Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borek Sedlak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borek Sedlak. Pokaż wszystkie posty

5 marca 2013

CoC Wisła 2013


Ahoj,
właśnie wróciłam do Pragi z Liberca i korzystając z wolnej chwili postanowiłam, że napiszę kilka słów o zeszłym weekendzie, który spędziłam w Wiśle. Pojechałam tam na Puchar Kontynentalny w skokach narciarskich. Zdecydowanie był to jeden z najbardziej ekstremalnych wyjadów na skoki ever. Po pierwsze dlatego, że dosyć późno w ogóle się na niego zecydowałam. Po drugie dlatego, że wszystko załatwiłam dosłownie w dwa dni. Bilety na pociąg do Katowic o których cenie nawet nie będę wspominać bo jest to jakieś totalne nieporozumienie, kwaterę oraz wolne w pracy. Na szczęście wszystko udało się jakoś ogarnąć. Prawda jest taka, że ja po prostu musiałam tam być :D....
W dość długą podróż wyruszyłam w piątek rano. Po ponad pięciu godzinach spędzonych w pociągu dojechałam do Katowic. Na szczęście przyjazd pociągu idealnie zgrał się z odjazdem busa do Wisły.
Na miejsce dotarałam po godzinie 20.00 następnie taksówką pojechałam do domu wczasowego w którym znalazłam wolny pokój i po porządnej kąpieli poszłam spać.
Po raz pierwszy w całej mojej długiej historii wyjazdów na skoki nie byłam obecna na treningach. No  cóż nie dostałam wolnego czwartku w pracy. Z tym jednym dniem poślizgu nie mogłam się ogarnąć podczas całego pobytu. Po prostu czegoś mi brakowało....

W sobotę po smacznym śniadaniu poszłam na spacer na "mini Krupówki" i kolejny raz doszłam do wniosku, że  Wisła jest nudna. Zdecydowanie nic tam nie ma.
Po szybkich zakupach spotkałam Ewelinę z którą w oczekiwaniu na Socze i Biedronkę poszłyśmy na ciacho mistrza do cukierni "U  Janeczki".  Byłoby wielkim nietaktem być w Wiśle i nie zjeść tego regionalnego już produktu :D. Trzeba przyznać, że wspomniana cukiernia to zdecydowanie najjaśniejszy punkt głównej ulicy w Wiśle. Świetnie zaopatrzona a i wypieki mniam po prostu palce lizać :)


Kiedy byłyśmy już w komplecie i dziewczyny zameldowały się u siebie w pensjonacie (swoją drogą trzeba przyznać, że trafiły na crazy właściciela.... ha ha ha uwielbiam takich podstarzałych czarusiów i amantów :D)  pojechałyśmy autobusem na skocznie. Kolejna rzecz, którą "uwielbiam" w Wiśle to komunikacja miejska jeśli w ogóle te kilka kursujących autobusów można tak nazwać. 
Na szczęście wszelakie niedogodności wynagrodziła pogoda. Konwersując z dziewczynami starałam się obserwować to co dzieje się na skoczni. Wspominałam już kiedyś, że nie jest to proste na obiekcie im. Adama Małysza. Mianowicie dlatego, że stojąc na dole nie ma możliwości przyjrzenia się najistotniejszej części skoku czyli wyjściu z progu. Skoczka dostrzega się dopiero nad bulą.... to znacząco psuje efekt wizualny.

Było więc sporo czasu na robienie fotek. O np. i ja się takiej jednej całkiem ładnej doczekałam... ;) (Dzięki Caryca :D)



z Socze :)

Największym zaskoczeniem soboty była obecność na skoczni Borka Sedlaka. Hmm Jego nazwisko nie figurowało na żadnym zgłoszeniu a w momencie kiedy zobaczyłam, że ma na sobie koszulkę startową przedskoczka przeżyłam szok. Po swoim skoku podszedł do mnie i konwersowaliśmy dobre 20 min. W sumie dawno się nie widzieliśmy więc bardzo fajnie było porozmawiać. Okazało się, że w niedzielę Antonin Hajek leciał na MŚ do Val Di Fiemme a Borek miał wskoczyć na Jego miejsce w konkursie PK. Nie rozumiem tych roszad tym bardziej, że Tonda nie wystartował w żadnym konkursie we Włoszech ale za czeskim związkiem narciarskim nikt nie trafi.



Największą frajdę sprawił mi jednak widok Vegarda Swensena, który zawsze robi takie urocze miny bez względu na to czy skok mu wyjdzie czy też nie. Tym razem nie było inaczej... Ewelinie udało sie uchwycić kawałeczek specjalnego uśmiechu :). Ahh ten skoczek jest zdecydowanie pro....


