąc mu połowę z zysków jakie zanotuje piosenka. Ehh kolejny, żałosny człowiek… by się wstydził!!!!. Nie myliłam się także, że już wcześniej mogłam słyszeć tę piosenkę, Anka i Jackson napisali ją dla jakiejś piosenkarki „Safire”, która wydała ją na jednej ze swoich płyt.
Wszystko rozumiem, ale denerwuje mnie to, że rodzina, Ortega i Sony robią z fanów Michaela debili. Wciska się nam kolejne głupoty, w które niby mamy wierzyć (film, testamenty, przesłania, płyty, pogrzeby its)… a ta akcja z tą piosenką tylko to potwierdza..hmmm wiem jedno nie kupię płyty z soundtrackiem do filmu, no way… miałam to w planach ale jednak nie, nie będę dorabiała tych durniów i oszystów. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ukaże się prawdziwa płyta Michaela z jakimiś głębokimi i inteligentnymi tekstami.

Posłuchajcie sami „This is it”:////:


"THIS IS IT"

This is it, here I stand
I’m the light of the world, I feel grand
Got this love I can feel
And I know yes for sure it is real

And it feels as though I’ve seen your face a thousand times
And you said you really know me too yourself
And I know that you have got addicted with your eyes [?]
But you say you gonna live it for yourself

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

This is it, I can say,
I’m the light of the world, run away
We can feel, this is real
Every time I’m in love that I feel

And I feel as though I’ve known you since 1,000 years
And you tell me that you’ve seen my face before.
And you said to me you don’t wnat me hanging round
Many times, wanna do it here before

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

This is it, I can feel
I’m the light of the world, this is real
Feel my song, we can say
And I tell you I feel that way

And I feel as though I’ve known you for a thousand years
And you said you want some of this yourself
And you said won’t you go with me, on a while
And I know that it’s really cool myself

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

Kupiłam natomiast autobiografię Michaela Jacksona „Moonwalk”, przeczytałam ją już w języku angielskim teraz zaczęłam czytać po polsku. Jak na razie jest to bardzo ciekawa książka, wiem jednak, że nie wszystko w niej zawarto…ale jak jest napisane we wstępie: „Moonwalk mówi wiele o prawdziwym Michaelu, trzeba jednak czytać między wierszami, aby naprawdę zrozumieć, na czym mu zależało” fajnie właśnie tak zrobię, będę czytała pomiędzy wierszami. Z tego co wiem idzie mi to całkiem nieźle:)).

Uciekam czytać… zostawiam was z piosenką i tekstem.

Ančík

12 października 2009

České diskotéky są złe :D/ Harrachov

hah Ahoj.
Ze skoczni szybko pojechałam do centrum na to pivko z Lukášem… było super, ale robiło się dość późno a w planach miałam jeszcze imprezkę :P, pożegnałam się zatem i pojechałam na Harcov. Tam šup šup szybciutko się przebrałam, w między czasie Borek napisał mi jeszcze smsa z potwierdzeniem, że kluci też idą do s-club, ubrałam kurtkę i wyszłam. Super, że miałam tak blisko - zaledwie 5 minut tym razem prostej drogi haha :))).Bardzo lubię s-club, mam z tego miejsca prawie same fajne wspomnienia. Trzy tygodnie codziennych wieczorków podczas Mistrzostw Świata zrobiły swoje i trwale zapisały mi się w pamięci. Hmm to naprawdę bardzo przyjemne miejsce. Gdyby ktoś nie wiedział S-club to trzy pomieszczenia. W jednym można zjeść np. świetną pizzę, napić się piva, czy obejrzeć transmisje z jakiegoś meczu.





W drugim znajduje się mała, ale bardzo przytulna discoteka, w trzecim natomiast jest dwutorowa kręgielnia. Żeby było jasne, nie ustawiałam się na imprezę ze skoczkami, po całym dniu patrzenia na nich miałam już chyba trochę dość. Początkowo umówiłam się z kilkoma osobami z Koleji (byłam tam już tyle razy, że mam dosyć sporą grupę znajomych) na pivo i zelenou. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i było naprawdę bardzo sympatycznie:)))). Poznałam kilku fantastycznych nowych ludzi i wszyscy przenieśliśmy się do „Zanzibaru” ehh to miejsce wręcz kocham, wygląda niby niepozornie, ale to właśnie tam odbywają się najlepsze imprezy w całym Libercu. Grana jest prawie sama czeska muzyka, dlatego czuję się tam po prostu rewelacyjnie.
Niestety czescy skoczkowie również się tam przenieśli, ahh w ogóle nie wspomniałam którzy Czesi przybyli oblewać swoje „ogromne” sukcesy :P. Była tam cała grupa jak ja to nazywam pod wezwaniem Kuby Jiroutka :D tj: Antonín Hájek, Jakub Janda, Borek Sedlák, Martin Cikl wcześniej był jeszcze Honza ze swoją dziewczyną ale oni nie przepadają za spendami zwanymi disco dlatego tradycyjnie znudzeni szybko udali się do domu. Hmm nie wspomniałam jeszcze o Radku haha tak, tak on też tam był :P. W Zanziku pierwszą osobą na jaką wpadłam był uradowany Martin Cikl pozwólcie, że pewnych rzeczy nie skomentuje :D. NO COMENT!!! :P. Jednak Sajkl to Sajkl ale to co odstawił Jandys to mnie dopiero zniszczyło. Heh no tego się nie spodziewałam "Jsem pes! ale nekousám" - hahaha… cała ta sytuacja wywołała na mojej i tak uradowanej twarzy jeszcze większy uśmiech. Mam dla niego i dla siebie również jedno wielkie przesłanie – Nie pijmy alkoholu nie pijmy :D. Oprócz tego pogadałam w miarę inteligentnie z Kubą Jiroutkiem, (który zaczął później wyśpiewywać na cały głos „Ania, Ania, Ania ILY” o nie!!!), Radkiem i oczywiście Borkiem (I love this guy). No no no z Jandysem też konwersowałam ale o tym wyżej :P. Po tych inteligentnych dialogach czułam, że mam już dość. Na f-ko vrátila jsem se kolem půl třetí… sprcha a postel looool. Měla jsem 3 piva, 2x zelenou a 3x vodku s red bullem… Trochę jednak wypiłam do tego doszło zmęczenie i chyba faktycznie nie czułam się najlepiej, a przecież rano czekała mnie podróż do Jablonce – Harrachova – Szklarskiej Poręby no i Warszawy.
Hehe czeskie imprezy są złe :P, stosunkowo tani alkohol, skoczna muzyka i przyjaźni studenci lool tego powinno się Ančíkovi stanowczo zabronić :D.

