10 kwietnia 2011

Minął rok od największej tragedii w powojennej historii Polski.

Minął rok od największej tragedii w całej powojennej historii Polski.  10. kwietna 2010 roku o godzinie 8:41 (polskiego czasu) rządowy samolot z polską delegacją lecącą na obchody uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej rozbił się pod Smoleńskiem. W tej niewyobrażalnej tragedii zginęło 96 osób w tym Prezydent Lech Kaczyński, Jego małżonka Maria Kaczyńska, politycy, wojskowi, duchowni, kombatanci ,przedstawiciele Rodzin Katyńskich oraz członkowie załogi. 
Świadomie piszę niewyobrażalna tragedia ponieważ do tej pory nie potrafię w nią uwierzyć, ani znalezć jakiegokolwiek sensu. W moim sercu nadal znajduje się otwarta rana. 
 
Była to zupełnie zwyczajna kwietniowa sobota. Ładna pogoda, dość ciepło, słońce nieśmiało przebijało się przez spore ilości kłębiących się chmur. Tak się złożyło, że musiałam jechać do pracy co strasznie mnie złościło, ponieważ zależało mi na obejrzeniu transmisji uroczystości obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej a szczególnie komentarza historycznego mojego idola prof. Janusza Kurtyki. Cóż jednak mogłam zrobić, poleciłam mamie obejrzenie i nagranie transmisji.  Zazwyczaj wstawałam dużo wcześniej aby na spokojnie się wyszykować oraz zrobić przegląd prasy w internecie. Tym razem jednak zaspałam i zrezygnowałam z uruchomienia komputera. Doprowadziłam się do stanu używalności i udałam się na przystanek. Jadąc tramwajem słuchałam muzyki Michaela Jacksona i czytałam jakąś książkę. Już nawet nie pamiętam cóż właściwie to było. Następnie przeniosłam się na stację metra Centrum i czekając na pociąg czytałam wiadomości pojawiające się na ekranie. Podano informację odnośnie problemów z lądowaniem samolotu rządowego lecącego na obchody do Katynia. Następnie jeśli dobrze pamiętam pisano o awarii na pokładzie. Pierwszą myślą jaka przeszła mi przez głowę było coś w stylu: kiedy wreszcie wymienią nam te samoloty dla vipów. Te, wciąż się psują. Nawet nie przypuszczałam, że stało się coś poważnego. Wsiadłam zatem do metra z postanowieniem, że kiedy już dojadę na stację Stokłosy zadzwonię do mamy i spytam co się dzieje.  Jechałam zasłuchana w muzykę i z nosem w książce. Mniej więcej w połowie drogi, otrzymałam smsa, od mojej koleżanki Olimpii o treści: "Ania, Prezydent nie żyje!".  Odpisałam pomiędzy stacjami : "Jak to nie żyje?. Jakoś mnie to nie bawi". Nie dostałam odpowiedzi, kiedy wyszłam z wagonu zadzwoniła do mnie mama: "Spadł samolot, Ania Oni wszyscy nie żyją. Prezydent, Janusz Kurtyka, Zbigniew Wassermann" powiedziała. Stanęłam jak wryta i zupełnie nie wiedziałam co robić. Ludzie na ulicy zachowywali się dokładnie tak samo. Panował totalny chaos i jakaś dziwna panika. Jedna Pani płakała, kilka osób chwytało za telefony komórkowe. Weszłam do pracy, trzymając kurczowo komórkę przy uchu mimo, że z nikim nie rozmawiałam. Zapytałam szefową czy słyszała co się stało. Powiedziała, że tak i kazała mi wejść do internetu aby przeczytać kto jeszcze leciał samolotem i czy może jednak ktoś nie przeżył. Sama chciałam jak najszybciej ustalić, czy Pan Janusz Kurtyka na pewno wsiadł na pokład. Kiedy zobaczyłam Jego nazwisko nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Nie miałam świadomości, że tylu wspaniałych ludzi leciało do Katynia. Czytanie tych nazwisk było jak dzganie serca nożem. Niektóre dzgnięcia były mocniejsze, niektóre słabsze ale  każde bardzo bolało..... Wszystkich tych wspaniałych ludzi przecież doskonale znałam. Z niektórymi się zgadzałam, z  innymi nie, jedni mi imponowali inni mniej ale byli ważni dla Polski byli ważni dla mnie. 
Nie nadawałam się do niczego, w zasadzie drogeria i cała galeria nie funkcjonowały, pracownic i klienci stali przed telewizorem wierząc w jakiś cud. Jednak filmy z miejsca tragedii nie dawały żadnych szans ... miazga po prostu miazga tyle zostało z samolotu Tu -154M. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Po zamknięciu sklepu, starałam się jak najszybciej wrócić do domu.... Pierwszy raz widzialam jak ludzie w metrze i w tramwaju płakali. Nikt nie wstydził się łez. Ja również nie.... W domu dokładnie to samo i tak w kółko. Telewizja, internet, płacz. Płacz, telewizja, internet. Nie wytrzymałam poszłam pod pałac prezydencki. Nie chciałam być sama. Musiałam być z ludzmi, którzy cierpią tak samo jak ja. 
Kolejne dni to wegetacja, zero radości, zero uśmiechu, ciągłe pytania DLACZEGO i stwierdzenia NIE ROZUMIEM..... 
Największym szokiem obok informacji o katastrofie, był dla mnie widok trumien ustawionych na płycie lotniska na Okęciu oraz ich przejazd przez Warszawę. Jeszcze nigdy nie widziałam w jednym momencie tragedii tylu osób, tylu trumien. Do tej pory jak o tym myślę łzy płyną mi po policzkach. 
Chyba nie jestem gotowa aby przejść z tym do porządku dziennego, żeby o tym pisać. Choć minął rok wspomniana na początku rana w sercu wciąż krwawi.