Konkurs wygrał reprezentant Niemiec Danny Queck, drugi był przesympatyczny Słoweniec Matic Benedik a trzeci reprezentant Polski Krzysztof Biegun. Vegard skończył na 14 miejscu a Antonin Hajek był 12. 


Danny Queck by Socze


a tu miejsca 3-6....

Wolałabym trochę inne podium ale cóż zrobić i tak nie było najgorzej. 
Wieczór to naleśniki ze szpinakiem oraz wspólne oglądanie konkursu Mistrzostw Świata na skoczni normalnej i wielka radość z wygranej Andersa Bardala. Schlierenzauer pokonany yeah!!!!. Warto dodać, że Jan Matura zajął bardzo dobre 12 miejsce :). 
Następnie krótki pobyt w Sofie i powrót do hotelu, żeby porządnie się wyspać i zdążyć na niedzielny konkurs. 

W niedziele było już dużo fajniej. Nerwy odpuściły i nastąpiło swoiste przełamanie. Hmm sama się tego po sobie nie spodziewałam, ale przy tak licznym gronie kibiców nie mogłam dać plamy :D.
Brawo dla organizatorów za to, że zrobili darmowe wejście co zaowocowało sporą liczbą ludzi na trybunach.. Przemieszczając się z miejsca na miejsce starałam się skupić na zawodach. 
Nie wiem czemu ale miałam wrażenie, że ciągnął się one niemiłosiernie. Pierwszy raz właściwie towarzyszyło mi takie uczucie. Hmm czyżbym się już starzała... 

W między czasie po 5 latach przerwy zrobiłam sobie zdjęcie z Borkiem. "Hmm tyle lat się znamy a mamy tylko jedną wspólną fotkę i to na dodatek z Maturinem" po takim właśnie tekście druga fotka z Borou stała się faktem hahahaha....


Warunki na górze skoczni niestety nie były równe dla wszystkich. Przekonał się o tym między innymi Vegard, któremu dość silnie powiało w plecy przez co zepsuł swoją próbę skacząc zaledwie 114,5 m. Tym samym zakończył udział w konkursie na pierwszej serii. Ostatecznie został sklasyfikowany na odległej 43 pozycji. Borek po zepsuciu drugiego skoku był trzydziesty. 


by Socze

Konwersacji tego dnia nie było końca. Kolejną osobą z którą zamieniłam parę słów był wspomniany już wcześniej mój ulubiony Norweg Vegard Swensen. Nie ma to jak rozmowa na skoczni o mięcie hahaha :D



paparazzi nie śpią :D

Chwile grozy wszyscy przeżyliśmy kiedy to po skoku na odległość 130,5 metra Norweski skoczek Ole Marius Ingvaldsen miał groźnie wyglądający upadek.  Otarcia twarzy i bardzo bolesny uraz kolana. Smutno ponieważ po tak dalekim skoku z pewnością znalazłby się na podium zawodów. 
Konkurs ostatecznie wygrał Atle Pedersen Roensen, drugi był ponownie Słoweniec Matic Benedik a trzeci Polak Jan Ziobro. 



Matic Benedik hmm czyżby kolejny skoczek, który zasługuje na miano uroczego? chyba tak :).
Ze skoczni razem z Eweliną przeniosłyśmy się do pensjonatu po drodze zamawiając wielką pizze. Hmm pizza ponad 50 cm - takie rzeczy tylko w Wiśle :D. A zapomniałam dodać, że cud się stał ponieważ jechał autobus :D. Po kilkudziesięciu minutach dołączyły do Nas Asia z Anetą i wspólnie urządziłyśmy sobie prezentację zrobionych fotek :).
Wieczór spędziłam oczywiście w Sofie no bo gdzie indziej w Wiśle... hmm odbyłam tam bardzo sympatyczną konwersację z jednym z norweskich skoczków. Zdecydowanie było to bardzo mile spędzony czas. Oby więcej takich inteligentnych ludzi w tym skokowym świecie.
Taki był właśnie Puchar Kontynentalny w Wiśle. Dziękuję Asi, Anecie i Ewelinie za towarzystwo, fotki oraz wsparcie. Vi za wsparcie telefoniczne :) bez Was byłoby trudniej!

Ancik


5 lutego 2012

Zaaaaaaaakopane :) last part.

