Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Matura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Matura. Pokaż wszystkie posty

6 lutego 2013

Harrachov 2013 - KING Jan Matura!!!


Ahoj,
ostatnio w moim życiu dzieje się sporo ciekawych, sportowych rzeczy. Korzystając z okazji, że aktualnie przebywam w Czechach pojawiłam się na Mistrzostwach Świata Juniorów w narciarstwie klasycznym w Libercu (półtora tygodnia temu) a w ponidziałek wróciłam z Harrachova gdzie w weekend odbywały się konkursy Pucharu Świata na mamuciej skoczni Certak. Relację rozpocznę od Harrachova ponieważ emocje są świeże i naprawdę jest o czym pisać.
Do Harrachova jechałam chora. Prawie 39 topniowa gorączka, katar, ból głowy a przede wszystkim gardła sprawiły, że wahałam się czy w ogóle wsiąść w autobus. Nafaszerowana lekami jednak wsiadłam.... Harrachov przywitał mnie okropną pogodą. Mokry, gęsto sypiący śnieg, minusowa temperatura i silny wiatr. Czyli w sumie harrachovska klasyka. To miasteczko słynie z tego, że pogoda w zimie zawsze jest kapryśna. Dodam, że tego samego dnia w Pradze było jakieś + 8-10 stopni i całkowity brak sniegu. Ah mój organizm doznał szoku. Szczęśliwie jednak dotarłam do hotelu Svrnost po ponad 20 min oczekiwaniu na transport. Sam hotel to mieszanka prl-owskiego stylu ze szczyptą nowoczesności ale jak to się mawia darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Odebrałam akredytację OC, zaniosałam rzeczy do pokoju i spotkałam się z Ondrą i Anicką. Wspólnie skoczyliśmy na kolacje najlepszą ze wszystkich jakie otrzymaliśmy podczas krótkiego pobytu w Svrnosti. Panierowany filet z ryby zdecydowanie dawał radę:).

Muszę przyznać, że atmosfera panująca u organizatorów była dość napięta. Wyczuwało się spore zdenerwowanie i podirytowanie niektórych osób. W sumie nie ma co się dziwić ten PŚ był swoistą próbą przed przyszłorocznymi Mistrzostwami w lotach a pogoda jak zawsze chciała pokrzyżować plany zaprezentowania się obiektu z jak najlepszej strony.
Czwartek skończył się dla mnie dość szybko. Z powodu wysokiej gorączki zaprzyjazniłam się  najpierw z prysznicem a następnie z łóżkiem i telewizorem :). Popisałam jeszcze z George, któremu przekazałam % smutku spowodowany Jego nieobecnością w Harr a potem dość spokojna zasnęłam.

Piątkowe przedpołudnie było wolne także porządnie się wyspałam, pouczyłam się norweskiego ale niestety dalej dokuczało mi kiepskie samopoczucie. Gorączka nie dawała za wygraną ale ja nie zamierzałam się poddać. Chciałam zobaczyć skoki i żadna choroba nie mogła pokrzyżować mi planów.
Treningi i kwalifikacje odbyły się bez większych problemów. Wiadomo wiało ale skończyło się na kilku przerwach i skakało się dalej.
Niestety do Harrachova nie przyjechało wielu czołowych zawodników PŚ takich jak Andreas Kofler, Thomas Morgenstern, Anders Bardal czy Tom Hilde. W związku z tym momentami bywało nudnawo.
Kwalifikacje wygrał mój dobry znajomy z Liberca :D Jaka Hvala. Mnie jednak najbardziej ucieszył 200 metrowy skok Janka. Cieszę się również, że moja akredytacja umożliwiała mi dostęp do wszystkich zakamarków skoczni Certak. Dzięki temu przemieszczałam się i oglądałam skoki z przeróżnych miejsc i perspektyw.  Akcją dnia była zdecydowanie rekacja pewnego trenera na mój widok (mina po prostu epicka). Hmm ewidentnie był zaskoczony, że widzi mnie na skoczni po prawie 3 latach :D.
Nie ma co ukrywać, że na skoczni dostrzegłam wielu starych znajomych. Z niektórymi porozmawiałam z innymi nie ale cóż rzec niewątpliwie to kolejny wyjazd z cyklu tych wspomnkowych.
Piątek dobiegł końca a ja ponownie  zamiast imprezy wybrałam łóżko z nadzieją, że w sobotę obudzę się zdrowa.

Kiedy obudziłam się w sobotę faktycznie czułam się lepiej. Zaaplikowałam sobie zdwojoną dawkę leków i nareszcie nie bolała mnie głowa. Do godziny 13.00 siedzieliśmy w hotelu oglądając telewizję, przeglądając strony internetowe a ja starałam się też wygospodarować trochę czasu na norweską gramatykę.
Na skocznie razem z Anickou udałyśmy sie busem którym również podróżowali trenerzy. Ahh był taki jeden na którego miło było popatrzeć zwłaszcza wtedy gdy się uśmiechał :) ale Jego tożsamość zachowam dla siebie :). Dzień zatem rozpoczął sie bardzo ale to bardzo przyjemnie. Wychodząc z busa zauważyłam, że wiatr zaczął się wzmagać. Wierzchołki drzew kołysały się to w jedną to w drugą stronę. Niestety z minuty na minutę robiło się coraz gorzej...
Było jasne, że w takich warunkach nie będzie się skakać. Mimo wszystko z różnych przyczyn, których nie będę tutaj opisywać decyzję odkładano kilkukrotnie. Ostatecznie jednak konkurs przełożono na niedzielę na godzinę 9.00.
Szczególnie mnie to nie zmartwiło ponieważ ponownie dała o sobie znać gorączka. Najlepsi skoczkowie na czele z Jankiem weszli na skocznię aby pomachać publiczności, która o dziwo zjawiła się dość tłumnie. 80 % stanowili Polacy w większości niestety pijani ale cóż zrobić....
Udało mi się porozmawiać chwilę z Jankiem (który cóż powiedzieć jest teraz rozchwytywany) i zrobić zdjęcie na fan page, który wspólnie prowadzimy.



