Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Janda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Janda. Pokaż wszystkie posty

3 kwietnia 2011

Benefis Adama Małysza i emisja odcinka specjalnego JTM.

W sobotę 26. marca w Zakopanem odbył się benefis Adama Małysza podczas którego nasz mistrz zakończył  swoją bogatą karierę sportową.  Od momentu, gdy tylko dowiedziałam się iż tego typu impreza jest planowana wiedziałam, że na nią pojadę. Innej opcji w ogóle nie było. Zamieniłam się z szefową na pracujące soboty, nabyłam bilet i po sprawie.
W piątek po południu udałam się pociągiem Inter city do jednego z najcudowniejszych miast w jakich udało mi się do tej pory być tj do Krakowa. Nie przypuszczałam, że w pociągach IC potrafi znaleźć się aż tylu ludzi. Jak widać nie tylko w TLK (z którym mam tyle okropnych wspomnień) szaleją dzikie tłumy. Dobrze, że udało mi się kupić wcześniej bilet i mieć swoje własne miejsce z "poczęstunkiem" jak to nazywa obsługa składu.... :P.
Do Krakowa dojechałam o czasie, na peronie czekała już na mnie Ewelinka:), z którą od razu udałyśmy się na martini ze sprite musiałam odreagować :). Następnie jako, że robiło się już stosunkowo późno pojechałyśmy do domu, zjeść, pogadać, pooglądać dziwne filmy o duchach i iść spać. Cudownie, cudowny elektryczny koc który odegrał znaczącą rolę w nocnej regeneracji moich pleców sprawił, że mogłam wstać w sobotę o godzinie 5.00. Wyszykowana i najedzona  wsiadłam do autobusu jadącego do Zakopanego city. O dziwo droga była przyjemna i krótka, Zakopianka dosłownie pusta tylko pogoda niestety zaczynała się psuć.
Starałam się jednak o tym nie myśleć. Liczyło się dla mnie tylko to, że po prawie dwóch latach przerwy, znowu znajdę się w tym wspaniałym miejscu, poczuję atmosferę konkursu skoków oraz zjem najlepsze frytki na świecie :).
Tego dnia dieta Dukana nie istniała miałam jeść, jeść i jeszcze raz jeść i po prostu dobrze się bawić :).
Do godziny 11:00 miałam odebrać akredytacje, dlatego też pierwszym miejscem w które się udałam była bacówka RMF fm. Następnie spacer pod skocznie i spotkanie z Kasią i jej chłopakiem. Zaproponowałam abyśmy wspólnie poszli na frytki spadolini do karczmy "Zagroda". Frytki z serem żółtym w tym lokalu  są najlepsze. Super, że w końcu miałam okazję osobiście poznać Kasię :).
Po spotkaniu i przejściu zatłoczonymi Krupówkami jak za starych dobrych czasów skokowych (kibice, trąby, flagi itd, itp) umówiłam się z Dorotą. Poszłyśmy do sławnej pizzeri "Adamo".  Zjadłam małą pizzę a co tam jak szaleć to szaleć :D. I udałyśmy się na skocznię.


Wchodząc miałam wrażenie, że witam wiosnę. Śnieg był tylko na samym obiekcie, trybuny obrastała już zielona trawka.... ale wyglądało na to, że konkurs powinien się odbyć bez większych problemów. Znalazłam swoje miejsce na sektorze dla fotoreporterów i obserwowałam rozwój wydarzeń. Trzeba przyznać, że tylu kibiców w Zakopanem nie pamiętam  od Pucharu Świata w 2004 roku. Całą imprezę sponsorował Red Bull a przygotowaniem zajęła się TVP 1. Do godziny 16.30 wszystko wyglądało super. Na scenie pojawili się zaproszeni przez Adama Małysza najlepsi skoczkowie świata z Thomasem Morgensternem, Gregorem Schlierenzauerem i Simonem Ammannem na czele. Każdy z Nich dwukrotnie zakręcił kołem fortuny losując dla siebie odległości, do których mieli się zbliżyć w swoich skokach. Widok rozradowanego Jakuba Jandy, jedynego przedstawiciele mojego ulubionego czeskiego teamu był bezcenny.