Ahoj,
ostatni dzień w Zakopanem zaczął się podobnie jak dwa poprzednie.
Obudziłam się dość wcześnie, zeszłam na śniadanie i wróciłam do pokoju aby zabrać rzeczy. Wymieniłam kilka smsów z Borkiem i umówiliśmy się na kawę na 11:30.  Oboje zastanawialiśmy się gdzie dokładnie się wybrać. Ostatecznie stanęło na restauracji w moim pensjonacie. Argumentami przemawiającymi za tym miejscem były przede wszystkim bliskie położenie i pewność, że nikt nam nie będzie przeszkadzał. Była godzina 9:40 postanowiłam więc, że jeszcze zdążę dotrzymać swojej obietnicy złożonej dzień wcześniej. Udałam się na średnią krokiew by kibicować Lucce. Po pierwszej serii, przeprosiłam Ją, że muszę uciekać, porozmawiałyśmy jeszcze chwilę i pożegnałyśmy się.  Następnie szybko wróciłam do pensjonatu, gdzie poprosiłam właścicieli by nas obsłużyli. Restauracja była czynna dopiero od 12:00 także zdecydowanie poszli mi na rękę.
Z Borkiem miałam się spotkać pod hotelem Hyrny. Dobrze, że zdecydowałam się po Niego wyjść. Jemu samemu nie byłoby łatwo przedostać się przez tłum stojący przed wejściem. Wszyscy chcieli autograf, bądź zdjęcie. Szczególnie nachalna była grupa kierowana przez wspominaną przeze mnie już kilkukrotnie dziewczynę zwaną potocznie „Heja geja”….
W pewnym momencie przesunęłam się bliżej tłumu tak by Borek mógł mnie zobaczyć. Udało się, gdy tylko mnie spostrzegł przecisnął się przez grupkę kilku dziewczyn i podszedł do mnie. Przywitaliśmy się i spokojnie odeszliśmy. Idąc słyszałam komentarze typu „niech idą”, „znowu ona” itp… No cóż gratuluję niektórym pamięci. Po 3 latach mojej nieobecności w Zakopanem nadal mnie pamiętać....
Gdy dotarliśmy do restauracji zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim. Hmm trzeba było nadrobić zaległości.  Pewne rzeczy, których się dowiedziałam bardzo mnie zmartwiły ale wiem, że jeszcze wszystko może się zmienić.
Uwielbiam Borka, i wiele mu zawdzięczam szczególnie w kwestii mojej edukacji językowej. Podrzucił mi też jeden rewelacyjny pomysł, który mam nadzieję w niedalekiej przyszłości uda mi się zrealizować.
Cała rozmowa trwała ponad dwie godziny….

Odprowadziłam Borka do drzwi a On żeby nie powtórzyła się historia z wyjścia wszedł do hotelu przez siłownię. Jak sami widzicie nie każdy lubi dzikie ataki rozhisteryzowanych fanek.  Chciałabym żeby niektórzy zrozumieli, że skoczkowie nie zawsze mają ochotę wdzięczyć się do zdjęć. Oni jak każdy czasem po prostu mają gorsze dni.

Po tym sympatycznym poranku udałam się jeszcze na Krupówki. Szybkie zakupy. Musiałam dokupić sobie jakąś fajną koszulkę do mojej nowej, odlotowej bluzy PumyJ. Obowiązkowa była również wizyta w KFC… Och jak ogromnej ochoty nabrałam na stripsy J .
W kolejce spotkałam byłego czeskiego skoczka narciarskiego Pavla Fizka. Hmm trochę się zmienił od ostatniego razu jak Go widziałam.
Swoją drogą nigdy nie można przewidzieć kogo spotka się w Zakopanem. Ściągają tam różne dziwaczne postacie :P.
Szybkim krokiem wróciłam do pensjonatu, przebrałam się i wyruszyłam na skocznię. Jakoś wyjątkowo dłużyła mi się tego dnia droga. Może dlatego, że zatrzymali mnie Panowie policjanci, którzy pytali o jakieś dziwne rzeczyJ. Nieważne….uwielbiam uczucie, kiedy idę środkiem ulicy a inni muszą tłoczyć się na chodnikach. Jedne z nielicznych uroków otrzymywania akredytacji. Po drodze spotkałam Anię i obie przeszłyśmy do karceru dla mediów. Najpierw przyglądałyśmy się kwalifikacjom w których dobry skok oddał Borek. Pozostałym również poszło całkiem nieźle.
Wprawiło mnie to w optymistyczny nastrój i nawet pogarszająca się pogoda nie mogła mnie z niego wyprowadzić.
Saszka zmobilizowała mnie do wyciagnięcia aparatu i zrobienia kilku zdjęć. Muszę przyznać, że nie wyszłam z wprawy i nadal robię całkiem przyzwoite zdjęcia.