I ten fakt jak widać nie umknął czujnym oczom paparazzi :D

Staram się zrozumieć to wielkie zainteresowanie osobą Janka. Od kilku sezonów czeskie skoki nie miały  bardzo dobrego skoczka a tu nagle niespodziewanie jakby fenix z popiołów pojawił się "doświadczony, weteran skoczek Jan Matura",  jak zwykli o Nim mówić "mądrzy" komentatorzy. Wszystko pięknie ale nie mogę nie zauważyć, że jestem świadkiem strasznego zakłamania. Ludzie, którzy jeszcze do niedawna skreślali Janka, sugerowali, że powinien zakończyć karierę teraz opalają się w blasku Jego sukcesu opowiadając, że mają w tym swój udział. Ja się pytam gdzie byli, gdy Jankowi się nie wiodło?, gdzie byli gdy rozważał zakończenie kariery?, gdy musiał sam organziować sobie pieniądze żeby jechać na zawody?, gdy plątał się po konkursach pucharu kontynentalnego?.... Czy ten Pan, który teraz tak bardzo się cieszy i przypisuje sobie zasługi, których nie ma może patrzeć w lustro?... ŻENADA!!!
Jestem ciekawa co ma teraz do powiedzenia Pan Schallert, który w 2009 roku nie nominował Janka na Mistrzostwa Świata w Libercu i mówił o Nim wiele niekoniecznie miłych słów....

Sobotni wieczór spędziłam już poza hotelowym pokojem. Zdecydowałam, że skoczę na piwo a potem się zobaczy. Pierwszy przystanek Jeam Beam Bar gdzie udałam się wspólnie ze starymi znajomymi.... Był Dave był Hubert, był Mosin i reszta starej dobrej bandy.... spotkałam też Janka Mazocha i pogadałam z Luckou.... Tak jak wspominałam powrót do dawnych lat hej!


Po piwku udaliśmy się na disco... klub Appache - dziwaczne miejsce...ciemno, a wnętrze w surowym stanie. Wylany beton i tyle. Nie miało to dla mnie jednak większego znaczenia. Miałam ogromną ochotę potańczyć i się wyładować. Do Harrachova przyjechały ViVi i Socze a więc zaczęłyśmy wspólnie okupować parkiet. Mistrzem wieczoru był zdecydowanie Vitek Hacek :D i perkusista który po prostu wymiatał na bębnach. Wyskakałam się i mogłam udoskonalić swój Jackson style ;). Do hotelu wróciłam przed 3.00 i po szybkim prysznicu wskoczyłam do łóżka. 

Największe emocje miały miejsce jednak w sobotę. Opłacało się wcześnie wstać, żeby zobaczyć to co na skoczni wyczyniał Janek. Nadal brakuje mi słów, żeby opisać to co czułam. Powinnam już przywyknąć do wysokich lokat zajmowanych przez Honze ale po raz pierwszy widziałam to z tak bliska. Mogłam mu pogratulować, uścisnąć dłoń, widzieć Jego uśmiech. Lol to zdecydowanie jedne z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Po pierwszym konkursie w którym Janek zajął trzecie miejsce dzięki skokom na odległość: 206,5 m oraz 183,5 m łzy popłynęły mi z oczu. Czułam prywatną satysfakcję, ponieważ wiedziałam, że ten moment kiedyś przyjdzie. Niejednokrotnie rozmawiałam o tym z Jankiem. Teraz wiem, że warto było czekać i wierzyć... 
Przed Jankiem znalezli się tylko Jego dobry kolega Robert Kranjec i niestety Gregor Schlierenzauer, który wygrał 47 raz w swojej karierze i tym samym pobił rekord Mattiego Nykaenena.  To jednak kompletnie umknęło mojemu zainteresowaniu. Liczył się tylko jeden MISTRZ - JAN MATURA!!!!


Drugi konkurs zakończył się na jednej serii. Warunki atmosferyczne były ciężke oprócz wiatru zawodnikom przeszkadzał jeszcze padający śnieg. Wielu skoczków ledwo przekraczało granicę 160 m. Na szczęście Janek poradził sobie z tylnim wiatrem i skoczył 194,5 m co tym razem pozwoliło mu zająć 2 miejsce. Tuż za Gregorem Schlierenzauerem do którego stracił zaledwie 4,6 pkt.
Kolejna wielka dawka szczęścia zarówno dla Janka i Jego uroczej rodzinki jak i dla mnie :)



sport.cz

Ha w niedzielę i ja miałam swoją chwilę sławy ... w przerwie pojawiłam się w telewizji. Śmieje się, że miałam na wyłączność 3 min zarówno na skoczni jak i w telewizorach na całym świecie :) tv-star :D.

Rozpisałam się dlatego chyba już skończę resztę przemyśleń zachowując dla siebie. Honzo Děkuju!!!! - Jsi Mistř!!!

Podsumowując.... abstrahując od tego co przeżyłam dzięki Jankowi nadal nie lubię Harrachova i mam nadzieję, że minie sporo czasu zanim ponownie się tam pojawię.

Anička

28 stycznia 2013

Jan Matura Mistrz Sapporo

Ahoj,
to co stało się w zeszły weekend przeszło moje najśmielsze oczekiwania i marzenia. Jan Matura wygrał dwa konkursy Pucharu Świata w japońskim Sapporo. Tak, tak to nie jest żaden żart Janek po kilkunastu sezonach obecności w zawodach najwyższej rangii oraz różnorakich perypetiach udowodnił, że potrafi skakać. Tym samym zamknął usta tym wszystkim "ekspertom", którzy sugerowali mu mniej lub bardziej subtelnie, że powinien zakończyć karierę. Jak widać determinacja, wiara w to, że sukces kiedyś przyjdzie oraz wsparcie najbliższych i najwierniejszych kibiców opłaciły się.
Cóż mam powiedzieć do tej pory kiedy wspominam ten moment mam łzy w oczach dlatego najlepiej obejrzeć skok z drugiej serii, który zagwarantował Jankowi pierwsze zwycięstwo.






Drugie zwycięstwo to już euforia, której nie opiszę bo po prostu brakuje mi słów. Czekaliśmy na to wszyscy mam na myśli samego Janka, Jego rodzinę, przyjaciół i prawdziwych fanów 9 lat. Kiedy ta chwila nadszła z oczu po prostu popłynęły łzy...



