Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jiri Mazoch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jiri Mazoch. Pokaż wszystkie posty

7 października 2009

Liberec i Mistroství České Republiky juniorů - THIS IS IT!!!

Ahoj!
Hmm, na czym to ja skończyłam, aha, więc do LIBERCA dotarłam we wtorek około godziny 16.10, szybko zaopatrzyłam się w bilet i wsiadłam do tramwaju. Na Fügnerce przesiadłam się do autobusu nr 15 i nim bezpośrednio już dostałam się na koleje TUL czy jak kto woli Harcov, hmm, tzn powiedzmy, że bezpośrednio, ponieważ od przystanku czekała mnie jeszcze około 10 minutowa droga pod górę. Niestety hotel znajduje się aż w bloku F także jest to dość daleko, zwarzywszy, że miałam bardzo ciężką torbę, którą musiałam dźwigać na ramieniu i byłam zmęczona była to trochę droga przez mękę hehehe, ale doszłam a to najważniejsze. Na miejscu popisałam się swoim jakże perfekcyjnym (haha) czeskim i dość szybko się zameldowałam:))). Przydzielono mi pokój 19B, to jeden z większych pokoi co bardzo mnie ucieszyło. Gdyby ktoś nie wiedział koleje to w Polsce akademik. Jednak bardzo by się chciało, żeby polskie akademiki wyglądały tak jak ten w LIBERCU… przypominam, że podczas Mistrzostw Świata mieszkali tam sportowcy, także wszystko zostało odnowione i spełnia kryteria trzygwiazdkowego hotelu. Dobrze znam te wszystkie bloki, pokoje i całą okolicę właśnie z MŚ, spędziłam tam przecież prawie 3 tygodnie. Po podstawowym ogarnięciu się (prysznic, herbata itd.) udałam się jeszcze do mojego ukochanego „Eska” (restauracja i discoteka w jednym) gdzie zamówiłam najlepszą pod słońcem pizze serową <3 oraz piwo. Ostatnio posmakował mi „Gambrinus”, może, dlatego, że „Budweiser” jest już w Polsce a „Gambrinus” oficjalnie jeszcze nie. Zjadłam i wróciłam do pokoju, umyłam głowę, włączyłam Michaela i poszłam spać, byłam po tej podróży i Pradze tak wykończona, że bez problemu przespałam 12 godzin.
W środę obudziłam się około godziny 7.00 nie musiałam się nigdzie spieszyć, ponieważ seria próbna MČR juniorów rozpoczynała się dopiero o godzinie 14.00, ale bardzo chciałam pojechać jeszcze do centrum no i na jakieś zakupy. LIBEREC nic się nie zmienił dalej jest tak samo pięknym miastem, jakim było wcześniej. Po prostu je uwielbiam, samo chodzenie po ulicach sprawia mi tak wielką radość i jestem taka szczęśliwa, że aż ciężko to opisać słowami. Niewątpliwie jest to moje miejsce na ziemi i chyba jednak w przyszłym roku to tam wybiorę się na studia.






Przeszłam cały rynek wszystkie moje ukochane sklepy: „Kenvelo”, „Lifestyle Sports”, „Alpina Pro” itd…kupiłam sobie fajną koszulkę „Nike” i udałam się na obiad. Wybrałam chińską restauracje o pięknie brzmiącej nazwie „PANDA” hahaha mam ostatnio małą obsesje na punkcie tego zwierzątka :D, a wszystko zaczęło się w Wiśle :D. Osoby zorientowane wiedzą o co chodzi :D…


Restauracja ta znajduje się w Nákupní galeri „Plaza”. Jeśli ktoś kiedykolwiek będzie w Libercu zachęcam do spróbowania tam nudle s kuřecím masem., coś wspaniałego.