Są rzeczy, które my jako Polacy jesteśmy winni tym, którzy zginęli. Musimy o Nich pamiętać ale również kontynuować ich dzieła oraz podążać drogą jaką nam wyznaczyli. To właśnie jest misja - MISJA naszego życia. Pewnego dnia po drugiej stronie i tak wszyscy się spotkamy.
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!!!!

Ania

3 kwietnia 2011

Benefis Adama Małysza i emisja odcinka specjalnego JTM.

W sobotę 26. marca w Zakopanem odbył się benefis Adama Małysza podczas którego nasz mistrz zakończył  swoją bogatą karierę sportową.  Od momentu, gdy tylko dowiedziałam się iż tego typu impreza jest planowana wiedziałam, że na nią pojadę. Innej opcji w ogóle nie było. Zamieniłam się z szefową na pracujące soboty, nabyłam bilet i po sprawie.
W piątek po południu udałam się pociągiem Inter city do jednego z najcudowniejszych miast w jakich udało mi się do tej pory być tj do Krakowa. Nie przypuszczałam, że w pociągach IC potrafi znaleźć się aż tylu ludzi. Jak widać nie tylko w TLK (z którym mam tyle okropnych wspomnień) szaleją dzikie tłumy. Dobrze, że udało mi się kupić wcześniej bilet i mieć swoje własne miejsce z "poczęstunkiem" jak to nazywa obsługa składu.... :P.
Do Krakowa dojechałam o czasie, na peronie czekała już na mnie Ewelinka:), z którą od razu udałyśmy się na martini ze sprite musiałam odreagować :). Następnie jako, że robiło się już stosunkowo późno pojechałyśmy do domu, zjeść, pogadać, pooglądać dziwne filmy o duchach i iść spać. Cudownie, cudowny elektryczny koc który odegrał znaczącą rolę w nocnej regeneracji moich pleców sprawił, że mogłam wstać w sobotę o godzinie 5.00. Wyszykowana i najedzona  wsiadłam do autobusu jadącego do Zakopanego city. O dziwo droga była przyjemna i krótka, Zakopianka dosłownie pusta tylko pogoda niestety zaczynała się psuć.
Starałam się jednak o tym nie myśleć. Liczyło się dla mnie tylko to, że po prawie dwóch latach przerwy, znowu znajdę się w tym wspaniałym miejscu, poczuję atmosferę konkursu skoków oraz zjem najlepsze frytki na świecie :).
Tego dnia dieta Dukana nie istniała miałam jeść, jeść i jeszcze raz jeść i po prostu dobrze się bawić :).
Do godziny 11:00 miałam odebrać akredytacje, dlatego też pierwszym miejscem w które się udałam była bacówka RMF fm. Następnie spacer pod skocznie i spotkanie z Kasią i jej chłopakiem. Zaproponowałam abyśmy wspólnie poszli na frytki spadolini do karczmy "Zagroda". Frytki z serem żółtym w tym lokalu  są najlepsze. Super, że w końcu miałam okazję osobiście poznać Kasię :).
Po spotkaniu i przejściu zatłoczonymi Krupówkami jak za starych dobrych czasów skokowych (kibice, trąby, flagi itd, itp) umówiłam się z Dorotą. Poszłyśmy do sławnej pizzeri "Adamo".  Zjadłam małą pizzę a co tam jak szaleć to szaleć :D. I udałyśmy się na skocznię.