Pierwsza seria to głównie fascynacja atmosferą i obserwowanie skoków.
Borek skoczył  bardzo słabo i zakończył swój udział w konkursie. Przechodząc obok mnie powiedział, że przyjedzie oglądać drugą serię i wtedy jeszcze porozmawiamy. Kiedy przyszedł poruszyliśmy jeszcze jeden ważny temat i przeprowadziłam z Nim krótki wywiad pytając o przyczynę słabego skoku. Nie tłumaczył się warunkami jak to robi większość skoczków a przyznał się iż Jego aktualna forma pozostawia wiele do życzenia.




Po swoim skoku dołączył do nas Hlavka i tak sobie przez chwilę staliśmy we trójkę. Było sympatycznie ale znowu zaczęło mi czegoś a właściwie kogoś brakować ...


Ponieważ był to ostatni dzień miałam prawo do refleksji. Przez moją głowę przebiegały różne myśli aczkolwiek wszystkie przysłaniała ta jedna… co by było gdyby jednak sprawy przybrały inny obrót.
Pożegnałam się z Borkiem i Hlavką i za czeskim busem opuściłam skocznię.
Borek pożegnał mnie słowami „Anicko rad jsem te videl”…Borku vis, ze ja taky ;)

Konferencja jakoś tym razem mnie nie interesowała Nie lubię Gregora Schlierenzauera i nie miałam ochoty Go oglądać.
Razem z Agnieszką i Malwiną ehh szkoda, że nie pamiętałam, że w 2008 roku poznałam Agnieszkę (wybacz ;)) poszłyśmy zatem na kawę, żeby pogadać i zobaczyć jak Czesi odjeżdżają. Aby być precyzyjną to One piły kawę a ja jadłam fantastyczne pierogi ze szpinakiem J.
Tak żeśmy się zagadały, że postanowiłyśmy przed wyjściem do MO wypić wspólnie kilka drinków. Becherovka jest super ale nie polecam łączenia jej z sokiem bananowym.
Kiedy już dotarłyśmy do MO działo się tam sporo. Pierwszym punktem jaki obowiązkowo trzeba było zaliczyć była szatnia. Kiedy już po ok 20 minutach (LOL) spędzonych w kolejce dostało się wymarzony numerek można było iść szaleć.  Jeden drink, drugi drink i bansy na parkiecie… i tak nonstop…
Odrzucając kilka propozycji od mniej i bardziej znanych facetów realizowałam pieczołowicie swój plan. Od czasu kiedy jestem zaręczona stałam się bardziej odpowiedzialna. Nie chciałabym również aby jakaś jedna chwila zapomnienia miała wpływ na to, że moje relacje z osobami na których naprawdę mi zależy popsuły by się. Nie ma sensu ryzykować.
Oczywiście żałowałam, że Czesi wrócili do domu, ale zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Oni zawsze jadą po konkursie. Czasami na LGP robią wyjątek ale zimą scenariusz jest co roku dokładnie taki sam.

Najdziwniejszym wydarzeniem wieczoru było niewątpliwie moje spotkanie z Ildarem Fatkullinem byłym rosyjskim skoczkiem narciarskim i moim dobrym znajomym. Nie widziałam Go jakieś pięć lat. Ildar od razu mnie poznał i ewidentnie był zadowolony, że mnie widzi. Niestety przez te wszystkie lata nie miałam potrzeby używania języka rosyjskiego dlatego też prawie całkowicie go zapomniałam. Mimo pomocy Ani z tłumaczeniem z języka niemieckiego (Ildar bardzo dobrze mówi po niemiecku) ciężko było się porozumieć.  Nie męczyłam się zatem i poszłam dalej tańczyć.  Tego co działo się wokoło mnie nie będę komentować ponieważ należę do osób zajmujących się swoim życiem.
Kiedy poczułam spore zmęczenie dołączyłam do Saszki, Eweliny i Violi.  Nie zamierzałam wstawać przez najbliższe kilkanaście minut.
Co chwila przysiadały się do nas coraz to nowe osoby od Ildara, przez Finów na Janie Baierze kończąc.  Z tym ostatnim pogadałam trochę po czesku oczywiście o Czechach J… każda sytuacja, która sprawia, że poprawiam swoje umiejętności językowe jest mile widziana.
Przechadzając się po wszystkich pomieszczeniach MO, spotkałam Maximiliana Mechlera z którym chwilę porozmawiałam. Zostałam również zaczepiona przez bardzo „zmęczonego” już Janne Happonena. Przedstawił mi się więc zrewanżowałam się tym samym i wtedy kiedy odbierał kolejnego drinka odeszłam ponieważ dostałam smsa J. To pisał Borek, który podziękował mi za rozmowy i uświadomił, że jest już w Harrachovie. Kiedy wróciłam Happo siedział już w naszej loży.  