Honzo ještě jednou gratuluju a děkuju moc !!!!.... to opravdu velka čest Ti fandit a znát Tě osobně :)

Ancik

zdjęcia: iSport.cz, EPA

12 stycznia 2013

6 miejsca Jana Matury w PŚ w Zakopanem :)

Ahoj,
wielkim wydarzeniem dzisiejszego dnia jest 6 miejsce Jana Matury w konkursie Pucharu Świata w Zakopanem. Dla mnie to najlepsze miejsce Janka jakie zajął w swojej karierze. Co prawda było już 4  wywalczone w Japonii ale wszyscy wiemy jak jest z obsadą azjatyckich konkursów. Nie biorę oczywiście pod uwagę również LGP 2005.  Warto odnotować, że na "Wielkiej Krokwi" Janek przeskoczył samego Gregora Schlierenzauera... oraz wielu innych bardzo dobrych skoczków.
Jego wysoka pozycja nie była dziełem przypadku czy sprzyjających warunków. Już w kwalifikacjach w bardzo dobrym stylu skoczył 128 m. W pierwszej serii powtórzył ową odległość i plasował się na 16 pozycji. W drugiej serii genialny skok na odległość 129,5 m i bardzo dobre noty za styl pozwoliły mu znacząco przesunąć się do przodu. Ostatecznie skończył na 6 miejscu a w Jego oczach było widać ogromną radość. Opłaciły się te wszystkie lata ciężkich treningów i wiary, że jeszcze przyjdą sukcesy.

O swojej radości już nawet nie wspominam. Tym bardziej, że kilka dni temu przewidziałam mu TOP 10.
Teraz pozostaje tylko życzyć Jankowi ale i sobie miejsca na podium i czemu by nie w Harrachovie gdzie i ja sie wybieram :)


Honzo Veeeelka gratulace :) a jen tak dal :)

Nie można nie dodać, że ten sezon jest dla Janka bardzo udany. Po słabym poczatku i długim poszukiwaniu pierwszych punktów do generalnej klasyfikacji przyszedł bardzo udany Turniej Czterech Skoczni. Zaczęło się od 16 miejsca w noworocznym konkursie w Ga-Pa, następnie 20 miejsce w Innsbrucku oraz 14 w finałowym konkursie w Bischofschofen. W generalnej klasyfikacji Turnieju był 26 zdobywając 108 punktów. Bardzo blisko pierwszej dziesiątki Janek znalazł się w loteryjnym konkursie w Wiśle. Zajął tam 11 miejsce. Dobra passa trwa... a coś czuję, że dalej będzie tylko lepiej.

Trzymam kciuki i mam nadzieję, że jeszcze nie raz odtańczę w swoim pokoju wielki taniec radości tak jak to było dzisiaj:)

Ancik

10 października 2009

Ahojky!!!
Przyszedł czas na streszczenie najważniejszego wydarzenia z mojego pobytu w Czechach. Mowa oczywiście o MČR seniorów… jak wspominałam wczoraj, po zakończeniu zmagań juniorów na skoczni zaczęli pojawiać się już doświadczeni (nie lubię tego słowa, ale w skokach jest ono bardzo często stosowane) czescy skoczkowie. Ku mojej ogromnej radości, wszyscy bez wyjątku przywitali się ze mną z wielkim uśmiechem na twarzach:)))). Hahaha nawet Daniel Švec
, który znając mnie udawał, że mnie nie zna :D tym razem podszedł, ba a nawet zapytał jak się mam hahaha jestem ciekawa co to się stało?! :D… Ja jednak i tak człowieka nie lubię i nic tego nie zmieni (główny powód F.V)…
Pierwszy przyjechał Koudy, a  po nim Jandys. Nie wiem czemu ale Kuba od samego początku strasznie mnie cieszył… hahaha czym to było spowodowane nie mam pojęcia ale dobrze, że nie zapytał o „Krówki” :D. W następnym samochodzie przyjechali moi ulubieni skoczkowie: Borek, Honza i Ciklus:)))) ni i mniej ulubiony Hlavka… zaraz po nich kombinatorzy norwescy na czele z Mirkiem. Jak miło było zobaczyć i pogadać z Mirou uhu.
Zawsze jak go widzę jakoś szybciej bije mi serducho :P nie wnikam czemu ale to super uczucie :)))). Mirku dzięki (ty wiesz za co:*).



Jakby tego było mało, w Libercu był także mój super kamarad z Banskiej Bystrici Tomas Zmoray…nie widziałam się z nim od LGP w Zakopanem, także oboje byliśmy happy, że udało nam się spotkać w Libercu. Niewątpliwie skorzystam z jego zaproszenia i niedługo wybiorę się do najfajniejszego miasta na Słowacji.

Obiecał mi, że nauczy mnie malować graffiti (zawsze chciałam się tego nauczyć) i zabierze na koncert hip-hopowy swoich kolegów :))). Hip hopu nigdy nie słuchałam ale Zmordy wysłał mi kilka kawałków i muszę przyznać, że ci jego koledzy są fenomenalni.



Hehehe trochę nadmiar wrażeń i emocji,  już sama nie wiedziałam z kim mam rozmawiać, miłe było to, że każdy ze znajomych znalazł dla mnie chwilkę i to dość długą :)).
Trybuny tradycyjnie jak zawsze świeciły pustkami, pojawiło się tylko paru znajomych i członkowie rodzin zawodników. Jeśli chodzi o osoby fotografujące, to przyjechały trzy Niemki (którym najwyraźniej się nudziło), 3 Czeszki no i ja :D.

Nadal nie rozumiem tego braku zainteresowania skokami narciarskimi w Czechach, przecież jest to swoiście ciekawy sport a czescy skoczkowie są sympatyczni i niektórzy prezentują naprawdę całkiem dobrą formę. Myślałam, że w takim mieście jak Liberec, gdzie znajdują się przecież skocznie egzystują jacyś kibice tego sportu. No ale niestety od lat nic się nie zmienia… i chyba już nawet sukces na miarę tego Kuby Jandy z 2006 roku nic nie pomoże.