Zarówno na Mistrzostwach Czech jak i na wszystkich pozostałych zawodach, na, których byłam w tym sezonie bardzo brakowało mi Františka Vaculíka … jak się okazało podczas mojej rozmowy z Borou chłopakom również go brakuje. Powodem nieobecności Fanny na MČ był obóz dzieciaków na,, którym musiał być.

I tak dobiegł końca mój pobyt w Libercu, było naprawdę fantastycznie tylko szkoda, że tak krótko… (te trzy dni minęły zbyt szybko) jeszcze raz wszystkim dziękuję:))))…

HARRACHOV
Do Harrachova dotarłam około godziny 16.30. Po krótkim spacerze (dłuższy niestety nie wchodził w grę, ponieważ nie pozwalała mi na to boląca stopa) skoczyłam na obiadokolację do najlepszej restauracji w miasteczku „U studny”. Zamówiłam smažený sýr s hranolkama i tatarkou (mniam) do tego pivo (Budweiser) ze sprite - (Radler) ahh pyszności, tak bardzo mi tego brakuje w Polsce.





Z Harrachovem podobnie jak i z Libercem posiadam tylko same dobre wspomnienia, M.D, wiewiórek, popijawki itd., itp. Niewątpliwie jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Czechach i zawsze gdy mam możliwość wpaść tam chociaż na chwilkę po prostu z niej korzystam.

O 19.30 przyjechał, po mnie bus, który zabrał mnie już do Szklarskiej Poręby. Dochodzę do wniosku, iż im krótszy jest mój pobyt w Czechach tym większa tzw depresja popowrotowa. Ciężko jest z miejsca które tak bardzo się kocha jechać w miejsce z którym ma się niezbyt wiele wspólnego. Faktycznie coraz dalej oddalam się od Polski. Wszystko w tym smutnym kraju mnie przytłacza.
Dzisiaj jednak starczy.

Dobrou noc

Ančík

"Never can say goodbye"!!!!!

10 października 2009

Ahojky!!!
Przyszedł czas na streszczenie najważniejszego wydarzenia z mojego pobytu w Czechach. Mowa oczywiście o MČR seniorów… jak wspominałam wczoraj, po zakończeniu zmagań juniorów na skoczni zaczęli pojawiać się już doświadczeni (nie lubię tego słowa, ale w skokach jest ono bardzo często stosowane) czescy skoczkowie. Ku mojej ogromnej radości, wszyscy bez wyjątku przywitali się ze mną z wielkim uśmiechem na twarzach:)))). Hahaha nawet Daniel Švec
, który znając mnie udawał, że mnie nie zna :D tym razem podszedł, ba a nawet zapytał jak się mam hahaha jestem ciekawa co to się stało?! :D… Ja jednak i tak człowieka nie lubię i nic tego nie zmieni (główny powód F.V)…
Pierwszy przyjechał Koudy, a  po nim Jandys. Nie wiem czemu ale Kuba od samego początku strasznie mnie cieszył… hahaha czym to było spowodowane nie mam pojęcia ale dobrze, że nie zapytał o „Krówki” :D. W następnym samochodzie przyjechali moi ulubieni skoczkowie: Borek, Honza i Ciklus:)))) ni i mniej ulubiony Hlavka… zaraz po nich kombinatorzy norwescy na czele z Mirkiem. Jak miło było zobaczyć i pogadać z Mirou uhu.
Zawsze jak go widzę jakoś szybciej bije mi serducho :P nie wnikam czemu ale to super uczucie :)))). Mirku dzięki (ty wiesz za co:*).



Jakby tego było mało, w Libercu był także mój super kamarad z Banskiej Bystrici Tomas Zmoray…nie widziałam się z nim od LGP w Zakopanem, także oboje byliśmy happy, że udało nam się spotkać w Libercu. Niewątpliwie skorzystam z jego zaproszenia i niedługo wybiorę się do najfajniejszego miasta na Słowacji.

Obiecał mi, że nauczy mnie malować graffiti (zawsze chciałam się tego nauczyć) i zabierze na koncert hip-hopowy swoich kolegów :))). Hip hopu nigdy nie słuchałam ale Zmordy wysłał mi kilka kawałków i muszę przyznać, że ci jego koledzy są fenomenalni.



Hehehe trochę nadmiar wrażeń i emocji,  już sama nie wiedziałam z kim mam rozmawiać, miłe było to, że każdy ze znajomych znalazł dla mnie chwilkę i to dość długą :)).
Trybuny tradycyjnie jak zawsze świeciły pustkami, pojawiło się tylko paru znajomych i członkowie rodzin zawodników. Jeśli chodzi o osoby fotografujące, to przyjechały trzy Niemki (którym najwyraźniej się nudziło), 3 Czeszki no i ja :D.

Nadal nie rozumiem tego braku zainteresowania skokami narciarskimi w Czechach, przecież jest to swoiście ciekawy sport a czescy skoczkowie są sympatyczni i niektórzy prezentują naprawdę całkiem dobrą formę. Myślałam, że w takim mieście jak Liberec, gdzie znajdują się przecież skocznie egzystują jacyś kibice tego sportu. No ale niestety od lat nic się nie zmienia… i chyba już nawet sukces na miarę tego Kuby Jandy z 2006 roku nic nie pomoże.


Najwięcej czasu spędziłam z Borkiem (powtarzam, że po prostu go uwielbiam), razem powspominaliśmy sobie wspaniałą Wisłę, obgadaliśmy heyę geyę :D… i jej wesołe koleżanki, które prześladują biedaka na facebooku i kilku innych stronkach. Skomentowaliśmy wszystkie najnowsze wydarzenia w Czechach i na świecie. Zastanawialiśmy się, co się dzieje z czeską piłką nożna, jakie filmy warto teraz zobaczyć i czy Michael Jackson żyje. Podczas tych wnikliwych analiz Borek stwierdził: „Anio, ty už jsi Češka, ty už jsi naša” hehe dzięki Borku za te piękne słowa, ale oczywiście masz rację :D. Urocze było również to jak opowiadał coś o Polsce, rozpędzał się i mówił „u was” po chwili jednak, poprawiał się mówiąc„u nich” heheh.