Wychodząc zauważyłam jeszcze bardzo duży sklep z zabawkami „Dráčik”, potrzebowałam kupić kilka prezentów dla znajomych i pomyślałam, że tam na pewno znajdę coś ciekawego. Oprócz całej torby dárků kupiłam coś również dla siebie. Haha przechadzając się pomiędzy półkami natrafiłam na takiego sporego gumowego hipopotama, jest tak uroczy, że nie mogłam go nie kupić :P… postanowiłam, że będzie mi on przez jakiś czas przynosił szczęście a potem dostanie go ode mnie ktoś komu bardzo dużo zawdzięczam i kto jest dla mnie bardzo ważną osobą.

Smooth criminal :P

Mając już wszystko, co potrzebowałam udałam się na skocznie, wcześniej otrzymałam propozycję podwiezienia na samą górę, ale z niej nie skorzystałam, stwierdziłam, że dobrze mi zrobi piesza wycieczka i kontakt z przyrodą. Wyciszenie zawsze jakoś korzystnie na mnie wpływało, byłam tylko ja, muzyka Michaela i czysta niczym niezniszczona przestrzeń – rewelacja. Po jakiś 30 minutach znalazłam się na skoczni, młodzi skoczkowie zaczynali się właśnie rozgrzewać. Już na początku spotkałam dwóch osobników, którzy sprawili, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mowa o Milošu Kadlecu i Hubercie Bláha, ja ich po prostu uwielbiam, są bardzo sympatyczni i pozytywni. W ogóle MČR to fantastyczne zawody dla kogoś kto tak bardzo jak ja kocha czeski team a to dlatego, że ma się szansę spotkać tam wszystkich czeskich skoczków i kombinatorów norweskich, zarówno tych młodych jak i tych starszych.


Pierwszy konkurs, jaki tego dnia odbył się na skoczni były to zmagania dziewcząt. Kibicowałam mojej koleżance Lucie Míkovej. Trzymałam za nią kciuki tym bardziej, że były to jej pierwsze skoki po poważnej kontuzji, jaką odniosła na Mistrzostwach Świata właśnie na obiekcie w Libercu. Jej skoki niestety nie były rewelacyjne, ale to dopiero początek i jestem pewna, że już niedługo będzie lepiej. Wierze w nią, bo dziewczyna ma ogromny potencjał i dobre nastawienie do tego wszystkiego.
Wyniki nie są istotne, ważne, że potrafiła się pozbierać po tak groźnej kontuzji, wiem, o czym mówię, ponieważ miałam ten sam problem z nogą, co ona różnica jest taka, że ja już do uprawiana sportu nie wróciłam ona natomiast tak. Po konkursie porozmawiałyśmy sobie. Trochę się nie widziałyśmy, dlatego tematów było sporo.

Bardzo się cieszyłam, że spotkałam: Luckę, Jirke Mazocha, Davida Rippera, Martina Plhala, Lukasa Samohyla itd.…

Jiří Mazoch - (fotka specjalnie dla Krocze :P)

David Ripper - TJ Frenštát pod Radhoštěm

Martin Plhal - Nové Město na Moravě

Lukáš Samohýl - LSK Lomnice nad Popelkou

Ci ludzie są tacy fajni i tacy pozytywni widać jak ogromną frajdę sprawia im skakanie, super jest widzieć w ich oczach taką pasję i miłość:))). Same zawody bardzo szybko się skończyły a ja mało, co je śledziłam, gdyż biegałam z aparatem robiąc fotki:)))). Zdjęć mam sporo i muszę przyznać, że są całkiem ładne.

W przerwie pomiędzy seriami przeprowadziłam długą konwersację z Hugo… nie będę ukrywała, że go uwielbiam :P. Szkoda, że jest taki młody (hehehe) niewątpliwie stał się on moim ulubionym skoczkiem, a jego uśmiech jest po prostu nieziemski. Przypomniało mi się jak na KP w Zakopanem razem z Ewą robiłyśmy mu zdjęcia hahah był taki zawstydzony :D, ahh te akcje zapamiętam do końca zycia.