Najwięcej czasu spędziłam z Borkiem (powtarzam, że po prostu go uwielbiam), razem powspominaliśmy sobie wspaniałą Wisłę, obgadaliśmy heyę geyę :D… i jej wesołe koleżanki, które prześladują biedaka na facebooku i kilku innych stronkach. Skomentowaliśmy wszystkie najnowsze wydarzenia w Czechach i na świecie. Zastanawialiśmy się, co się dzieje z czeską piłką nożna, jakie filmy warto teraz zobaczyć i czy Michael Jackson żyje. Podczas tych wnikliwych analiz Borek stwierdził: „Anio, ty už jsi Češka, ty už jsi naša” hehe dzięki Borku za te piękne słowa, ale oczywiście masz rację :D. Urocze było również to jak opowiadał coś o Polsce, rozpędzał się i mówił „u was” po chwili jednak, poprawiał się mówiąc„u nich” heheh.



Borek to wspaniały człowiek pełny wewnętrznego ciepła, umiejący zachować się w każdej sytuacji i miejący dużo do powiedzenia na każdy temat. Myślę, że to są główne powody tego, że tak świetnie się dogadujemy. Potrafimy rozmawiać właściwie bez przerwy. Często wspominam piwo – wino z Wisły gdzie wręcz nie mogliśmy się nagadać, a buzie się nam po prostu nie zamykały :D. Jestem mu bardzo wdzięczna, ponieważ kilkakrotnie ogromnie mi pomógł. Cenie sobie i jestem szczęśliwa z tego, że nazywa mnie swoją przyjaciółką.
Zrobiłam Borkovi kilka fotek, muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze się go fotografuje:)))), haha pozuje chłopak:))). Fotki ze skocznią to już taka nasza tradycja. Od kiedy go poznałam, zawsze wykonuje mu zdjęcia ze skoczniami w tle, czy to w Zakopanem, Harrachovie czy też Libercu. Efekty oceńcie sami, ale uśmiech super nie?! :D


Janek przez cały dzień był bardzo smutny, nie mam pojęcia, co się z nim działo. Starał się uśmiechać i z wszystkimi rozmawiać, ale z daleka widać było, że coś nie gra. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej w Wiśle był zupełnie inny, chyba coś się stało, ale ja nie wnikałam, bo to wygląda na dość poważny problem. Domyślam się o co chodzi ale właśnie ale…. Mimo wszystko pogadaliśmy sobie i było nice:))). Dostrzegłam również coś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Janek ma rewelacyjne podejście do dzieci. Na skoczni była żona kombinatora norweskiego Pavla Churavego z ich maleńkim synkiem i Janek tak uroczo z nim rozmawiał, nosił go na rękach ahhh widać, że naprawdę marzy już o dziecku…. Później, długo biegał sobie przy mnie i wymienialiśmy wielkie uśmiechy.. to nastroiło mnie jakoś tak pozytywnie:)))).
 

Sam konkurs był długi i mało ciekawy. W pierwszej serii Borek skoczył krótko i było jasne, że na podium nie stanie. Janek o, dziwo wręcz przeciwnie oddał bardzo dobry skok i na półmetku zajmował czwarte miejsce. Bardzo chciałam by ktoś z dwójki Matura, Sedlák zajął miejsce na podium i mocno trzymałam za nich kciuki. Pomiędzy skokami zawodników patrzyłam, co dzieje się przy budkach. No nie da się ukryć, że miałam problem na kogo skierować swój wzrok, było tam zdecydowanie zbyt wielu przystojniaków :D…mam słabość do Czechów, ale to już chyba nikogo nie dziwi :P. Moją uwagę przykuwali dwaj śliczni kombinatorzy norwescy: Petr Kutal i Aleš Vodseďálek.


Petr Kutal

Aleš Vodseďálek

Wracając do skoków niepokojąco dobrze skakali młodzi Polacy, co jakoś zbytnio mnie nie cieszyło. W końcu to Mistrzostwa Czech a nie Polski, i to Czesi mieli prezentować na swojej ziemi wysoki poziom. Nie dość, że zdeklasowali czeskich juniorów, to jeszcze w seniorach chcieli namieszać? No NIE!!!.
Druga seria to dużo lepszy skok Borka, jednak na podium to było zbyt mało. Na Janka się pogniewałam, ponieważ zepsuł drugi skok i zaprzepaścił swoje szanse na dobre miejsce. Był dopiero 6 :((((. W ogóle on miał jeden z cyklu podłych dni a to z kilku powodów, o których wiem tylko ja. Poor guy ale to jego problem.

Wygrał oczywiście Roman Koudelka, drugi był Jakub Janda a trzeci Tonda Hájek. Trochę mi się to podium nie podobało, strzeliłam focha i nie zrobiłam żadnego zdjęcia z dekoracji. Sorry no!.


Po 3 dekoracjach bo tyle właśnie było, (pogubiłam się trochę w tym jakie to właściwie były zawody „Mistrzostwa Czech”, „ Adidas Cup”, czy „Puchar miasta Liberec” ), wszyscy zaczęli opuszczać skocznie. Pożegnałam się z Honzou i pozostałymi i pojechałam do centrum. O akcji z pożegnaniem nie piszę bo chyba się trochę zniszczyłam. W momencie, gdy szłam na kolację napisał do mnie mój kolega Lukáš, który zaprosił mnie na pivoo. Oczywiście zgodziłam się, wypiliśmy trzy i pojechałam na Harcov. Tam dostałam smsa od Borka, żebym stawiła się w „Esku”, przebrałam się i poszłam. O ciekawej imprezie i wycieczce do Harrachova napiszę jutro.


Muszę jeszcze napisać, że Mistrzostwa Czech to najlepsze zawody, na jakich byłam. To w ogóle jak dla mnie te nej nej zawody. Wspaniale, że udało mi się na nie pojechać. Dziękuję wszystkim, którzy umili mi pobyt.

- Děkuju moc!!! I love Czech Ski Team <3<3<3, I love Liberec <3<3<3

Mějte se hezky.