Niestety podczas występu zespołu Wilki, który zagrał najbardziej kojarzącą się ze skokami polską piosenkę "Bohema" - "Lecę bo chcę, lecę bo wolność to zew....", zaczął padać gęsty i mokry śnieg. Powodował on zasypywanie toru najazdowego i skakanie w takich warunkach było na prawdę bardzo ryzykowne. Organizatorzy nie zdecydowali się rozpocząć konkursu i zarządzili ponad godzinną przerwę. W tym czasie na scenie występowały zaproszone zespołu między innymi: Papa D, Bracia, Blue cafe. Jednym słowem dramat.... Nie miało to większego znaczenia kiedy na scenie pojawił się zespół Zakopower (który wręcz uwielbiam) z Sebastianem Karpielem Bułecką na czele :). Chłopcy zagrali trzy piosenki "Zbuntowany anioł", "Nie bo nie" (<3) oraz "Galop". Zabawa była świetna, i udało mi się zastosować mój obowiązkowy manewr na koncerty. On na scenie, ja pod sceną, wszyscy za mną nikt przede mną :D.



Uwielbiam ich i to dosłownie :).
Jak się domyślacie po długim oczekiwaniu, (Boże dziękuję za akredytację, bo chyba tylko dzięki niej nie zmarzłam i nie jestem teraz mega chora), konkurs się odbył, ale nie były to już skoki do celu a normalne pojedyncze skoki. Wystartować nie zdecydowała się większość przybyłych skoczków. Na belce zobaczyliśmy zaledwie kilku zawodników. Polaków, Rosjan, JAKUBA JANDĘ, Simona Ammanna i oczywiście ADAMA MAŁYSZA, inni po prostu się przestraszyli a ja pozostawiam to bez komentarza. Odległości nie miały żadnego znaczenia, chodziło o to aby podziękować wielkiemu skoczkowi, który przez tak wiele lat dostarczał tylu emocji i wzruszeń.


Po skoku koledzy Adama z kadry przygotowali dla Niego szpaler z nart pod którym Mistrz przejechał, następnie wylądował na ramionach Kamila Stocha i Stefana Huli.



Przez ten okropny śnieg cały plan benefisu, uległ zmianie Adam Małysz skoczył dopiero przed godziną 19:00 dlatego też zrezygnowano z koncertów i na zakończenie oprócz tańców do 60 tys zgromadzonych kibiców przemówił On sam. To były najbardziej wzruszające chwile całego benefisu. Piosenka "We are the champions", łzy w oczach Mistrza, ukłony kibiców i gromkie dziękuję. Przypomniało mi się całe 11 lat, tych pięknych 11 lat, które jestem związana ze skokami narciarskimi.
MISTRZ BYŁ, JEST I BĘDZIE TYLKO JEDEN!

W przerwie kiedy oczekiwano na ostatni skok Adama Małysza w Telewizji wyemitowano wydanie specjalne programu "Jaka to melodia" z moim udziałem. Muszę przyznać, że wypadło świetnie i pokazali to na czym mi najbardziej zależało czyli podziękowania jakie złożyłam Małyszowi. To dla mnie zaszczyt, że emisja odbyła się tego dnia kiedy pożegnanie Mistrza. Było to dla mnie coś na prawdę ważnego i symbolicznego. Oto kulisy programu:


Dziękuję wszystkim za miłe słowa oraz trzymane kciuki :).
Pozdravy

Ančík


17 września 2009

Ahojky!!!
Niedziela w Wiśle upłynęła niestety bardzo szybko. Konkurs nawet tak na prawdę nie wiem, kiedy się skończył. Całą pierwszą serię przegadałam z małą Mazdą, przerwę robiliśmy sobie tylko wtedy, kiedy na belce startowej pojawiał się czeski skoczek.
Uwielbiam małą Mazdę i bardzo dobrze nam się rozmawia na każdy temat. Hmm oboje byliśmy chorzy także wspomagaliśmy się herbatka, z cateringu dla teamów.. nie wiem kto tą herbatę słodził ale stwierdziliśmy, że przesadził :D… Oczywiście nikt nie postarał się o jakiś chociaż mini catering dla dziennikarzy :((( no ale przeżyłam.