Borek to wspaniały człowiek pełny wewnętrznego ciepła, umiejący zachować się w każdej sytuacji i miejący dużo do powiedzenia na każdy temat. Myślę, że to są główne powody tego, że tak świetnie się dogadujemy. Potrafimy rozmawiać właściwie bez przerwy. Często wspominam piwo – wino z Wisły gdzie wręcz nie mogliśmy się nagadać, a buzie się nam po prostu nie zamykały :D. Jestem mu bardzo wdzięczna, ponieważ kilkakrotnie ogromnie mi pomógł. Cenie sobie i jestem szczęśliwa z tego, że nazywa mnie swoją przyjaciółką.
Zrobiłam Borkovi kilka fotek, muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze się go fotografuje:)))), haha pozuje chłopak:))). Fotki ze skocznią to już taka nasza tradycja. Od kiedy go poznałam, zawsze wykonuje mu zdjęcia ze skoczniami w tle, czy to w Zakopanem, Harrachovie czy też Libercu. Efekty oceńcie sami, ale uśmiech super nie?! :D


Janek przez cały dzień był bardzo smutny, nie mam pojęcia, co się z nim działo. Starał się uśmiechać i z wszystkimi rozmawiać, ale z daleka widać było, że coś nie gra. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej w Wiśle był zupełnie inny, chyba coś się stało, ale ja nie wnikałam, bo to wygląda na dość poważny problem. Domyślam się o co chodzi ale właśnie ale…. Mimo wszystko pogadaliśmy sobie i było nice:))). Dostrzegłam również coś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Janek ma rewelacyjne podejście do dzieci. Na skoczni była żona kombinatora norweskiego Pavla Churavego z ich maleńkim synkiem i Janek tak uroczo z nim rozmawiał, nosił go na rękach ahhh widać, że naprawdę marzy już o dziecku…. Później, długo biegał sobie przy mnie i wymienialiśmy wielkie uśmiechy.. to nastroiło mnie jakoś tak pozytywnie:)))).
 

Sam konkurs był długi i mało ciekawy. W pierwszej serii Borek skoczył krótko i było jasne, że na podium nie stanie. Janek o, dziwo wręcz przeciwnie oddał bardzo dobry skok i na półmetku zajmował czwarte miejsce. Bardzo chciałam by ktoś z dwójki Matura, Sedlák zajął miejsce na podium i mocno trzymałam za nich kciuki. Pomiędzy skokami zawodników patrzyłam, co dzieje się przy budkach. No nie da się ukryć, że miałam problem na kogo skierować swój wzrok, było tam zdecydowanie zbyt wielu przystojniaków :D…mam słabość do Czechów, ale to już chyba nikogo nie dziwi :P. Moją uwagę przykuwali dwaj śliczni kombinatorzy norwescy: Petr Kutal i Aleš Vodseďálek.


Petr Kutal

Aleš Vodseďálek

Wracając do skoków niepokojąco dobrze skakali młodzi Polacy, co jakoś zbytnio mnie nie cieszyło. W końcu to Mistrzostwa Czech a nie Polski, i to Czesi mieli prezentować na swojej ziemi wysoki poziom. Nie dość, że zdeklasowali czeskich juniorów, to jeszcze w seniorach chcieli namieszać? No NIE!!!.
Druga seria to dużo lepszy skok Borka, jednak na podium to było zbyt mało. Na Janka się pogniewałam, ponieważ zepsuł drugi skok i zaprzepaścił swoje szanse na dobre miejsce. Był dopiero 6 :((((. W ogóle on miał jeden z cyklu podłych dni a to z kilku powodów, o których wiem tylko ja. Poor guy ale to jego problem.

Wygrał oczywiście Roman Koudelka, drugi był Jakub Janda a trzeci Tonda Hájek. Trochę mi się to podium nie podobało, strzeliłam focha i nie zrobiłam żadnego zdjęcia z dekoracji. Sorry no!.


Po 3 dekoracjach bo tyle właśnie było, (pogubiłam się trochę w tym jakie to właściwie były zawody „Mistrzostwa Czech”, „ Adidas Cup”, czy „Puchar miasta Liberec” ), wszyscy zaczęli opuszczać skocznie. Pożegnałam się z Honzou i pozostałymi i pojechałam do centrum. O akcji z pożegnaniem nie piszę bo chyba się trochę zniszczyłam. W momencie, gdy szłam na kolację napisał do mnie mój kolega Lukáš, który zaprosił mnie na pivoo. Oczywiście zgodziłam się, wypiliśmy trzy i pojechałam na Harcov. Tam dostałam smsa od Borka, żebym stawiła się w „Esku”, przebrałam się i poszłam. O ciekawej imprezie i wycieczce do Harrachova napiszę jutro.


Muszę jeszcze napisać, że Mistrzostwa Czech to najlepsze zawody, na jakich byłam. To w ogóle jak dla mnie te nej nej zawody. Wspaniale, że udało mi się na nie pojechać. Dziękuję wszystkim, którzy umili mi pobyt.

- Děkuju moc!!! I love Czech Ski Team <3<3<3, I love Liberec <3<3<3

Mějte se hezky.

Ančík

7 października 2009

Liberec i Mistroství České Republiky juniorů - THIS IS IT!!!