Hubert Bláha - LSK Lomnice nad Popelkou

Po zakończeniu konkursu, większość młodych skoczków zebrała rzeczy i pojechała do domu. Niektórzy jednak zdecydowali się startować w zawodach seniorskich na dużym obiekcie.  W tym czasie do arealu zaczęli się zjeżdżać wszyscy znajomi.. na czele z trenerem Davidem Jiroutkiem :P, i całą kadrą A i B skoczków :D…
Do konkursu zgłoszono oprócz całej grupy Czechów również kilku skoczków polskiej kadry B, całą podstawową reprezentacje Kazachstanu, kadrę B Rosji i skoczków Słowackich.
 Zapomniałabym, że startował również (ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu) Słoweniec - Jernej Damjan.

O zmaganiach seniorów jednak w kolejnym poście.

Miloš Kadlec & Honza Kozák - :D

Muszę jeszcze wspomnieć, że w zasadzie przez cały czas pobyt na skoczni umilali mi dwaj młodzi skoczkowie z Nového Města na Moravě - Miloš Kadlec i Honza Kozák ależ z nimi był ubaw hahaha. Tym chłopakom nigdy uśmiech nie schodzi ztwarzy… a różowa koszulka Mošo po prostu mnie zniszczyła :D… Podsumowując było fun :D… dzięki chłopaki:)))

Jutro Mistroství České Republiky seniorů.

Ančík

18 września 2009

WISŁA - Najpiękniejsi :D

AHOJDA!!!
Haha postanowiłam zrobić swój własny plebiscyt na najpiękniejszych skoczków będących w Wiśle… muszę przyznać, że przybyło tam bardzo wielu ładnych zawodników, no i nie wszyscy należą do czeskiego teamu. Wiadomo, że dwa pierwsze miejsca zajmą moi ulubieni skoczkowie Honza Matura i Borek Sedlák, ale pozostałe miejsca na pewno będą zaskoczeniem.
Osobami na które patrzyłam z wielką przyjemnością byli dwaj austriaccy skoczkowie, których klasyfikuję na miejscach 3 i 4 :D. Pierwszy to David Unterberger, który ma niesamowite oczy i do tego jest bardzo sympatyczny. Drugi to były kombinator norweski David Zauner.. w sumie nie wiem czemu uważam, że jest przystojny He po prostu jest i już. Ciacho :P.
5 miejsce to Jiří Mazoch, który jest strasznie uroczy, no i ma bardzo ładne oczy. Miejsce 6 dla francuskiego skoczka Nicolasa Mayera, ciekawa japońska uroda fajnie komponuje się z francuskim językiem :D. Na 7 miejscu umieszczam Arthura Pauli u niego nie da się nie zauważyć uroku osobistego, 8 ostatnie miejsce dla polskiego zawodnika Krzysia Miętusa… przede wszystkim za wysoką kulturę osobistą jaką prezentuję i bardzo ładny uśmiech.

1) Honza Matura


2) Borek Sedlák


3) David Unterberger


4) David Zauner


5) Jiří  Mazoch


6) Nicolas Mayer



7) Arthur Pauli


8) Krzysztof Miętus



Dzisiaj urodziny obchodzi mój przyjaciel Fanna, i chciałabym mu również tutaj złożyć najlepsze życzenia.

Fanno Všechno nejlepší k narozeninám, hodně, zdraví, štěstí, a ůsměvu :).

Mějte se fajn

Ančik

17 września 2009

Ahojky!!!
Niedziela w Wiśle upłynęła niestety bardzo szybko. Konkurs nawet tak na prawdę nie wiem, kiedy się skończył. Całą pierwszą serię przegadałam z małą Mazdą, przerwę robiliśmy sobie tylko wtedy, kiedy na belce startowej pojawiał się czeski skoczek.
Uwielbiam małą Mazdę i bardzo dobrze nam się rozmawia na każdy temat. Hmm oboje byliśmy chorzy także wspomagaliśmy się herbatka, z cateringu dla teamów.. nie wiem kto tą herbatę słodził ale stwierdziliśmy, że przesadził :D… Oczywiście nikt nie postarał się o jakiś chociaż mini catering dla dziennikarzy :((( no ale przeżyłam.