 Ahh czułam się już kiepsko, chyba zaczynała mnie dopadać gorączka, ale starałam się o tym nie myśleć. Wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Uwieczniłam dwa austriackie ciacha: Davida Zaunera i Davida Unterbergera, ahh ten drugi jest po prostu śliczny no i taki w ogóle nice, ale ja się trzymam swojego teamu. Janek po swoim skoku mijając mnie i Mazdę stwierdził z wielkim uśmiechem „ups chyba spieprzyłem skok” potem pokazując nam język… hahah to było dobre, plus dla niego.
Tym razem punkty zdobyli czterej Czesi, ponownie najlepszy był Jakub Janda (czyżby zasługa „Krówek”? hahaha), który zajął 9 miejsce. 14 był Borek, 17- Maturyn a 18 – Tonda.


Muszę przyznać, że całkiem dobre rezultaty aczkolwiek Honza miałby być troszkę wyżej, ale to w Zakopanem:)))). Teraz, kiedy jego skoki są już dużo lepsze jestem przekonana, że i wyniki przyjdą. Po drugim skoku umówiłam się z Honzou, że jak się przebierze jeszcze chwilkę pogadamy, szkoda, że Czesi znowu pojechali do domu bezpośrednio po konkursie… ale to co udało mi się z nimi podczas tego wyjazdu przeżyć było super i w zupełności mi starczyło :)))). Wracając do rozmowy, przeanalizowaliśmy jeszcze parę rzeczy i czegoś ciekawego się dowiedziałam, ale to zostawiam tylko dla siebie.


Wspaniałe jest to, że teraz, kiedy myślałam, że skoki już nie są dla mnie, że już mnie w ogóle nie bawią, że powinnam kończyć okazało się, że problem nie jest w dyscyplinie tylko w tym, że np na zawodach w Zakopanem brakowało mi moich ukochanych zawodników tj: Borka i Honzu. Z nimi skoki dalej są super, najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, iż w momencie, gdy na belce startowej siadał któryś z nich leciałam jak głupia na skocznie, zaciskałam mocno kciuki i następnie albo się cieszyłam albo byłam smutna. Prawidłowa reakcja, której już myślałam, że się oduczyłam. Po 15 minutach do naszej rozmawiającej dwójki dołączyli jeszcze Borek, jego tata, Tonda no i później już cały team stał przy wiśniowym busie. Mieliśmy zrobić sobie tą wspólną fotkę, wykonanie zaoferował tata Borka hahah oczywiście z tym też był niezły ubaw, gdyż Pan Sedlak miał problem z naciśnięciem przycisku, pierwsze dwie fotki nie wyszły i wszyscy musieli się ustawiać jeszcze raz :D. Tym razem fotka już wyszła, ale ucięto Honzu a tak przecież być nie mogło…


Darowałam już sobie wspólne foto i wymyśliliśmy, że skoro brakuje tam tylko Honzika powinnam mieć jeszcze zdjęcie z nim i tak też się stało.


Dodatkowo jako bonus :D poszła jeszcze fotka z Honzou i z Borkiem czyli ja i moi nej, nej skokani:)))) parada. Byłam mega happy, ponieważ fotki wyszły bardzo fajnie. Chłopcy zaproponowali, żebym jechała jeszcze z nimi na obiad, ale ja czułam się już tak fatalnie, że marzyłam tylko o łóżku i gorącej herbacie z cytryną. Pożegnaliśmy się, zatem i powiedziałam im ok, do zobaczenia gdzieś w Zakopanem wszyscy jednym głosem poprawili mnie, że neeeee „Anio vidíme se v Lbc na MČR” hahah no tak jak zwykle zapomniałam, że wybieram się na MČR na końcu września. Odpowiedziałam, że jeszcze nie jestem pewna czy tam pojadę ale Honza stwierdził eee bez ciebie nie skaczemy :D hahah także chyba nie mam wyjścia.