Ančík

18 września 2009

WISŁA - Najpiękniejsi :D

AHOJDA!!!
Haha postanowiłam zrobić swój własny plebiscyt na najpiękniejszych skoczków będących w Wiśle… muszę przyznać, że przybyło tam bardzo wielu ładnych zawodników, no i nie wszyscy należą do czeskiego teamu. Wiadomo, że dwa pierwsze miejsca zajmą moi ulubieni skoczkowie Honza Matura i Borek Sedlák, ale pozostałe miejsca na pewno będą zaskoczeniem.
Osobami na które patrzyłam z wielką przyjemnością byli dwaj austriaccy skoczkowie, których klasyfikuję na miejscach 3 i 4 :D. Pierwszy to David Unterberger, który ma niesamowite oczy i do tego jest bardzo sympatyczny. Drugi to były kombinator norweski David Zauner.. w sumie nie wiem czemu uważam, że jest przystojny He po prostu jest i już. Ciacho :P.
5 miejsce to Jiří Mazoch, który jest strasznie uroczy, no i ma bardzo ładne oczy. Miejsce 6 dla francuskiego skoczka Nicolasa Mayera, ciekawa japońska uroda fajnie komponuje się z francuskim językiem :D. Na 7 miejscu umieszczam Arthura Pauli u niego nie da się nie zauważyć uroku osobistego, 8 ostatnie miejsce dla polskiego zawodnika Krzysia Miętusa… przede wszystkim za wysoką kulturę osobistą jaką prezentuję i bardzo ładny uśmiech.

1) Honza Matura


2) Borek Sedlák


3) David Unterberger


4) David Zauner


5) Jiří  Mazoch


6) Nicolas Mayer



7) Arthur Pauli


8) Krzysztof Miętus



Dzisiaj urodziny obchodzi mój przyjaciel Fanna, i chciałabym mu również tutaj złożyć najlepsze życzenia.

Fanno Všechno nejlepší k narozeninám, hodně, zdraví, štěstí, a ůsměvu :).

Mějte se fajn

Ančik

17 września 2009

Ahojky!!!
Niedziela w Wiśle upłynęła niestety bardzo szybko. Konkurs nawet tak na prawdę nie wiem, kiedy się skończył. Całą pierwszą serię przegadałam z małą Mazdą, przerwę robiliśmy sobie tylko wtedy, kiedy na belce startowej pojawiał się czeski skoczek.
Uwielbiam małą Mazdę i bardzo dobrze nam się rozmawia na każdy temat. Hmm oboje byliśmy chorzy także wspomagaliśmy się herbatka, z cateringu dla teamów.. nie wiem kto tą herbatę słodził ale stwierdziliśmy, że przesadził :D… Oczywiście nikt nie postarał się o jakiś chociaż mini catering dla dziennikarzy :((( no ale przeżyłam.



 Ahh czułam się już kiepsko, chyba zaczynała mnie dopadać gorączka, ale starałam się o tym nie myśleć. Wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Uwieczniłam dwa austriackie ciacha: Davida Zaunera i Davida Unterbergera, ahh ten drugi jest po prostu śliczny no i taki w ogóle nice, ale ja się trzymam swojego teamu. Janek po swoim skoku mijając mnie i Mazdę stwierdził z wielkim uśmiechem „ups chyba spieprzyłem skok” potem pokazując nam język… hahah to było dobre, plus dla niego.
Tym razem punkty zdobyli czterej Czesi, ponownie najlepszy był Jakub Janda (czyżby zasługa „Krówek”? hahaha), który zajął 9 miejsce. 14 był Borek, 17- Maturyn a 18 – Tonda.


Muszę przyznać, że całkiem dobre rezultaty aczkolwiek Honza miałby być troszkę wyżej, ale to w Zakopanem:)))). Teraz, kiedy jego skoki są już dużo lepsze jestem przekonana, że i wyniki przyjdą. Po drugim skoku umówiłam się z Honzou, że jak się przebierze jeszcze chwilkę pogadamy, szkoda, że Czesi znowu pojechali do domu bezpośrednio po konkursie… ale to co udało mi się z nimi podczas tego wyjazdu przeżyć było super i w zupełności mi starczyło :)))). Wracając do rozmowy, przeanalizowaliśmy jeszcze parę rzeczy i czegoś ciekawego się dowiedziałam, ale to zostawiam tylko dla siebie.


Wspaniałe jest to, że teraz, kiedy myślałam, że skoki już nie są dla mnie, że już mnie w ogóle nie bawią, że powinnam kończyć okazało się, że problem nie jest w dyscyplinie tylko w tym, że np na zawodach w Zakopanem brakowało mi moich ukochanych zawodników tj: Borka i Honzu. Z nimi skoki dalej są super, najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, iż w momencie, gdy na belce startowej siadał któryś z nich leciałam jak głupia na skocznie, zaciskałam mocno kciuki i następnie albo się cieszyłam albo byłam smutna. Prawidłowa reakcja, której już myślałam, że się oduczyłam. Po 15 minutach do naszej rozmawiającej dwójki dołączyli jeszcze Borek, jego tata, Tonda no i później już cały team stał przy wiśniowym busie. Mieliśmy zrobić sobie tą wspólną fotkę, wykonanie zaoferował tata Borka hahah oczywiście z tym też był niezły ubaw, gdyż Pan Sedlak miał problem z naciśnięciem przycisku, pierwsze dwie fotki nie wyszły i wszyscy musieli się ustawiać jeszcze raz :D. Tym razem fotka już wyszła, ale ucięto Honzu a tak przecież być nie mogło…


Darowałam już sobie wspólne foto i wymyśliliśmy, że skoro brakuje tam tylko Honzika powinnam mieć jeszcze zdjęcie z nim i tak też się stało.


Dodatkowo jako bonus :D poszła jeszcze fotka z Honzou i z Borkiem czyli ja i moi nej, nej skokani:)))) parada. Byłam mega happy, ponieważ fotki wyszły bardzo fajnie. Chłopcy zaproponowali, żebym jechała jeszcze z nimi na obiad, ale ja czułam się już tak fatalnie, że marzyłam tylko o łóżku i gorącej herbacie z cytryną. Pożegnaliśmy się, zatem i powiedziałam im ok, do zobaczenia gdzieś w Zakopanem wszyscy jednym głosem poprawili mnie, że neeeee „Anio vidíme se v Lbc na MČR” hahah no tak jak zwykle zapomniałam, że wybieram się na MČR na końcu września. Odpowiedziałam, że jeszcze nie jestem pewna czy tam pojadę ale Honza stwierdził eee bez ciebie nie skaczemy :D hahah także chyba nie mam wyjścia.