 Ahh czułam się już kiepsko, chyba zaczynała mnie dopadać gorączka, ale starałam się o tym nie myśleć. Wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Uwieczniłam dwa austriackie ciacha: Davida Zaunera i Davida Unterbergera, ahh ten drugi jest po prostu śliczny no i taki w ogóle nice, ale ja się trzymam swojego teamu. Janek po swoim skoku mijając mnie i Mazdę stwierdził z wielkim uśmiechem „ups chyba spieprzyłem skok” potem pokazując nam język… hahah to było dobre, plus dla niego.
Tym razem punkty zdobyli czterej Czesi, ponownie najlepszy był Jakub Janda (czyżby zasługa „Krówek”? hahaha), który zajął 9 miejsce. 14 był Borek, 17- Maturyn a 18 – Tonda.


Muszę przyznać, że całkiem dobre rezultaty aczkolwiek Honza miałby być troszkę wyżej, ale to w Zakopanem:)))). Teraz, kiedy jego skoki są już dużo lepsze jestem przekonana, że i wyniki przyjdą. Po drugim skoku umówiłam się z Honzou, że jak się przebierze jeszcze chwilkę pogadamy, szkoda, że Czesi znowu pojechali do domu bezpośrednio po konkursie… ale to co udało mi się z nimi podczas tego wyjazdu przeżyć było super i w zupełności mi starczyło :)))). Wracając do rozmowy, przeanalizowaliśmy jeszcze parę rzeczy i czegoś ciekawego się dowiedziałam, ale to zostawiam tylko dla siebie.


Wspaniałe jest to, że teraz, kiedy myślałam, że skoki już nie są dla mnie, że już mnie w ogóle nie bawią, że powinnam kończyć okazało się, że problem nie jest w dyscyplinie tylko w tym, że np na zawodach w Zakopanem brakowało mi moich ukochanych zawodników tj: Borka i Honzu. Z nimi skoki dalej są super, najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, iż w momencie, gdy na belce startowej siadał któryś z nich leciałam jak głupia na skocznie, zaciskałam mocno kciuki i następnie albo się cieszyłam albo byłam smutna. Prawidłowa reakcja, której już myślałam, że się oduczyłam. Po 15 minutach do naszej rozmawiającej dwójki dołączyli jeszcze Borek, jego tata, Tonda no i później już cały team stał przy wiśniowym busie. Mieliśmy zrobić sobie tą wspólną fotkę, wykonanie zaoferował tata Borka hahah oczywiście z tym też był niezły ubaw, gdyż Pan Sedlak miał problem z naciśnięciem przycisku, pierwsze dwie fotki nie wyszły i wszyscy musieli się ustawiać jeszcze raz :D. Tym razem fotka już wyszła, ale ucięto Honzu a tak przecież być nie mogło…


Darowałam już sobie wspólne foto i wymyśliliśmy, że skoro brakuje tam tylko Honzika powinnam mieć jeszcze zdjęcie z nim i tak też się stało.


Dodatkowo jako bonus :D poszła jeszcze fotka z Honzou i z Borkiem czyli ja i moi nej, nej skokani:)))) parada. Byłam mega happy, ponieważ fotki wyszły bardzo fajnie. Chłopcy zaproponowali, żebym jechała jeszcze z nimi na obiad, ale ja czułam się już tak fatalnie, że marzyłam tylko o łóżku i gorącej herbacie z cytryną. Pożegnaliśmy się, zatem i powiedziałam im ok, do zobaczenia gdzieś w Zakopanem wszyscy jednym głosem poprawili mnie, że neeeee „Anio vidíme se v Lbc na MČR” hahah no tak jak zwykle zapomniałam, że wybieram się na MČR na końcu września. Odpowiedziałam, że jeszcze nie jestem pewna czy tam pojadę ale Honza stwierdził eee bez ciebie nie skaczemy :D hahah także chyba nie mam wyjścia.