Ahoj!
Hmm, na czym to ja skończyłam, aha, więc do LIBERCA dotarłam we wtorek około godziny 16.10, szybko zaopatrzyłam się w bilet i wsiadłam do tramwaju. Na Fügnerce przesiadłam się do autobusu nr 15 i nim bezpośrednio już dostałam się na koleje TUL czy jak kto woli Harcov, hmm, tzn powiedzmy, że bezpośrednio, ponieważ od przystanku czekała mnie jeszcze około 10 minutowa droga pod górę. Niestety hotel znajduje się aż w bloku F także jest to dość daleko, zwarzywszy, że miałam bardzo ciężką torbę, którą musiałam dźwigać na ramieniu i byłam zmęczona była to trochę droga przez mękę hehehe, ale doszłam a to najważniejsze. Na miejscu popisałam się swoim jakże perfekcyjnym (haha) czeskim i dość szybko się zameldowałam:))). Przydzielono mi pokój 19B, to jeden z większych pokoi co bardzo mnie ucieszyło. Gdyby ktoś nie wiedział koleje to w Polsce akademik. Jednak bardzo by się chciało, żeby polskie akademiki wyglądały tak jak ten w LIBERCU… przypominam, że podczas Mistrzostw Świata mieszkali tam sportowcy, także wszystko zostało odnowione i spełnia kryteria trzygwiazdkowego hotelu. Dobrze znam te wszystkie bloki, pokoje i całą okolicę właśnie z MŚ, spędziłam tam przecież prawie 3 tygodnie. Po podstawowym ogarnięciu się (prysznic, herbata itd.) udałam się jeszcze do mojego ukochanego „Eska” (restauracja i discoteka w jednym) gdzie zamówiłam najlepszą pod słońcem pizze serową <3 oraz piwo. Ostatnio posmakował mi „Gambrinus”, może, dlatego, że „Budweiser” jest już w Polsce a „Gambrinus” oficjalnie jeszcze nie. Zjadłam i wróciłam do pokoju, umyłam głowę, włączyłam Michaela i poszłam spać, byłam po tej podróży i Pradze tak wykończona, że bez problemu przespałam 12 godzin.
W środę obudziłam się około godziny 7.00 nie musiałam się nigdzie spieszyć, ponieważ seria próbna MČR juniorów rozpoczynała się dopiero o godzinie 14.00, ale bardzo chciałam pojechać jeszcze do centrum no i na jakieś zakupy. LIBEREC nic się nie zmienił dalej jest tak samo pięknym miastem, jakim było wcześniej. Po prostu je uwielbiam, samo chodzenie po ulicach sprawia mi tak wielką radość i jestem taka szczęśliwa, że aż ciężko to opisać słowami. Niewątpliwie jest to moje miejsce na ziemi i chyba jednak w przyszłym roku to tam wybiorę się na studia.






Przeszłam cały rynek wszystkie moje ukochane sklepy: „Kenvelo”, „Lifestyle Sports”, „Alpina Pro” itd…kupiłam sobie fajną koszulkę „Nike” i udałam się na obiad. Wybrałam chińską restauracje o pięknie brzmiącej nazwie „PANDA” hahaha mam ostatnio małą obsesje na punkcie tego zwierzątka :D, a wszystko zaczęło się w Wiśle :D. Osoby zorientowane wiedzą o co chodzi :D…


Restauracja ta znajduje się w Nákupní galeri „Plaza”. Jeśli ktoś kiedykolwiek będzie w Libercu zachęcam do spróbowania tam nudle s kuřecím masem., coś wspaniałego.


Wychodząc zauważyłam jeszcze bardzo duży sklep z zabawkami „Dráčik”, potrzebowałam kupić kilka prezentów dla znajomych i pomyślałam, że tam na pewno znajdę coś ciekawego. Oprócz całej torby dárků kupiłam coś również dla siebie. Haha przechadzając się pomiędzy półkami natrafiłam na takiego sporego gumowego hipopotama, jest tak uroczy, że nie mogłam go nie kupić :P… postanowiłam, że będzie mi on przez jakiś czas przynosił szczęście a potem dostanie go ode mnie ktoś komu bardzo dużo zawdzięczam i kto jest dla mnie bardzo ważną osobą.

Smooth criminal :P

Mając już wszystko, co potrzebowałam udałam się na skocznie, wcześniej otrzymałam propozycję podwiezienia na samą górę, ale z niej nie skorzystałam, stwierdziłam, że dobrze mi zrobi piesza wycieczka i kontakt z przyrodą. Wyciszenie zawsze jakoś korzystnie na mnie wpływało, byłam tylko ja, muzyka Michaela i czysta niczym niezniszczona przestrzeń – rewelacja. Po jakiś 30 minutach znalazłam się na skoczni, młodzi skoczkowie zaczynali się właśnie rozgrzewać. Już na początku spotkałam dwóch osobników, którzy sprawili, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mowa o Milošu Kadlecu i Hubercie Bláha, ja ich po prostu uwielbiam, są bardzo sympatyczni i pozytywni. W ogóle MČR to fantastyczne zawody dla kogoś kto tak bardzo jak ja kocha czeski team a to dlatego, że ma się szansę spotkać tam wszystkich czeskich skoczków i kombinatorów norweskich, zarówno tych młodych jak i tych starszych.


Pierwszy konkurs, jaki tego dnia odbył się na skoczni były to zmagania dziewcząt. Kibicowałam mojej koleżance Lucie Míkovej. Trzymałam za nią kciuki tym bardziej, że były to jej pierwsze skoki po poważnej kontuzji, jaką odniosła na Mistrzostwach Świata właśnie na obiekcie w Libercu. Jej skoki niestety nie były rewelacyjne, ale to dopiero początek i jestem pewna, że już niedługo będzie lepiej. Wierze w nią, bo dziewczyna ma ogromny potencjał i dobre nastawienie do tego wszystkiego.
Wyniki nie są istotne, ważne, że potrafiła się pozbierać po tak groźnej kontuzji, wiem, o czym mówię, ponieważ miałam ten sam problem z nogą, co ona różnica jest taka, że ja już do uprawiana sportu nie wróciłam ona natomiast tak. Po konkursie porozmawiałyśmy sobie. Trochę się nie widziałyśmy, dlatego tematów było sporo.

Bardzo się cieszyłam, że spotkałam: Luckę, Jirke Mazocha, Davida Rippera, Martina Plhala, Lukasa Samohyla itd.…

Jiří Mazoch - (fotka specjalnie dla Krocze :P)

David Ripper - TJ Frenštát pod Radhoštěm

Martin Plhal - Nové Město na Moravě

Lukáš Samohýl - LSK Lomnice nad Popelkou

Ci ludzie są tacy fajni i tacy pozytywni widać jak ogromną frajdę sprawia im skakanie, super jest widzieć w ich oczach taką pasję i miłość:))). Same zawody bardzo szybko się skończyły a ja mało, co je śledziłam, gdyż biegałam z aparatem robiąc fotki:)))). Zdjęć mam sporo i muszę przyznać, że są całkiem ładne.