Puchar kontynentalny w Wiśle po prostu neměl chybu, nie mogłam przypuszczać, że będzie tak super. Strasznie się cieszę, że tam pojechałam i przekonałam się, że Czesi są super i, że naprawdę mnie lubią.
No i, że mój czeski nie jest taki tragiczny ;)))). Dobre wnioski :)))).
Kluci moc vám děkuju, jste nejlepší!!!!
Hahaha jeszcze o czymś muszę wspomnieć, największą furorę w Wiśle zrobiła moja torba z czeską flagą… no ale tutaj nie ma się w sumie czemu dziwić, przecież jest piękna.
Po tym jak Czesi odjechali dla mnie wszystko się skończyło, razem z dziewczynami postałyśmy jeszcze chwilę z aparatami, zrobiłyśmy kilka fotek no i zebrałyśmy się na przystanek. Po drodze spotkałyśmy Heya geja no i leśne skrzaty ;D. Leśne skrzaty były dziwne… te stroje i to zachowanie OMG…Marsjanie atakują!!!!
Przyjechał autobus i właśnie w tym momencie dopadło mnie coś w stylu „jest mi przykro” to już koniec… koniec spotkań z Czechami, koniec pobytu w tym cudownym miejscu. Ahh nie ukrywam, że nie lubię pożegnań, szczególnie, jeśli gdzieś czuję się tak dobrze jak tam. Szkoda, że to co fajne tak szybko przemija ;((. Kiedy już dotarłyśmy do centrum, nie będę mówiła, że z mojej winy przejechałyśmy o jeden przystanek za daleko (a jeden przystanek w Wiśle to jakieś 4 km ;D) i musiałyśmy łapać autobus w przeciwnym kierunku, ale jak byłyśmy już na ul: Olimpijskiej stawiłyśmy się jeszcze na pizzy. Była ogromnie duża ;) no i smaczna. Potem to już tylko spędzanie czasu w apartamencie… wieczorem dziewczyny poszły na disco a ja pod prysznic i do łóżeczka abym następnego dnia jakoś w miarę nadawała się do jazdy.
No nic podsumowując w Wiśle spędziłam 4 cudowne dni, w fantastycznym apartamencie w doborowym towarzystwie, uczestniczyłam w koncercie „Feela” no i świetnie bawiłam się z Czechami. Urodziny były jednymi z najlepszych w moim życiu.
Teraz szykuję się na dobrą zabawę na Mistrzostwach Czech, ale mój pierwszy cel to całkowicie się wyleczyć, bo choroba, która się przyplątała jest jakaś dziwna i bardzo mnie osłabiła.


Niewątpliwie był to dla mnie czeski wyjazd.
Srdečně zdravím
Ančik

16 września 2009

Ahoj!
Sobotni poranek to jak dla mnie ogarnianie się sama ze sobą. W głowie nadal miałam piątkowe spotkanie z Czechami (ahhh długo będę je pamiętać :D), nauczyłam się, że po piwie człowiek czuje się dużo gorzej niż po innych alkoholach. Ciepły prysznic bardzo mi pomógł i czułam się całkiem fit. Po wysłuchaniu kilku piosenek Michaela razem z dziewczynami udałyśmy się do centrum, zakupy, i wczesny obiad, to było to.
Muszę zaznaczyć, że w Wiśle serwują naprawdę bardzo dobre jedzenie…dorsz pierwsza klasa.
Brakowało mi tam tylko jakiegoś fajnego sklepu z ubraniami, pod tym względem wolę jednak Zakopane, ale tylko ten argument przemawia za Zako jinak wolę Wisłę.
Po powrocie do apartamentu, przebrałyśmy się i pojechałyśmy na skocznię… powtarzam kocham tamtejsze autobusy ahh cudowna jazda, ale przynajmniej tym razem Pan kierowca zatrzymał się pod samym obiektem skoczni:))). Kiedy już dotarłyśmy wypatrywałam czeskiego teamu hehe już tam był, a dokładniej właśnie przyjechał. Dałam Borkowi akredytację dla jego taty i wszyscy przywitali mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. Ohhh, żeby każdy team był taki sympatyczny to świat skoków byłby piękniejszy :D.
Razem z kilkoma osobami poszłam na górę żeby zlokalizować jakiś catering no i oczywiście musiałam się popisać no bo jak inaczej… rozmawialiśmy o koncercie „FEELA”, który miał się odbyć zaraz po konkursie. Ktoś stwierdził, że nie mamy wstępu na koncert a ja na to na cały głos „heeeeej jak to nie mamy wstępu na FEELA”… wszyscy zaczęli się śmiać i kazali mi się odwrócić… ahh za mną stał wokalista tejże grupy Piotr Kupicha z wielkim smilem na twarzy OMG hehehe ja się tylko spojrzałam a on na to „Dzień dobry” hehehe to był ubaw.
Sam konkurs rozpoczął się dla mnie i dla Czechów nienajlepiej chora Mazda skoczyła bardzo krótko i było jasne, że żadnych punktów nie będzie.

No cóż nic wielkiego nie pokazali też Tonda i Česta, którzy nie awansowali do drugiej serii.
Po treningu otrzymałam od drugiego trenera Czechów taką kartkę, która pozwalała mi dostać się na trybunę trenerską :))), hehe zabrałam Lukę (jako, że jestem dobrą koleżanką) i wjechaliśmy wyciągiem na górę. Muszę przyznać, że było to niesamowite przeżycie widzieć jak centralnie nad tobą wychodzą z progu twoi ulubieni skoczkowie tzn (Honza, Borek i Kuba). Woow… ale byłam happy jak usłyszałam ile skoczył Honzik – 120,5 m było 6 wynikiem pierwszej serii. Śmieliśmy się później, że przynoszę im szczęście, ponieważ na każdych zawodach, na których jestem skaczą bardzo dobrze (przypominam COC 09 w Zakopanem:)))))). Niestety druga seria nie była już tak udana, ale cała najfajniejsza trójka zdobyła punkty a to najważniejsze. 10 był Jandys, 13 – Maturýn , i 19 – Borek :)))).