He he he he do pewnego momentu było bardzo ale to bardzo zabawnie ale szczegóły zostawiam sobie J Jedno jest pewne moja bluza zdecydowanie rządziła tego wieczoru.

Gdybym miała podsumować wyjazd było bardzo sympatycznie. Niewątpliwie znowu wpadłam w wir skokowy i bardzo się z tego cieszę. Zaczynałam mieć już dość tego mojego poważnego historyczno - politycznego życia. Brakowało mi skoków i Zakopane dogłębnie mi to uświadomiło.
Minusy to zdecydowanie brak Janka, i słabe skoki Borka. Plusy chyba wszystkie wymieniłam powyżej. Cieszę się, że zdecydowałam się pojechać i serdecznie dziękuję wszystkim, którzy mi ten wyjazd umilili. Właścicielom pensjonatu, Borkovi i Hlavce, Lucce, Panu Czesiowi (który zawsze pozytywnie mnie nastraja), Saszce, Ewelinie, Violi, Adze, Malvi ;) ludzie jesteście najlepsi ;)

Jedno jest pewne I <3 SKI JUMPING

Mějte se krásně:)
Anči

10 października 2009

Ahojky!!!
Przyszedł czas na streszczenie najważniejszego wydarzenia z mojego pobytu w Czechach. Mowa oczywiście o MČR seniorów… jak wspominałam wczoraj, po zakończeniu zmagań juniorów na skoczni zaczęli pojawiać się już doświadczeni (nie lubię tego słowa, ale w skokach jest ono bardzo często stosowane) czescy skoczkowie. Ku mojej ogromnej radości, wszyscy bez wyjątku przywitali się ze mną z wielkim uśmiechem na twarzach:)))). Hahaha nawet Daniel Švec
, który znając mnie udawał, że mnie nie zna :D tym razem podszedł, ba a nawet zapytał jak się mam hahaha jestem ciekawa co to się stało?! :D… Ja jednak i tak człowieka nie lubię i nic tego nie zmieni (główny powód F.V)…
Pierwszy przyjechał Koudy, a  po nim Jandys. Nie wiem czemu ale Kuba od samego początku strasznie mnie cieszył… hahaha czym to było spowodowane nie mam pojęcia ale dobrze, że nie zapytał o „Krówki” :D. W następnym samochodzie przyjechali moi ulubieni skoczkowie: Borek, Honza i Ciklus:)))) ni i mniej ulubiony Hlavka… zaraz po nich kombinatorzy norwescy na czele z Mirkiem. Jak miło było zobaczyć i pogadać z Mirou uhu.
Zawsze jak go widzę jakoś szybciej bije mi serducho :P nie wnikam czemu ale to super uczucie :)))). Mirku dzięki (ty wiesz za co:*).



Jakby tego było mało, w Libercu był także mój super kamarad z Banskiej Bystrici Tomas Zmoray…nie widziałam się z nim od LGP w Zakopanem, także oboje byliśmy happy, że udało nam się spotkać w Libercu. Niewątpliwie skorzystam z jego zaproszenia i niedługo wybiorę się do najfajniejszego miasta na Słowacji.

Obiecał mi, że nauczy mnie malować graffiti (zawsze chciałam się tego nauczyć) i zabierze na koncert hip-hopowy swoich kolegów :))). Hip hopu nigdy nie słuchałam ale Zmordy wysłał mi kilka kawałków i muszę przyznać, że ci jego koledzy są fenomenalni.



Hehehe trochę nadmiar wrażeń i emocji,  już sama nie wiedziałam z kim mam rozmawiać, miłe było to, że każdy ze znajomych znalazł dla mnie chwilkę i to dość długą :)).
Trybuny tradycyjnie jak zawsze świeciły pustkami, pojawiło się tylko paru znajomych i członkowie rodzin zawodników. Jeśli chodzi o osoby fotografujące, to przyjechały trzy Niemki (którym najwyraźniej się nudziło), 3 Czeszki no i ja :D.

Nadal nie rozumiem tego braku zainteresowania skokami narciarskimi w Czechach, przecież jest to swoiście ciekawy sport a czescy skoczkowie są sympatyczni i niektórzy prezentują naprawdę całkiem dobrą formę. Myślałam, że w takim mieście jak Liberec, gdzie znajdują się przecież skocznie egzystują jacyś kibice tego sportu. No ale niestety od lat nic się nie zmienia… i chyba już nawet sukces na miarę tego Kuby Jandy z 2006 roku nic nie pomoże.