W przerwie pomiędzy seriami przeprowadziłam długą konwersację z Hugo… nie będę ukrywała, że go uwielbiam :P. Szkoda, że jest taki młody (hehehe) niewątpliwie stał się on moim ulubionym skoczkiem, a jego uśmiech jest po prostu nieziemski. Przypomniało mi się jak na KP w Zakopanem razem z Ewą robiłyśmy mu zdjęcia hahah był taki zawstydzony :D, ahh te akcje zapamiętam do końca zycia.


Hubert Bláha - LSK Lomnice nad Popelkou

Po zakończeniu konkursu, większość młodych skoczków zebrała rzeczy i pojechała do domu. Niektórzy jednak zdecydowali się startować w zawodach seniorskich na dużym obiekcie.  W tym czasie do arealu zaczęli się zjeżdżać wszyscy znajomi.. na czele z trenerem Davidem Jiroutkiem :P, i całą kadrą A i B skoczków :D…
Do konkursu zgłoszono oprócz całej grupy Czechów również kilku skoczków polskiej kadry B, całą podstawową reprezentacje Kazachstanu, kadrę B Rosji i skoczków Słowackich.
 Zapomniałabym, że startował również (ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu) Słoweniec - Jernej Damjan.

O zmaganiach seniorów jednak w kolejnym poście.

Miloš Kadlec & Honza Kozák - :D

Muszę jeszcze wspomnieć, że w zasadzie przez cały czas pobyt na skoczni umilali mi dwaj młodzi skoczkowie z Nového Města na Moravě - Miloš Kadlec i Honza Kozák ależ z nimi był ubaw hahaha. Tym chłopakom nigdy uśmiech nie schodzi ztwarzy… a różowa koszulka Mošo po prostu mnie zniszczyła :D… Podsumowując było fun :D… dzięki chłopaki:)))

Jutro Mistroství České Republiky seniorů.

Ančík

4 października 2009

Praga/Praha jednak mnie urzekła :)

Ahoj!
Od wczoraj jestem już w Warszawie. Ahh te 3 dni w Czechach były naprawdę szalone. Sama się podziwiam, ze w zaledwie 72 godziny zdążyłam zrobić tyle rzeczy. Pomijam fakt, że przyjechałam kontuzjowana. Prawa stopa strasznie mnie boli i nie mogę chodzić, ale na prawdę warto było. Od samego początku było cudownie <3.

Zacznijmy od wtorku.
Po 8 godzinach spędzonych w autobusie linii „Eurolines” dotarłam do stolicy Czech – Pragi. Byłam trochę zmęczona, ale bardzo szczęśliwa, że ponownie przyjechałam do mojego ukochanego kraju. Sama podróż przebiegła bardzo spokojnie, autobus nie był pełny, dlatego mogłam swobodnie się położyć i trochę się zdrzemnąć. Całą drogę słuchałam Michaela i czułam się wspaniale. Wysadzono nas na jednym z praskich dworców autobusowych tz: UAN Florenc. W odróżnieniu od polskich dworców ten jest bardzo czysty i nowoczesny, aż przyjemnie sobie na nim posiedzieć. Szkoda, że nie zrobiłam fotki, ale jakoś na to nie wpadłam. Nadrobię następnym razem:))).
Uważam, że Polska powinna brać z Czechów przykład, oni zawsze wiedzą jak dobrze gospodarować pieniędzmi. Zwróćmy uwagę np. na drogi czy też budynki użytku publicznego (biblioteki, teatry, kina itd.) wszystko w rewelacyjnym stanie. Z dworca udałam się do metra… to chyba jedyna rzecz, która jakoś w „naszej” republice nie zbyt mi się podoba. Porównując z warszawskim metrem, praskie jest brudne, zawiłe i stare, ale do tego da się przyzwyczaić. Wsiadłam do lini B i pojechałam na Václavské náměstí, gdzie umówiłam się z moją super koleżanką Petrą. Najpierw zajrzałyśmy do Mc Donaldsa na kawę. Kawa była mi bardzo potrzebna jako, że byłam trochę die :D…Zastanawiając się co będziemy robić mając do dyspozycji kilka godzin stwierdziłyśmy, że pójdziemy na spacer by zobaczyć najciekawsze miejsca w Pradze. Przechodząc ulicą Vodičkovou wstąpiłyśmy jeszcze do fantastycznej bageterii, gdzie zjadłyśmy świetne serowe kanapki:))). Dawno nie jadłam tak dobrej kanapki.


                                     






Praskie stare miasto nigdy wcześniej mnie nie zachwycało, ba cała Praga jakoś do mnie nie przemawiała. Tym razem jednak stało się coś dziwnego. Po prostu nie wiem jak to możliwe, ale zaczęłam się odnajdować w tym mieście, wszystko zaczęło mi się strasznie podobać. Obudziła się we mnie dość spora fascynacja, nawet zamki, i zabytki, które zawsze kojarzyły mi się ze znienawidzoną Warszawą przybrały inny obraz. Chyba prawdziwe jest stwierdzenie, że prędzej czy później zakochasz się wPradze. Tak, tak nie chcę tego mówić, ale takie są fakty. Zakochałam się i to chyba bardzo. Piękne, zawiłe uliczki ahhh strasznie za nimi tęsknię i zrobię wszystko, żeby jak najszybciej ponownie tam wrócić. Jeszcze raz przemyślę, opcję studiowania wymarzonego dziennikarstwa w Pradze, na to mam jednak jeszcze cały rok:).
Błędnie zestawiałam Pragę z Warszawą to dwa zupełnie inne miasta…Praga to wycieczka do historii, oderwanie się od realiów 21 wieku. Pewnie, właśnie, dlatego tylu ludzi z różnych krajów tam przyjeżdża.. Hiszpanie, Niemcy, Polacy, Portugalczycy itd., itp.