Puchar kontynentalny w Wiśle po prostu neměl chybu, nie mogłam przypuszczać, że będzie tak super. Strasznie się cieszę, że tam pojechałam i przekonałam się, że Czesi są super i, że naprawdę mnie lubią.
No i, że mój czeski nie jest taki tragiczny ;)))). Dobre wnioski :)))).
Kluci moc vám děkuju, jste nejlepší!!!!
Hahaha jeszcze o czymś muszę wspomnieć, największą furorę w Wiśle zrobiła moja torba z czeską flagą… no ale tutaj nie ma się w sumie czemu dziwić, przecież jest piękna.
Po tym jak Czesi odjechali dla mnie wszystko się skończyło, razem z dziewczynami postałyśmy jeszcze chwilę z aparatami, zrobiłyśmy kilka fotek no i zebrałyśmy się na przystanek. Po drodze spotkałyśmy Heya geja no i leśne skrzaty ;D. Leśne skrzaty były dziwne… te stroje i to zachowanie OMG…Marsjanie atakują!!!!
Przyjechał autobus i właśnie w tym momencie dopadło mnie coś w stylu „jest mi przykro” to już koniec… koniec spotkań z Czechami, koniec pobytu w tym cudownym miejscu. Ahh nie ukrywam, że nie lubię pożegnań, szczególnie, jeśli gdzieś czuję się tak dobrze jak tam. Szkoda, że to co fajne tak szybko przemija ;((. Kiedy już dotarłyśmy do centrum, nie będę mówiła, że z mojej winy przejechałyśmy o jeden przystanek za daleko (a jeden przystanek w Wiśle to jakieś 4 km ;D) i musiałyśmy łapać autobus w przeciwnym kierunku, ale jak byłyśmy już na ul: Olimpijskiej stawiłyśmy się jeszcze na pizzy. Była ogromnie duża ;) no i smaczna. Potem to już tylko spędzanie czasu w apartamencie… wieczorem dziewczyny poszły na disco a ja pod prysznic i do łóżeczka abym następnego dnia jakoś w miarę nadawała się do jazdy.
No nic podsumowując w Wiśle spędziłam 4 cudowne dni, w fantastycznym apartamencie w doborowym towarzystwie, uczestniczyłam w koncercie „Feela” no i świetnie bawiłam się z Czechami. Urodziny były jednymi z najlepszych w moim życiu.
Teraz szykuję się na dobrą zabawę na Mistrzostwach Czech, ale mój pierwszy cel to całkowicie się wyleczyć, bo choroba, która się przyplątała jest jakaś dziwna i bardzo mnie osłabiła.


Niewątpliwie był to dla mnie czeski wyjazd.
Srdečně zdravím
Ančik

16 września 2009

Ahoj!
Sobotni poranek to jak dla mnie ogarnianie się sama ze sobą. W głowie nadal miałam piątkowe spotkanie z Czechami (ahhh długo będę je pamiętać :D), nauczyłam się, że po piwie człowiek czuje się dużo gorzej niż po innych alkoholach. Ciepły prysznic bardzo mi pomógł i czułam się całkiem fit. Po wysłuchaniu kilku piosenek Michaela razem z dziewczynami udałyśmy się do centrum, zakupy, i wczesny obiad, to było to.
Muszę zaznaczyć, że w Wiśle serwują naprawdę bardzo dobre jedzenie…dorsz pierwsza klasa.
Brakowało mi tam tylko jakiegoś fajnego sklepu z ubraniami, pod tym względem wolę jednak Zakopane, ale tylko ten argument przemawia za Zako jinak wolę Wisłę.
Po powrocie do apartamentu, przebrałyśmy się i pojechałyśmy na skocznię… powtarzam kocham tamtejsze autobusy ahh cudowna jazda, ale przynajmniej tym razem Pan kierowca zatrzymał się pod samym obiektem skoczni:))). Kiedy już dotarłyśmy wypatrywałam czeskiego teamu hehe już tam był, a dokładniej właśnie przyjechał. Dałam Borkowi akredytację dla jego taty i wszyscy przywitali mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. Ohhh, żeby każdy team był taki sympatyczny to świat skoków byłby piękniejszy :D.
Razem z kilkoma osobami poszłam na górę żeby zlokalizować jakiś catering no i oczywiście musiałam się popisać no bo jak inaczej… rozmawialiśmy o koncercie „FEELA”, który miał się odbyć zaraz po konkursie. Ktoś stwierdził, że nie mamy wstępu na koncert a ja na to na cały głos „heeeeej jak to nie mamy wstępu na FEELA”… wszyscy zaczęli się śmiać i kazali mi się odwrócić… ahh za mną stał wokalista tejże grupy Piotr Kupicha z wielkim smilem na twarzy OMG hehehe ja się tylko spojrzałam a on na to „Dzień dobry” hehehe to był ubaw.
Sam konkurs rozpoczął się dla mnie i dla Czechów nienajlepiej chora Mazda skoczyła bardzo krótko i było jasne, że żadnych punktów nie będzie.