Najwięcej czasu spędziłam z Borkiem (powtarzam, że po prostu go uwielbiam), razem powspominaliśmy sobie wspaniałą Wisłę, obgadaliśmy heyę geyę :D… i jej wesołe koleżanki, które prześladują biedaka na facebooku i kilku innych stronkach. Skomentowaliśmy wszystkie najnowsze wydarzenia w Czechach i na świecie. Zastanawialiśmy się, co się dzieje z czeską piłką nożna, jakie filmy warto teraz zobaczyć i czy Michael Jackson żyje. Podczas tych wnikliwych analiz Borek stwierdził: „Anio, ty už jsi Češka, ty už jsi naša” hehe dzięki Borku za te piękne słowa, ale oczywiście masz rację :D. Urocze było również to jak opowiadał coś o Polsce, rozpędzał się i mówił „u was” po chwili jednak, poprawiał się mówiąc„u nich” heheh.



Borek to wspaniały człowiek pełny wewnętrznego ciepła, umiejący zachować się w każdej sytuacji i miejący dużo do powiedzenia na każdy temat. Myślę, że to są główne powody tego, że tak świetnie się dogadujemy. Potrafimy rozmawiać właściwie bez przerwy. Często wspominam piwo – wino z Wisły gdzie wręcz nie mogliśmy się nagadać, a buzie się nam po prostu nie zamykały :D. Jestem mu bardzo wdzięczna, ponieważ kilkakrotnie ogromnie mi pomógł. Cenie sobie i jestem szczęśliwa z tego, że nazywa mnie swoją przyjaciółką.
Zrobiłam Borkovi kilka fotek, muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze się go fotografuje:)))), haha pozuje chłopak:))). Fotki ze skocznią to już taka nasza tradycja. Od kiedy go poznałam, zawsze wykonuje mu zdjęcia ze skoczniami w tle, czy to w Zakopanem, Harrachovie czy też Libercu. Efekty oceńcie sami, ale uśmiech super nie?! :D


Janek przez cały dzień był bardzo smutny, nie mam pojęcia, co się z nim działo. Starał się uśmiechać i z wszystkimi rozmawiać, ale z daleka widać było, że coś nie gra. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej w Wiśle był zupełnie inny, chyba coś się stało, ale ja nie wnikałam, bo to wygląda na dość poważny problem. Domyślam się o co chodzi ale właśnie ale…. Mimo wszystko pogadaliśmy sobie i było nice:))). Dostrzegłam również coś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Janek ma rewelacyjne podejście do dzieci. Na skoczni była żona kombinatora norweskiego Pavla Churavego z ich maleńkim synkiem i Janek tak uroczo z nim rozmawiał, nosił go na rękach ahhh widać, że naprawdę marzy już o dziecku…. Później, długo biegał sobie przy mnie i wymienialiśmy wielkie uśmiechy.. to nastroiło mnie jakoś tak pozytywnie:)))).
 

Sam konkurs był długi i mało ciekawy. W pierwszej serii Borek skoczył krótko i było jasne, że na podium nie stanie. Janek o, dziwo wręcz przeciwnie oddał bardzo dobry skok i na półmetku zajmował czwarte miejsce. Bardzo chciałam by ktoś z dwójki Matura, Sedlák zajął miejsce na podium i mocno trzymałam za nich kciuki. Pomiędzy skokami zawodników patrzyłam, co dzieje się przy budkach. No nie da się ukryć, że miałam problem na kogo skierować swój wzrok, było tam zdecydowanie zbyt wielu przystojniaków :D…mam słabość do Czechów, ale to już chyba nikogo nie dziwi :P. Moją uwagę przykuwali dwaj śliczni kombinatorzy norwescy: Petr Kutal i Aleš Vodseďálek.


Petr Kutal

Aleš Vodseďálek

Wracając do skoków niepokojąco dobrze skakali młodzi Polacy, co jakoś zbytnio mnie nie cieszyło. W końcu to Mistrzostwa Czech a nie Polski, i to Czesi mieli prezentować na swojej ziemi wysoki poziom. Nie dość, że zdeklasowali czeskich juniorów, to jeszcze w seniorach chcieli namieszać? No NIE!!!.
Druga seria to dużo lepszy skok Borka, jednak na podium to było zbyt mało. Na Janka się pogniewałam, ponieważ zepsuł drugi skok i zaprzepaścił swoje szanse na dobre miejsce. Był dopiero 6 :((((. W ogóle on miał jeden z cyklu podłych dni a to z kilku powodów, o których wiem tylko ja. Poor guy ale to jego problem.