Puchar kontynentalny w Wiśle po prostu neměl chybu, nie mogłam przypuszczać, że będzie tak super. Strasznie się cieszę, że tam pojechałam i przekonałam się, że Czesi są super i, że naprawdę mnie lubią.
No i, że mój czeski nie jest taki tragiczny ;)))). Dobre wnioski :)))).
Kluci moc vám děkuju, jste nejlepší!!!!
Hahaha jeszcze o czymś muszę wspomnieć, największą furorę w Wiśle zrobiła moja torba z czeską flagą… no ale tutaj nie ma się w sumie czemu dziwić, przecież jest piękna.
Po tym jak Czesi odjechali dla mnie wszystko się skończyło, razem z dziewczynami postałyśmy jeszcze chwilę z aparatami, zrobiłyśmy kilka fotek no i zebrałyśmy się na przystanek. Po drodze spotkałyśmy Heya geja no i leśne skrzaty ;D. Leśne skrzaty były dziwne… te stroje i to zachowanie OMG…Marsjanie atakują!!!!
Przyjechał autobus i właśnie w tym momencie dopadło mnie coś w stylu „jest mi przykro” to już koniec… koniec spotkań z Czechami, koniec pobytu w tym cudownym miejscu. Ahh nie ukrywam, że nie lubię pożegnań, szczególnie, jeśli gdzieś czuję się tak dobrze jak tam. Szkoda, że to co fajne tak szybko przemija ;((. Kiedy już dotarłyśmy do centrum, nie będę mówiła, że z mojej winy przejechałyśmy o jeden przystanek za daleko (a jeden przystanek w Wiśle to jakieś 4 km ;D) i musiałyśmy łapać autobus w przeciwnym kierunku, ale jak byłyśmy już na ul: Olimpijskiej stawiłyśmy się jeszcze na pizzy. Była ogromnie duża ;) no i smaczna. Potem to już tylko spędzanie czasu w apartamencie… wieczorem dziewczyny poszły na disco a ja pod prysznic i do łóżeczka abym następnego dnia jakoś w miarę nadawała się do jazdy.
No nic podsumowując w Wiśle spędziłam 4 cudowne dni, w fantastycznym apartamencie w doborowym towarzystwie, uczestniczyłam w koncercie „Feela” no i świetnie bawiłam się z Czechami. Urodziny były jednymi z najlepszych w moim życiu.
Teraz szykuję się na dobrą zabawę na Mistrzostwach Czech, ale mój pierwszy cel to całkowicie się wyleczyć, bo choroba, która się przyplątała jest jakaś dziwna i bardzo mnie osłabiła.


Niewątpliwie był to dla mnie czeski wyjazd.
Srdečně zdravím
Ančik

26 sierpnia 2009

Zkurvené Zakopane part 2....

Ahojda,
zatem o plusach LGP w Zakopanem już pisałam teraz czas na minusy, których było więcej... przede wszystkim pogoda ale to, że niemiłosiernie lało wiemy wszyscy. Drugi ogromny minus to to co się działo pomiędzy akredytowanymi laskami. O my God dawno tak tragicznie nie było, te fałszywe uśmieszki i mierzenie wrednym wzrokiem. Ahh relacje prawie wszystkich ograniczały się do pytania "jak się masz?" dobrze a to fajnie cześć. No i obrabianie tyłka na prawo i lewo komu się dało i ile się dało... Nenávidím ZAKOPANEHO, , I HATE ZAKOPANE,.... czemu w żadnym innym miejscu takie akcje nie mają miejsca, czemu w innych krajach zachowane są chociażby minimalne reguły etyczne. Muszę jeszcze wspomnieć o ogromnym talencie jakie posiadają polskie dziewczynki... wymyślanie niestworzonych historii to im idzie po prostu fantastycznie. Chyba zamiast jeździć na skoki powinny się zapisać na jakieś warsztaty literackie czy coś takiego :D... gwarantuję sukcesy.
Hahahaha w Zakopcu była jedna osoba, która mnie zabiła swoją głupotą, zawsze wiedziałam, że to debilka do kwadratu ale to co wywinęła w tym roku przeszło wszelkie granice. Chyba teraz kiedy powoli wycofuję się ze świata skoków narciarskich zaczynam zauważać takie rzeczy dużo wyraźniej niż wcześniej:).