Zdecydowałyśmy z Petrą, że udamy się jeszcze do kina. Petra jest kinomaniaczką, uwielbia oglądać filmy i ma sporą wiedzę na ten temat. Nie protestowałam, mój warunek był tylko jeden, że musimy iść na czeski film. Przejrzałyśmy repertuar, ale w godzinach popołudniowych grany był tylko jeden czeski film: „Protektor”. Film strasznie dziwny, i muszę przyznać, że trochę mnie zmasakrował i zdezorientował. Strasznie podobała mi się natomiast muzyka. Była taka rytmiczna, momentami było zabawnie, ale cała fabuła była dość ciężka i tragiczna. Opowiadała historie człowieka radiowca, który ukrywał swoją żydowską żonę - aktorkę w czasach okupacji niemieckiej, dodatkowo wielokrotnie musiał kłamać, i słowem zdradzać swój kraj. Na końcu jednak zmienia się i zaczyna doceniać Czechosłowację i zacięcie jej broni. Jednym słowem historia, ale dobrze nauczyłam się kilku nowych słów.
Po zakończeniu projekcji metrem udałyśmy się już na Černý Most, skąd odjeżdżał autobus „Student agency” do Liberca. Woow żółty autobus „Student agency” to coś wspaniałego, jeszcze nigdy nie jechałam takim ekskluziwem. Nie dość, że bilet kosztował mnie tylko 65 kc to na dodatek, mieliśmy pilotkę. Podczas jazdy, która trwała zaledwie godzinę i pięć minut, zaproponowano pasażerom gorące napoje (mieliśmy do wyboru: kawę, herbatę, herbatę owocową, lub gorącą czekoladę), prasę ( do wyboru 15 najpopularniejszych czeskich czasopism, obejmujących każdą dziedzinę, od polityki, muzyki po sport) oraz słuchawki, które pozwalały posłuchać muzyki (do wyboru czeska, zagraniczna, klasyczna). Na 6 ekranach wyświetlano także film… hehe no i to mi się podobało.

O Libercu jutro :)))).

Mějte se hezky, dobrou noc

Ančík

27 września 2009

Dobra passo trwaj - Libercu przyybywam :D

Ahojky.
Hehe dobry humor mnie nie opuszcza, to chyba prawda, że kilka dni po urodzinach, towarzyszy ci tylko ta dobra passa:)))), mnie to właśnie spotkało. Mam za sobą fantastyczny tydzień, pełen wrażeń i mądrych przemyśleń. Po pierwsze dwa spotkania z moimi wspaniałymi przyjaciółmi, którzy świętowali ze mną my Birthday – Dzięki guys:***. Po drugie wracam do mojej ukochanej drogerii.
Po dwóch miesiącach pracy na stoisku z ubraniami ponownie oddelegowano mnie do pracy na Kenie (no cóż brakuje im mojej wiedzy, i dobrych kontaktów z klientami hahahaha:)))))
Strasznie się z tego powodu cieszę:)))). Zmienią się trochę zasady i personel został minimalnie zniwelowany, ale i tak będzie fun. Przecież kocham kosmetyki, zaprzyjaźniłam się z przedstawicielami, i wypracowałam relacje z klientami. To jest to, co na prawdę mnie kręci. Najważniejsze są jednak dwie zupełnie inne rzeczy to, że jutro jadę do Liberca, na najlepsze zawody tj Mistrzostwa Czeskiej Republiki w skokach narciarskich oraz to, że cały czas wierzę!!!!. Po prostu wierzę a teraz to chyba tak jak jeszcze nigdy wcześniej !!!. Towarzyszy mi jakieś takie przekonanie i spokój, że wszystko będzie dobrze i, że jeszcze będę bardzo szczęśliwa. Optymizm i uśmiech przede wszystkim. Tego się nauczyłam.
Ahhh no i zupełnie bym zapomniała. Zarezerwowałam dzisiaj bilety na „THIS IS IT” udało się na pierwszy dzień projekcji. Razem z Karoliną udamy się do „Złotych” już 28. października. To dziwne, jeszcze nigdy wcześniej nie rezerwowałam biletów na film wyświetlany w kinie z miesięcznym wyprzedzeniem. Hehe jedno jest pewne będzie ciekawie i liczę na znalezienie w filmie kilku istotnych wskazówek. Nie mogę się doczekać.
No nic lecę pakować rzeczy… mam nadzieję, że w Lbc będzie fajnie:)))).

Pozdrawiam serdecznie

Ančík

23 września 2009

Wiara i nadzieja umierają ostatnie - "Keep the faith"

Ahoj!
To bardzo skomplikowane, kiedy człowiek wierzy w coś, w co nie wierzą inni. Wszyscy patrzą na ciebie jak na dziwoląga z innej planety. Ale nie można zmieniać swoich przekonań pod wpływem innych. Najważniejsze jest przecież to, co podpowiada ci serce.
Nawet, jeśli to, w co wierzysz później cię rozczaruje będziesz miał świadomość tego, że to tylko twój wybór i twoja decyzja. Analizując swój przypadek widzę, że to nie jest proste, ale ja będę trwała w swojej wierze i nikt ani nic nie jest i nie będzie w stanie mojej wiary złamać.
To jedna z rzeczy, jakich nauczyłam się od mojego największego mentora – MJ. Wcześniej nie myślałam, że piosenki a dokładnie ich teksty mogą tak bardzo wpłynąć na człowieka tak go zmienić. Jednak tak jest tylko w przypadku, gdy piosenkę piszą dobrzy ludzie i wielcy artyści..

Kocham ten fragment i zawsze, kiedy zaczynam wątpić powtarzam go sobie kilkakrotnie:

„Więc, trwaj w wierze
Nie pozwól nikomu cię omamić
Musisz wiedzieć kiedy powinieneś
sprawić, że marzenia się spełnią


Więc trwaj w wierze
Skarbie, tak.
Ponieważ, to tylko kwestia czasu
Zanim twoja pewność siebie zwycięży


Uwierz w siebie, bez względu na to, co się stanie
Możesz zwyciężyć, jednak musisz trwać w wierze.
Trwaj w tym bracie!”


Trzeba wierzyć w siebie, trzeba wierzyć w świat, trzeba wierzyć w drugiego człowieka… nawet w tych ciężkich i fałszywych czasach trzeba wierzyć. Wiara czyni cuda!!!!