No cóż nic wielkiego nie pokazali też Tonda i Česta, którzy nie awansowali do drugiej serii.
Po treningu otrzymałam od drugiego trenera Czechów taką kartkę, która pozwalała mi dostać się na trybunę trenerską :))), hehe zabrałam Lukę (jako, że jestem dobrą koleżanką) i wjechaliśmy wyciągiem na górę. Muszę przyznać, że było to niesamowite przeżycie widzieć jak centralnie nad tobą wychodzą z progu twoi ulubieni skoczkowie tzn (Honza, Borek i Kuba). Woow… ale byłam happy jak usłyszałam ile skoczył Honzik – 120,5 m było 6 wynikiem pierwszej serii. Śmieliśmy się później, że przynoszę im szczęście, ponieważ na każdych zawodach, na których jestem skaczą bardzo dobrze (przypominam COC 09 w Zakopanem:)))))). Niestety druga seria nie była już tak udana, ale cała najfajniejsza trójka zdobyła punkty a to najważniejsze. 10 był Jandys, 13 – Maturýn , i 19 – Borek :)))).


Po dekoracji najlepszej trójki, na podium znaleźli się sami Polacy: Bachleda, Małysz i Rutkowski, umówiłam się z Jankiem na kilkunasto minutową rozmowę:))) ale było sympatycznie… w momencie kiedy zaczął się koncert Honza stwierdził hehe dobrzy gitarzyści ale my (ja i on) jesteśmy lepsi. Miałam jechać z nimi na kolację ale wybrałam koncert „Feela” błahahah nie mogłam sobie tego odpuścić :D. Także pożegnałam się z wszystkimi i razem z dziewczynami udaliśmy się w kierunku sceny :D…

Koncert to godzina wydurniania się, jakichś chorych tańców i „pięknego” śpiewu :D…
Hahahaha fantastycznie… jestem z siebie dumna, że, na co dzień nie słucham tak płytkiej muzyki gdzie bryluje tekst „…Jest już ciemno, wszystko jedno” OMG.

Było bardzo mało ludzi a to chyba najlepszy dowód na to, że moda na „Feela” przeminęła.
Po koncercie trzeba było jakoś dostać się do apartamentu hahaha ale jak to zrobić, skoro był on oddalony o jakieś 7 km od skoczni… hmmm staliśmy zatem na przystanku autobusowym modląc się o to, żeby jakiś autobus przyjechał… Bohudík przyjechał, wysiedliśmy pod „Alcatrasem” gdzie zaprosiłam wszystkich na moje urodzinowe piwko. Było bardzo fajnie… 2 godziny zleciały strasznie szybko przy alkoholu i frytkach :D… Pozdrowienia dla Pana od frytek :D. W pubie byli również czescy trenerzy na czele z Radkiem, był również Jakub no i drugi Jakub, który jest Czechem, ale z czeskim teamem ma aktualnie mało wspólnego:/.
Kocham tego człowieka, díky za pivo a cigarety :D.
Do apart pojechaliśmy taksówką… ja zostałam, ponieważ już wtedy nie czułam się najlepiej, reszta ekipy natomiast pojechała do „Gołębiewskiego” na disco.
Mój wieczór z PC był fajny pogadałam na chacie z JCC, jeśli JCC jest tym za kogo się podaję powiem sobie omg rozmawiałam z MJ <3<3<3.