Wygrał oczywiście Roman Koudelka, drugi był Jakub Janda a trzeci Tonda Hájek. Trochę mi się to podium nie podobało, strzeliłam focha i nie zrobiłam żadnego zdjęcia z dekoracji. Sorry no!.


Po 3 dekoracjach bo tyle właśnie było, (pogubiłam się trochę w tym jakie to właściwie były zawody „Mistrzostwa Czech”, „ Adidas Cup”, czy „Puchar miasta Liberec” ), wszyscy zaczęli opuszczać skocznie. Pożegnałam się z Honzou i pozostałymi i pojechałam do centrum. O akcji z pożegnaniem nie piszę bo chyba się trochę zniszczyłam. W momencie, gdy szłam na kolację napisał do mnie mój kolega Lukáš, który zaprosił mnie na pivoo. Oczywiście zgodziłam się, wypiliśmy trzy i pojechałam na Harcov. Tam dostałam smsa od Borka, żebym stawiła się w „Esku”, przebrałam się i poszłam. O ciekawej imprezie i wycieczce do Harrachova napiszę jutro.


Muszę jeszcze napisać, że Mistrzostwa Czech to najlepsze zawody, na jakich byłam. To w ogóle jak dla mnie te nej nej zawody. Wspaniale, że udało mi się na nie pojechać. Dziękuję wszystkim, którzy umili mi pobyt.

- Děkuju moc!!! I love Czech Ski Team <3<3<3, I love Liberec <3<3<3

Mějte se hezky.

Ančík

18 września 2009

WISŁA - Najpiękniejsi :D

AHOJDA!!!
Haha postanowiłam zrobić swój własny plebiscyt na najpiękniejszych skoczków będących w Wiśle… muszę przyznać, że przybyło tam bardzo wielu ładnych zawodników, no i nie wszyscy należą do czeskiego teamu. Wiadomo, że dwa pierwsze miejsca zajmą moi ulubieni skoczkowie Honza Matura i Borek Sedlák, ale pozostałe miejsca na pewno będą zaskoczeniem.
Osobami na które patrzyłam z wielką przyjemnością byli dwaj austriaccy skoczkowie, których klasyfikuję na miejscach 3 i 4 :D. Pierwszy to David Unterberger, który ma niesamowite oczy i do tego jest bardzo sympatyczny. Drugi to były kombinator norweski David Zauner.. w sumie nie wiem czemu uważam, że jest przystojny He po prostu jest i już. Ciacho :P.
5 miejsce to Jiří Mazoch, który jest strasznie uroczy, no i ma bardzo ładne oczy. Miejsce 6 dla francuskiego skoczka Nicolasa Mayera, ciekawa japońska uroda fajnie komponuje się z francuskim językiem :D. Na 7 miejscu umieszczam Arthura Pauli u niego nie da się nie zauważyć uroku osobistego, 8 ostatnie miejsce dla polskiego zawodnika Krzysia Miętusa… przede wszystkim za wysoką kulturę osobistą jaką prezentuję i bardzo ładny uśmiech.

1) Honza Matura


2) Borek Sedlák


3) David Unterberger


4) David Zauner


5) Jiří  Mazoch


6) Nicolas Mayer



7) Arthur Pauli


8) Krzysztof Miętus



Dzisiaj urodziny obchodzi mój przyjaciel Fanna, i chciałabym mu również tutaj złożyć najlepsze życzenia.

Fanno Všechno nejlepší k narozeninám, hodně, zdraví, štěstí, a ůsměvu :).