Postanowiłam sporządzić listę moich ukochanych piosenek Michaela Jacksona. W przypadku tego artysty jest to jednak strasznie trudne zadanie. Kiedy ktoś mówi stwórz Top-10 to nie możliwe, Top-20 również nie. Michael napisał bardzo wiele piosenek i prawie każda jest wspaniała. Wybrałam 35 piosenek, wszystkie możecie posłuchać lub ściągnąć na moim profilu na stronie odsiebie.com. Poniżej link. Zachęcam, bo naprawdę warto poznać szczególnie te mniej popularne pioseneki króla.

http://odsiebie.com/profil/anyxx.html

1. „Give In to me”
2. „Smooth criminal”
3. „Blood on the Dance floor”
4. “On the line”
5. “Fly away”
6. “Cry”
7. “For all time”
8. “The lady in my life”
9. “Who is it”
10. “In the closet”
11. “Leave me alone”
12. “Fall again”
13. “D.S”
14. “Keep the faith”
15. “Man in the mirror”
16. “Butterflies”
17. “You are not alone”
18. “We are the world”
19. “Sunset driver”
20. “Music and me”
21. “Tabloid junkie”
22. “They dont care about us”
23. “History”
24. “Beat it”
25. “Tease me”
26. “The lost children”
27. “We’ve had enought”
28. “Never can say goodbye”
29. “Billie Jean”
30. “I’ll be there”
31. “Little Susie”
32. “Jam”
33. “Whatever happenes”
34. “If You dont love me”
35. “Dirty diana”

Mějte se hezky i nie poddawajcie się.
Ančik

22 września 2009

Urodziny, Narozeniny...

Ahojky!
Opuściłam na chwilkę swoich znajomych i postanowiłam napisać kilka słów. Nieeeee prawda jest taka, że chciałam mieć tutaj notkę z datą 22.09. No cóż nie da się ukryć, że mam dzisiaj urodziny no i jestem, że tak powiem o rok starsza. Nie czuję się z tym jakoś specjalnie rewelacyjnie :D , nie no żartuję, w sumie nic się nie zmieniło.. najważniejsze jest przecież to na ile lat człowiek się, czuje :))))).Magia 22-22 działa hehehe, bo ja czuję się rewelacyjnie:)))))

Ahh chciałam bardzo serdecznie podziękować wszystkim za piękne i wartościowe życzenia, za wszystkie wpisy i wiadomości na facebooku, za smsy itd. itp. Anicie bardzo dziękuję za niespodziankę, jaką sprawiła mi swoim postem na blogu a dziewczynom za teledyski, zdjęcia itd:))))). To wszystko wiele dla mnie znaczy i pokazuje, że kilku ludzi na świecie naprawdę mnie lubi:)))).
Jeśli chodzi o urodzinowe marzenia to aktualnie mam jedno, ale za to takie ogromne. Czy się spełni? Tego nie wiem, muszę po prostu poczekać i wierzyć. KEEP THE FAITH!!!!




Najpiękniejsze życzenia, jakie otrzymałam to życzenia od mojego kolegi Leoša:)))).

„bohužel, vůbec neví co by přesně chtěl Aničce k dvaadvacátinám popřát:-(....Hlavně LÁSKU!:-* A ZDRAVÍ!!! A ŠTĚSTÍ....ať je šťastná a směje se tak krásně jak umí jen ona:-) pusu na tvou polskou tvář aníku:-*”

Uciekam świętować, jeszcze raz wszystkim dziękuję, Všem moc děkuju, Thank You very much :*****

Ančík

18 września 2009

WISŁA - Najpiękniejsi :D

AHOJDA!!!
Haha postanowiłam zrobić swój własny plebiscyt na najpiękniejszych skoczków będących w Wiśle… muszę przyznać, że przybyło tam bardzo wielu ładnych zawodników, no i nie wszyscy należą do czeskiego teamu. Wiadomo, że dwa pierwsze miejsca zajmą moi ulubieni skoczkowie Honza Matura i Borek Sedlák, ale pozostałe miejsca na pewno będą zaskoczeniem.
Osobami na które patrzyłam z wielką przyjemnością byli dwaj austriaccy skoczkowie, których klasyfikuję na miejscach 3 i 4 :D. Pierwszy to David Unterberger, który ma niesamowite oczy i do tego jest bardzo sympatyczny. Drugi to były kombinator norweski David Zauner.. w sumie nie wiem czemu uważam, że jest przystojny He po prostu jest i już. Ciacho :P.
5 miejsce to Jiří Mazoch, który jest strasznie uroczy, no i ma bardzo ładne oczy. Miejsce 6 dla francuskiego skoczka Nicolasa Mayera, ciekawa japońska uroda fajnie komponuje się z francuskim językiem :D. Na 7 miejscu umieszczam Arthura Pauli u niego nie da się nie zauważyć uroku osobistego, 8 ostatnie miejsce dla polskiego zawodnika Krzysia Miętusa… przede wszystkim za wysoką kulturę osobistą jaką prezentuję i bardzo ładny uśmiech.

1) Honza Matura


2) Borek Sedlák


3) David Unterberger


4) David Zauner


5) Jiří  Mazoch


6) Nicolas Mayer



7) Arthur Pauli


8) Krzysztof Miętus



Dzisiaj urodziny obchodzi mój przyjaciel Fanna, i chciałabym mu również tutaj złożyć najlepsze życzenia.

Fanno Všechno nejlepší k narozeninám, hodně, zdraví, štěstí, a ůsměvu :).

Mějte se fajn

Ančik

17 września 2009

Ahojky!!!
Niedziela w Wiśle upłynęła niestety bardzo szybko. Konkurs nawet tak na prawdę nie wiem, kiedy się skończył. Całą pierwszą serię przegadałam z małą Mazdą, przerwę robiliśmy sobie tylko wtedy, kiedy na belce startowej pojawiał się czeski skoczek.
Uwielbiam małą Mazdę i bardzo dobrze nam się rozmawia na każdy temat. Hmm oboje byliśmy chorzy także wspomagaliśmy się herbatka, z cateringu dla teamów.. nie wiem kto tą herbatę słodził ale stwierdziliśmy, że przesadził :D… Oczywiście nikt nie postarał się o jakiś chociaż mini catering dla dziennikarzy :((( no ale przeżyłam.