Po dekoracji najlepszej trójki, na podium znaleźli się sami Polacy: Bachleda, Małysz i Rutkowski, umówiłam się z Jankiem na kilkunasto minutową rozmowę:))) ale było sympatycznie… w momencie kiedy zaczął się koncert Honza stwierdził hehe dobrzy gitarzyści ale my (ja i on) jesteśmy lepsi. Miałam jechać z nimi na kolację ale wybrałam koncert „Feela” błahahah nie mogłam sobie tego odpuścić :D. Także pożegnałam się z wszystkimi i razem z dziewczynami udaliśmy się w kierunku sceny :D…

Koncert to godzina wydurniania się, jakichś chorych tańców i „pięknego” śpiewu :D…
Hahahaha fantastycznie… jestem z siebie dumna, że, na co dzień nie słucham tak płytkiej muzyki gdzie bryluje tekst „…Jest już ciemno, wszystko jedno” OMG.

Było bardzo mało ludzi a to chyba najlepszy dowód na to, że moda na „Feela” przeminęła.
Po koncercie trzeba było jakoś dostać się do apartamentu hahaha ale jak to zrobić, skoro był on oddalony o jakieś 7 km od skoczni… hmmm staliśmy zatem na przystanku autobusowym modląc się o to, żeby jakiś autobus przyjechał… Bohudík przyjechał, wysiedliśmy pod „Alcatrasem” gdzie zaprosiłam wszystkich na moje urodzinowe piwko. Było bardzo fajnie… 2 godziny zleciały strasznie szybko przy alkoholu i frytkach :D… Pozdrowienia dla Pana od frytek :D. W pubie byli również czescy trenerzy na czele z Radkiem, był również Jakub no i drugi Jakub, który jest Czechem, ale z czeskim teamem ma aktualnie mało wspólnego:/.
Kocham tego człowieka, díky za pivo a cigarety :D.
Do apart pojechaliśmy taksówką… ja zostałam, ponieważ już wtedy nie czułam się najlepiej, reszta ekipy natomiast pojechała do „Gołębiewskiego” na disco.
Mój wieczór z PC był fajny pogadałam na chacie z JCC, jeśli JCC jest tym za kogo się podaję powiem sobie omg rozmawiałam z MJ <3<3<3.

Ok. to tyle z soboty… jutro niedziela :))))
Ančik




15 września 2009

Ahojky!!!
Wczoraj powróciłam do domu… w odróżnieniu od Zakopanego muszę napisać NIESTETY WRÓCIŁAM :((((((. Wisła (ponieważ właśnie tam byłam) to wspaniałe, malownicze miasteczko położone na południu Polski tuż, tuż przy granicy z moimi Czechami <3.
Wcześniej Wisła kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z miastem, w którym urodził się i mieszka najlepszy skoczek w historii tj Adam Małysz.
Czwartkowa podróż była dwuetapowa; Warszawa – Katowice i Katowice – Wisła. Hmm wszystko przebiegło jakoś tak zaskakująco szybko i z wielkim uśmiechem na twarzy powitałam zawiłe uliczki Wisły. Miasto jest naprawdę bardzo piękne… trzeba pochwalić czystość i to, że tamtejsi ludzie są bardzo sympatyczni. Po przejściu przez centrum udało się nam zlokalizować nasz apartament… troszkę żeśmy się przespacerowały, ale to nic, co nas nie zabije to nas wzmocni jak to mawia mój świetny przyjaciel B.
Apartament po prostu fantastyczny, duży ekskluzywny nic dodać nic ująć… bilard, siłownia, grill, satelita itd. itp chociaż raz miałam nosa i znalazłam fajne miejsce.
Po wstępnym rozpakowaniu i skontrolowaniu skrzynek mailowych udałyśmy się na zapoznawczą procházku oraz pierwszy ciepły posiłek :). Pizza była bardzo smaczna i chłopak, który ją przygotowywał heheh też całkiem całkiem :)))0. Centrum podobnie jak i obrzeża bardzo mnie zafascynowały… jedyny minus tej miejscowości to fakt iż wszędzie jest dość daleko… a komunikacja miejska no cóż nie należy do najlepiej rozwiniętych… dodatkowo przymus kupna biletu u kierowcy pojazdu oraz to, że za przejechanie zaledwie 2 km musisz płacić ok. 3,90 no i o częstotliwości kursowania autobusów już nie wspominam. Jednak z tym naprawdę można sobie jakoś poradzić, nie przyjeżdża się tam na objazdówki ale na plenerowe spacery hehe :P.
Wieczorkiem rozegrałyśmy kilka meczy bilardowych oczywiście nie będę mówiła kto wszystko wygrał :D hahah poor girls :D, obejrzałyśmy wszystkie najbardziej seksowne teledyski Michaela Jacksona wypiłyśmy piwka i breezery i szybko Sup, Sup do łóżka:))).

Piątek to jak dla mnie najlepszy dzień. Rano odbiór akredytacji (ja w odróżnieniu od innych nie miałam z tym najmniejszego problemu), szybkie zakupy i wyjazd na skocznie..
Sam obiekt bardzo mi się podoba aczkolwiek te małe trybuny nie wyglądają zbyt zachęcająco aha i brak domków dla zawodników (ale nad tym podobno cały czas się jeszcze pracuje).
Gdy dotarłyśmy na skoczni byli już wszyscy zawodnicy haha z wyjątkiem teamu na który zawsze trzeba najdłużej czekać = Czechów :D, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Minęło ok. 30 min, i na parking podjechał czerwono wiśniowy bus „Dukla Liberec” stanęłam sobie w dość sporej odległości aby przyjrzeć się jaki ostatecznie przyjechał skład. Ogromnie ucieszyłam się, kiedy po kolei zaczęli wysiadać Honza, Borek, Jandys, Cesta i Tonda, nie było tylko Mazdy ale jak się potem okazało został w hotelu ponieważ się rozchorował. Całe treningi przestałam sobie przy domku gdzie swoje rzeczy mieli min Norwegowie i Austriacy hahah a czemu tam stałam??? hmmm ponieważ właśnie tam było tego dnia najciekawiej.. można było się pośmiać z „Heya Norge” albo jak kto woli „Heya geja’ hahahah, po prostu rozwaliły mnie jej wyznania miłosne w stosunku do kilkunastu przechodzących obok niej skoczków :D… jakie panna musi mieć wielkie serce SzAcUnEk normalnie :D.
Co do Czechów to ich też nieźle wymęczyła głównie Borka, ale on jak zwykle na poziomie wybrnie z każdej sytuacji
Pomiędzy seriami udałam się na chwilkę na zewnątrz obiektu wracając spotkałam wszystkich Czechów siedzących na krawężniku hehe jakoś tak nie chciało mi się tam podchodzić, ale przez S wyszło zupełnie inaczej i nie miałam wyjścia… ale może i dobrze się stało. Umówiłam się z chłopakami na oblewanie moich urodzin, (które notabene już niedługo) także o 20.00 miałam się stawić w „Alcatras’. Skoki Czechów w treningach były bardzo dobre, szczególnie ucieszyła mnie tendencja zwyżkowa u Honzika, tak długo czekaliśmy na jego lepsze skoki:)))).