Mějte se fajn

Ančik

16 września 2009

Ahoj!
Sobotni poranek to jak dla mnie ogarnianie się sama ze sobą. W głowie nadal miałam piątkowe spotkanie z Czechami (ahhh długo będę je pamiętać :D), nauczyłam się, że po piwie człowiek czuje się dużo gorzej niż po innych alkoholach. Ciepły prysznic bardzo mi pomógł i czułam się całkiem fit. Po wysłuchaniu kilku piosenek Michaela razem z dziewczynami udałyśmy się do centrum, zakupy, i wczesny obiad, to było to.
Muszę zaznaczyć, że w Wiśle serwują naprawdę bardzo dobre jedzenie…dorsz pierwsza klasa.
Brakowało mi tam tylko jakiegoś fajnego sklepu z ubraniami, pod tym względem wolę jednak Zakopane, ale tylko ten argument przemawia za Zako jinak wolę Wisłę.
Po powrocie do apartamentu, przebrałyśmy się i pojechałyśmy na skocznię… powtarzam kocham tamtejsze autobusy ahh cudowna jazda, ale przynajmniej tym razem Pan kierowca zatrzymał się pod samym obiektem skoczni:))). Kiedy już dotarłyśmy wypatrywałam czeskiego teamu hehe już tam był, a dokładniej właśnie przyjechał. Dałam Borkowi akredytację dla jego taty i wszyscy przywitali mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. Ohhh, żeby każdy team był taki sympatyczny to świat skoków byłby piękniejszy :D.
Razem z kilkoma osobami poszłam na górę żeby zlokalizować jakiś catering no i oczywiście musiałam się popisać no bo jak inaczej… rozmawialiśmy o koncercie „FEELA”, który miał się odbyć zaraz po konkursie. Ktoś stwierdził, że nie mamy wstępu na koncert a ja na to na cały głos „heeeeej jak to nie mamy wstępu na FEELA”… wszyscy zaczęli się śmiać i kazali mi się odwrócić… ahh za mną stał wokalista tejże grupy Piotr Kupicha z wielkim smilem na twarzy OMG hehehe ja się tylko spojrzałam a on na to „Dzień dobry” hehehe to był ubaw.
Sam konkurs rozpoczął się dla mnie i dla Czechów nienajlepiej chora Mazda skoczyła bardzo krótko i było jasne, że żadnych punktów nie będzie.

No cóż nic wielkiego nie pokazali też Tonda i Česta, którzy nie awansowali do drugiej serii.
Po treningu otrzymałam od drugiego trenera Czechów taką kartkę, która pozwalała mi dostać się na trybunę trenerską :))), hehe zabrałam Lukę (jako, że jestem dobrą koleżanką) i wjechaliśmy wyciągiem na górę. Muszę przyznać, że było to niesamowite przeżycie widzieć jak centralnie nad tobą wychodzą z progu twoi ulubieni skoczkowie tzn (Honza, Borek i Kuba). Woow… ale byłam happy jak usłyszałam ile skoczył Honzik – 120,5 m było 6 wynikiem pierwszej serii. Śmieliśmy się później, że przynoszę im szczęście, ponieważ na każdych zawodach, na których jestem skaczą bardzo dobrze (przypominam COC 09 w Zakopanem:)))))). Niestety druga seria nie była już tak udana, ale cała najfajniejsza trójka zdobyła punkty a to najważniejsze. 10 był Jandys, 13 – Maturýn , i 19 – Borek :)))).


Po dekoracji najlepszej trójki, na podium znaleźli się sami Polacy: Bachleda, Małysz i Rutkowski, umówiłam się z Jankiem na kilkunasto minutową rozmowę:))) ale było sympatycznie… w momencie kiedy zaczął się koncert Honza stwierdził hehe dobrzy gitarzyści ale my (ja i on) jesteśmy lepsi. Miałam jechać z nimi na kolację ale wybrałam koncert „Feela” błahahah nie mogłam sobie tego odpuścić :D. Także pożegnałam się z wszystkimi i razem z dziewczynami udaliśmy się w kierunku sceny :D…

Koncert to godzina wydurniania się, jakichś chorych tańców i „pięknego” śpiewu :D…
Hahahaha fantastycznie… jestem z siebie dumna, że, na co dzień nie słucham tak płytkiej muzyki gdzie bryluje tekst „…Jest już ciemno, wszystko jedno” OMG.

Było bardzo mało ludzi a to chyba najlepszy dowód na to, że moda na „Feela” przeminęła.
Po koncercie trzeba było jakoś dostać się do apartamentu hahaha ale jak to zrobić, skoro był on oddalony o jakieś 7 km od skoczni… hmmm staliśmy zatem na przystanku autobusowym modląc się o to, żeby jakiś autobus przyjechał… Bohudík przyjechał, wysiedliśmy pod „Alcatrasem” gdzie zaprosiłam wszystkich na moje urodzinowe piwko. Było bardzo fajnie… 2 godziny zleciały strasznie szybko przy alkoholu i frytkach :D… Pozdrowienia dla Pana od frytek :D. W pubie byli również czescy trenerzy na czele z Radkiem, był również Jakub no i drugi Jakub, który jest Czechem, ale z czeskim teamem ma aktualnie mało wspólnego:/.
Kocham tego człowieka, díky za pivo a cigarety :D.
Do apart pojechaliśmy taksówką… ja zostałam, ponieważ już wtedy nie czułam się najlepiej, reszta ekipy natomiast pojechała do „Gołębiewskiego” na disco.
Mój wieczór z PC był fajny pogadałam na chacie z JCC, jeśli JCC jest tym za kogo się podaję powiem sobie omg rozmawiałam z MJ <3<3<3.

Ok. to tyle z soboty… jutro niedziela :))))
Ančik