Tylko na piątkowych treningach i kwalifikacjach było fajnie, ciepło, świeciło słońce, nawet zdjęcia robiło się super, tylko, że to też już mnie jakoś nie bawi. Wyjęłam aparat chyba ze 3 razy, przede wszystkim aby uwiecznić mój czeski team oraz kilku innych sympatic skoczków. Oto kilka moich fotek:














Było mi przykro, że Tomas nie zakwalifikował się do konkursu tym bardziej, że znajduje się teraz w dobrej formie. No cóż ale takie jest życie.
Wieczorem wybrałam się na disko i muszę przyznać, że byłam strasznie zaskoczona jakie zmiany zostały wprowadzone w MO. Przede wszystkim jest teraz ogromne, 2 parkiety, 6 barów i pełno miejsc do siedzenia. Hahaha łatwo się tam zgubić :D. Na mnie największe wrażenie jednak zrobił wodospad z jeziorkiem gdzie pływały ryby i glonojady oraz bar usytuowany na wodospadzie:). Teraz to już prawdziwy klub.
Z Czech przyjechali moi znajomi, których poznałam na MŚ w Lbc. Hmm szkoda, że nie miałam dla nich zbyt dużo czasu ale udało nam się posiedzieć trochę na piątkowej imprezie a w sobotnie przedpołudnie wyskoczyliśmy na pizze do najlepszej pizzerky jaką znam tj "ADAMO". Fajnie, że przyjechali:). Już się cieszę na MCR:). Na imprezie oprócz trenerów nikogo nie było (to dla zainteresowanych tylko skoczkami i trenerami). Wypiłam 3 drinki i około godziny 1.30 poszłam do pensjonatu spać...
Sobota to tak jak już wiecie pizza z Czechami, potem czekoladowe lody z Tomasem:))). No i odpoledna skoki... o konkursie nie będę pisała bo nie ma o czym. Cieszyłam się tylko z 3 miejsca Adama, 5 Romana i 16 Jandysa. To naprawdę dobre rezultaty. Szkoda tylko, że znowu wygrał Gregor (bleee). Tak wiem, że należę do mniejszości która go nie lubi ale tak jest. Przemoczona i wściekła wróciłam na kwaterę żeby się przebrać i šup, šup do MO tym razem przesiedziałam tam prawie do samego zamknięcia... ehhh to była dziwna noc, także pozostawię ją dla siebie. Powiem tylko tyle, że parę razy się wkurzyłam, parę zdziwiłam i parę uśmiałam. Wspólnie z Taxikiem, Vicky, Eweliną, i Luką wbiliśmy do taksówki i rozjechaliśmy do domów. Była godzina 5.00 :P.
Niedziela to wizyta na Krupówkach w celu kupienia paru rzeczy no i potem kolejna męczarnia na skoczni... podium jeszcze gorsze niż w sobotę... znowu Gregor i dwaj Norwegowie. Tym razem Adam był dopiero 21, Roman 11 a Kuba 25. Haha na miano najbardziej żałosnego człowieka Zakopanego zasłużył "mój ulubieniec" Bjoern Einar Romoren, który po skoczni chodził ze spuszczoną głową... gdy tak przechodził na sektorach panowała grobowa cisza, nikt nawet nie krzykną w jego stronę. Bardzo dobrze hehehe....
Co się działo na niedzielnej imprezie nie mam pojęcia ponieważ o 22.00 wbiłam do autobusu jadącego do Warszawy. Pierwszy raz w życiu wracałam w niedziele i pierwszy raz z tak ogromną radością. Jedno jest pewne nie jadę więcej na skoki gdzie nie będą startowali JANEK albo BOREK. Bez nich skoki mnie nie bawią. Bardzo mi również brakowało Fanny ale wiedziałam, że tak będzie :(. Zmieńcie Šveca bardzo proszę!!!!. Pozostaje mi jeżdżenie na Puchary Kontynentalne, ponieważ jak mi powiedział sam David Jiroutek zarówno Janek jak i Borek nie mają szansy na starty w konkursach PŚ, no chyba, że w Japonii. Janek dostał "wielką" hmm szansę pokazania się na skoczniach w Azji zobaczymy jak mu pójdzie. Już dzisiaj mocno trzymam kciuki.
Po prostu nie mogę doczekać się WISŁY dzisiaj Borek potwierdził mi, że tam pojedziemy co do Janka jeszcze pewności nie ma ale wydaje mi się, że również znajdzie się w składzie. Szykuje się boski wyjazd:))). Zatem nie ma tego złego.

Jutro opiszę moją interesującą podróż do domu hahah to historia godna opowiedzenia. Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie Zakopane to największe dno pod słońcem.

S Bohem


Ančik