Uhu cały czas gdzie bym nie była i co bym nie robiła towarzyszyły mi piosenki Michaela… sorry girls, że was tak męczyłam, ale mam nadzieję, że dostrzegłyście w muzyce Mike głębie… songiem wyjazdu było „Billie Jean” haha chyba wszyscy już teraz znają tą piosenkę na pamięć :D.

Przeanalizowałam wyniki serii treningowych, jeszcze raz dokładnie dogadałam się z Borkiem apropos spotkania (hmm dziękuję jakimś dziewczynom, które nagrywały naszą rozmowę na kamerę poproszę o ten filmik chętnie obejrzę :O) .. i trzeba było się zbierać…prosto ze skoczni udałam się do tego pubu. Byłam tam punkt 20.00 na wejściu spotkałam uradowanego Radka hahaha…. Chwilkę później weszli Borek i Tonda… Jandys niestety musiał jechać do domu (jako, że mieszka bardzo blisko) a Česta i Mazda byli chorzy… po 10 min przyszedł jeszcze Janek, także wszyscy moi ulubieni skoczkowie byli heheh :D. Zamówiliśmy piwo, wino i zaczęliśmy kilkugodzinną rozmowę.. hehe zdążyliśmy przelecieć chyba każdy temat począwszy ode mnie, heji geji i skoków :D. Nie muszę chyba pisać, że było po prostu FaNtAsTyCzNie. To w moim przypadku logiczne. Bardzo dziękuję chłopakom za to, że przyszli no i w ogóle za wszystko :))))). Tak zakończył się drugi dzień w Wiśle o dwóch kolejnych napiszę jutro.

I love You guys :)))) and love You king.

Ančik

25 lipca 2009

Gala czeskich skoków narciarskich/ Skokanska exhibice - Lomnice nad Popelkou.

10.07.2009 będąc jeszcze w Česku wybrałam się do jednego z moich ulubionych czeskich miast tj Lomnic nad Popelkou (urocza mała miejscowość do której zawsze jadę z uśmiechem na twarzy, wiąże się z nią wiele moich fajnych wspomnień:)))).


Tym razem odbywała się tam "SAMOHÝL skokanská exhibice" - gala czeskich skoków narciarskich.To już druga edycja tej imprezy, jednak w odróżnieniu od zeszłorocznej udziału w niej nie wzięli czołowi czescy skoczkowie tacy jak: Jakub Janda, Martin Cikl, Borek Sedlák, Ondřej Vaculík czy Lukáš Hlava. Ich absencja była spowodowana startem w pierwszych w tym sezonie konkursach LPK a następnie udział w krótkim zgrupowaniu w Chorwacji.
Mnie ich brak w ogóle nie zmartwił ponieważ mój ulubiony skoczek tam był hahah :D. Kilka dni wcześniej sam mnie o tym uświadomił także jechałam do Lomnici spokojna o super zabawę:).



Nie mogło zabraknąć tam również najlepszego w minionym sezonie czeskiego skoczka Romana Koudelky, który jest mieszkańcem Lomnic i wychowankiem tamtejszego klubu "LSK Lomnice nad Popelkou". Oczywiście strasznie cieszyłam się, że spotkam Maturýn ale nie tylko jego obecność sprawiła mi frajdę. Widziałam się również z moim kolegą Mírou Dvořákiem:))). Fajnie również było spotkać Miloša Kadlca, Huberta Bláhe oraz powracającego po ciężkim wypadku Antonína Hájka.



Sam konkurs przebiegł niestety bardzo szybko nie zdążyłam dobrze się obejrzeć a tu już był koniec. Cały skokansky areal v Lomnici wygląda naprawdę super, pozwoliłam sobie wejść na górę (byłam prawie na samej belce startowej), oraz na bule... to wspaniałe uczucie gdy centralnie nad twoją głową znajduje się próg i skoczkowie nad tobą skaczą. Przeżyłam takie coś po raz pierwszy w życiu i było to naprawdę coś fantastycznego:). Ahhh mój ulubiony skoczek wychodził z progu tuż nad moją głową:) hehehe.

Co do wyników to obyło się bez niespodzianek wygrał oczywiście Roman Koudelka, drugi ku mojej wielkiej uciesze był Honza :) a trzeci Jirka Mazoch.
Licznie zgromadzeni kibice bawili się wyśmienicie pomimo obficie padającego deszczu :(. W przerwie konkursu czterej najlepsi po pierwszej serii zawodnicy powpisywali autografy. Udało mi się trochę porozmawiać z Honzou, Michalem, Mirkiem i Milošem.





Dodatkowo otrzymałam coś co bardzo chciałam mieć już od kilku lat. Niebieska kurtka z napisem "Czech ski team" była w sferze moich marzeń teraz mam ją na własność i jestem z tego powodu strašně št'astná:)))) no i podpisał mi ją Honzik:). To dla mnie najcenniejsza rzecz jaką posiadam :) (Děkuju , Děkuju, Děkuju :)))))



Cała impreza zakończyła się około godziny 00:00 no i niestety musiałam wracać do Železného Brodu, odwiózł mnie Fanna (hahah może w ramach podziękowania za te krówki :P.)



Było fantastycznie, romantycznie aczkolwiek szkoda, że tak krótko :( ale w ogóle się nie smucę pojadę tam za rok. Mam potwierdzenie, że dużo lepiej bawię się na czeskich zawodach niż np na PŚ... mam nadzieję, że zostanie zorganizowane jakieś MČR. Uvidíme