Ok. to tyle z soboty… jutro niedziela :))))
Ančik




25 lipca 2009

Gala czeskich skoków narciarskich/ Skokanska exhibice - Lomnice nad Popelkou.

10.07.2009 będąc jeszcze w Česku wybrałam się do jednego z moich ulubionych czeskich miast tj Lomnic nad Popelkou (urocza mała miejscowość do której zawsze jadę z uśmiechem na twarzy, wiąże się z nią wiele moich fajnych wspomnień:)))).


Tym razem odbywała się tam "SAMOHÝL skokanská exhibice" - gala czeskich skoków narciarskich.To już druga edycja tej imprezy, jednak w odróżnieniu od zeszłorocznej udziału w niej nie wzięli czołowi czescy skoczkowie tacy jak: Jakub Janda, Martin Cikl, Borek Sedlák, Ondřej Vaculík czy Lukáš Hlava. Ich absencja była spowodowana startem w pierwszych w tym sezonie konkursach LPK a następnie udział w krótkim zgrupowaniu w Chorwacji.
Mnie ich brak w ogóle nie zmartwił ponieważ mój ulubiony skoczek tam był hahah :D. Kilka dni wcześniej sam mnie o tym uświadomił także jechałam do Lomnici spokojna o super zabawę:).



Nie mogło zabraknąć tam również najlepszego w minionym sezonie czeskiego skoczka Romana Koudelky, który jest mieszkańcem Lomnic i wychowankiem tamtejszego klubu "LSK Lomnice nad Popelkou". Oczywiście strasznie cieszyłam się, że spotkam Maturýn ale nie tylko jego obecność sprawiła mi frajdę. Widziałam się również z moim kolegą Mírou Dvořákiem:))). Fajnie również było spotkać Miloša Kadlca, Huberta Bláhe oraz powracającego po ciężkim wypadku Antonína Hájka.



Sam konkurs przebiegł niestety bardzo szybko nie zdążyłam dobrze się obejrzeć a tu już był koniec. Cały skokansky areal v Lomnici wygląda naprawdę super, pozwoliłam sobie wejść na górę (byłam prawie na samej belce startowej), oraz na bule... to wspaniałe uczucie gdy centralnie nad twoją głową znajduje się próg i skoczkowie nad tobą skaczą. Przeżyłam takie coś po raz pierwszy w życiu i było to naprawdę coś fantastycznego:). Ahhh mój ulubiony skoczek wychodził z progu tuż nad moją głową:) hehehe.

Co do wyników to obyło się bez niespodzianek wygrał oczywiście Roman Koudelka, drugi ku mojej wielkiej uciesze był Honza :) a trzeci Jirka Mazoch.
Licznie zgromadzeni kibice bawili się wyśmienicie pomimo obficie padającego deszczu :(. W przerwie konkursu czterej najlepsi po pierwszej serii zawodnicy powpisywali autografy. Udało mi się trochę porozmawiać z Honzou, Michalem, Mirkiem i Milošem.





Dodatkowo otrzymałam coś co bardzo chciałam mieć już od kilku lat. Niebieska kurtka z napisem "Czech ski team" była w sferze moich marzeń teraz mam ją na własność i jestem z tego powodu strašně št'astná:)))) no i podpisał mi ją Honzik:). To dla mnie najcenniejsza rzecz jaką posiadam :) (Děkuju , Děkuju, Děkuju :)))))



Cała impreza zakończyła się około godziny 00:00 no i niestety musiałam wracać do Železného Brodu, odwiózł mnie Fanna (hahah może w ramach podziękowania za te krówki :P.)



Było fantastycznie, romantycznie aczkolwiek szkoda, że tak krótko :( ale w ogóle się nie smucę pojadę tam za rok. Mam potwierdzenie, że dużo lepiej bawię się na czeskich zawodach niż np na PŚ... mam nadzieję, że zostanie zorganizowane jakieś MČR. Uvidíme