 Ahh czułam się już kiepsko, chyba zaczynała mnie dopadać gorączka, ale starałam się o tym nie myśleć. Wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Uwieczniłam dwa austriackie ciacha: Davida Zaunera i Davida Unterbergera, ahh ten drugi jest po prostu śliczny no i taki w ogóle nice, ale ja się trzymam swojego teamu. Janek po swoim skoku mijając mnie i Mazdę stwierdził z wielkim uśmiechem „ups chyba spieprzyłem skok” potem pokazując nam język… hahah to było dobre, plus dla niego.
Tym razem punkty zdobyli czterej Czesi, ponownie najlepszy był Jakub Janda (czyżby zasługa „Krówek”? hahaha), który zajął 9 miejsce. 14 był Borek, 17- Maturyn a 18 – Tonda.


Muszę przyznać, że całkiem dobre rezultaty aczkolwiek Honza miałby być troszkę wyżej, ale to w Zakopanem:)))). Teraz, kiedy jego skoki są już dużo lepsze jestem przekonana, że i wyniki przyjdą. Po drugim skoku umówiłam się z Honzou, że jak się przebierze jeszcze chwilkę pogadamy, szkoda, że Czesi znowu pojechali do domu bezpośrednio po konkursie… ale to co udało mi się z nimi podczas tego wyjazdu przeżyć było super i w zupełności mi starczyło :)))). Wracając do rozmowy, przeanalizowaliśmy jeszcze parę rzeczy i czegoś ciekawego się dowiedziałam, ale to zostawiam tylko dla siebie.


Wspaniałe jest to, że teraz, kiedy myślałam, że skoki już nie są dla mnie, że już mnie w ogóle nie bawią, że powinnam kończyć okazało się, że problem nie jest w dyscyplinie tylko w tym, że np na zawodach w Zakopanem brakowało mi moich ukochanych zawodników tj: Borka i Honzu. Z nimi skoki dalej są super, najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, iż w momencie, gdy na belce startowej siadał któryś z nich leciałam jak głupia na skocznie, zaciskałam mocno kciuki i następnie albo się cieszyłam albo byłam smutna. Prawidłowa reakcja, której już myślałam, że się oduczyłam. Po 15 minutach do naszej rozmawiającej dwójki dołączyli jeszcze Borek, jego tata, Tonda no i później już cały team stał przy wiśniowym busie. Mieliśmy zrobić sobie tą wspólną fotkę, wykonanie zaoferował tata Borka hahah oczywiście z tym też był niezły ubaw, gdyż Pan Sedlak miał problem z naciśnięciem przycisku, pierwsze dwie fotki nie wyszły i wszyscy musieli się ustawiać jeszcze raz :D. Tym razem fotka już wyszła, ale ucięto Honzu a tak przecież być nie mogło…


Darowałam już sobie wspólne foto i wymyśliliśmy, że skoro brakuje tam tylko Honzika powinnam mieć jeszcze zdjęcie z nim i tak też się stało.


Dodatkowo jako bonus :D poszła jeszcze fotka z Honzou i z Borkiem czyli ja i moi nej, nej skokani:)))) parada. Byłam mega happy, ponieważ fotki wyszły bardzo fajnie. Chłopcy zaproponowali, żebym jechała jeszcze z nimi na obiad, ale ja czułam się już tak fatalnie, że marzyłam tylko o łóżku i gorącej herbacie z cytryną. Pożegnaliśmy się, zatem i powiedziałam im ok, do zobaczenia gdzieś w Zakopanem wszyscy jednym głosem poprawili mnie, że neeeee „Anio vidíme se v Lbc na MČR” hahah no tak jak zwykle zapomniałam, że wybieram się na MČR na końcu września. Odpowiedziałam, że jeszcze nie jestem pewna czy tam pojadę ale Honza stwierdził eee bez ciebie nie skaczemy :D hahah także chyba nie mam wyjścia.


Puchar kontynentalny w Wiśle po prostu neměl chybu, nie mogłam przypuszczać, że będzie tak super. Strasznie się cieszę, że tam pojechałam i przekonałam się, że Czesi są super i, że naprawdę mnie lubią.
No i, że mój czeski nie jest taki tragiczny ;)))). Dobre wnioski :)))).
Kluci moc vám děkuju, jste nejlepší!!!!
Hahaha jeszcze o czymś muszę wspomnieć, największą furorę w Wiśle zrobiła moja torba z czeską flagą… no ale tutaj nie ma się w sumie czemu dziwić, przecież jest piękna.
Po tym jak Czesi odjechali dla mnie wszystko się skończyło, razem z dziewczynami postałyśmy jeszcze chwilę z aparatami, zrobiłyśmy kilka fotek no i zebrałyśmy się na przystanek. Po drodze spotkałyśmy Heya geja no i leśne skrzaty ;D. Leśne skrzaty były dziwne… te stroje i to zachowanie OMG…Marsjanie atakują!!!!
Przyjechał autobus i właśnie w tym momencie dopadło mnie coś w stylu „jest mi przykro” to już koniec… koniec spotkań z Czechami, koniec pobytu w tym cudownym miejscu. Ahh nie ukrywam, że nie lubię pożegnań, szczególnie, jeśli gdzieś czuję się tak dobrze jak tam. Szkoda, że to co fajne tak szybko przemija ;((. Kiedy już dotarłyśmy do centrum, nie będę mówiła, że z mojej winy przejechałyśmy o jeden przystanek za daleko (a jeden przystanek w Wiśle to jakieś 4 km ;D) i musiałyśmy łapać autobus w przeciwnym kierunku, ale jak byłyśmy już na ul: Olimpijskiej stawiłyśmy się jeszcze na pizzy. Była ogromnie duża ;) no i smaczna. Potem to już tylko spędzanie czasu w apartamencie… wieczorem dziewczyny poszły na disco a ja pod prysznic i do łóżeczka abym następnego dnia jakoś w miarę nadawała się do jazdy.
No nic podsumowując w Wiśle spędziłam 4 cudowne dni, w fantastycznym apartamencie w doborowym towarzystwie, uczestniczyłam w koncercie „Feela” no i świetnie bawiłam się z Czechami. Urodziny były jednymi z najlepszych w moim życiu.
Teraz szykuję się na dobrą zabawę na Mistrzostwach Czech, ale mój pierwszy cel to całkowicie się wyleczyć, bo choroba, która się przyplątała jest jakaś dziwna i bardzo mnie osłabiła.


Niewątpliwie był to dla mnie czeski wyjazd.
Srdečně zdravím
Ančik