Wchodząc miałam wrażenie, że witam wiosnę. Śnieg był tylko na samym obiekcie, trybuny obrastała już zielona trawka.... ale wyglądało na to, że konkurs powinien się odbyć bez większych problemów. Znalazłam swoje miejsce na sektorze dla fotoreporterów i obserwowałam rozwój wydarzeń. Trzeba przyznać, że tylu kibiców w Zakopanem nie pamiętam  od Pucharu Świata w 2004 roku. Całą imprezę sponsorował Red Bull a przygotowaniem zajęła się TVP 1. Do godziny 16.30 wszystko wyglądało super. Na scenie pojawili się zaproszeni przez Adama Małysza najlepsi skoczkowie świata z Thomasem Morgensternem, Gregorem Schlierenzauerem i Simonem Ammannem na czele. Każdy z Nich dwukrotnie zakręcił kołem fortuny losując dla siebie odległości, do których mieli się zbliżyć w swoich skokach. Widok rozradowanego Jakuba Jandy, jedynego przedstawiciele mojego ulubionego czeskiego teamu był bezcenny.




Niestety podczas występu zespołu Wilki, który zagrał najbardziej kojarzącą się ze skokami polską piosenkę "Bohema" - "Lecę bo chcę, lecę bo wolność to zew....", zaczął padać gęsty i mokry śnieg. Powodował on zasypywanie toru najazdowego i skakanie w takich warunkach było na prawdę bardzo ryzykowne. Organizatorzy nie zdecydowali się rozpocząć konkursu i zarządzili ponad godzinną przerwę. W tym czasie na scenie występowały zaproszone zespołu między innymi: Papa D, Bracia, Blue cafe. Jednym słowem dramat.... Nie miało to większego znaczenia kiedy na scenie pojawił się zespół Zakopower (który wręcz uwielbiam) z Sebastianem Karpielem Bułecką na czele :). Chłopcy zagrali trzy piosenki "Zbuntowany anioł", "Nie bo nie" (<3) oraz "Galop". Zabawa była świetna, i udało mi się zastosować mój obowiązkowy manewr na koncerty. On na scenie, ja pod sceną, wszyscy za mną nikt przede mną :D.



Uwielbiam ich i to dosłownie :).
Jak się domyślacie po długim oczekiwaniu, (Boże dziękuję za akredytację, bo chyba tylko dzięki niej nie zmarzłam i nie jestem teraz mega chora), konkurs się odbył, ale nie były to już skoki do celu a normalne pojedyncze skoki. Wystartować nie zdecydowała się większość przybyłych skoczków. Na belce zobaczyliśmy zaledwie kilku zawodników. Polaków, Rosjan, JAKUBA JANDĘ, Simona Ammanna i oczywiście ADAMA MAŁYSZA, inni po prostu się przestraszyli a ja pozostawiam to bez komentarza. Odległości nie miały żadnego znaczenia, chodziło o to aby podziękować wielkiemu skoczkowi, który przez tak wiele lat dostarczał tylu emocji i wzruszeń.


Po skoku koledzy Adama z kadry przygotowali dla Niego szpaler z nart pod którym Mistrz przejechał, następnie wylądował na ramionach Kamila Stocha i Stefana Huli.



Przez ten okropny śnieg cały plan benefisu, uległ zmianie Adam Małysz skoczył dopiero przed godziną 19:00 dlatego też zrezygnowano z koncertów i na zakończenie oprócz tańców do 60 tys zgromadzonych kibiców przemówił On sam. To były najbardziej wzruszające chwile całego benefisu. Piosenka "We are the champions", łzy w oczach Mistrza, ukłony kibiców i gromkie dziękuję. Przypomniało mi się całe 11 lat, tych pięknych 11 lat, które jestem związana ze skokami narciarskimi.
MISTRZ BYŁ, JEST I BĘDZIE TYLKO JEDEN!

W przerwie kiedy oczekiwano na ostatni skok Adama Małysza w Telewizji wyemitowano wydanie specjalne programu "Jaka to melodia" z moim udziałem. Muszę przyznać, że wypadło świetnie i pokazali to na czym mi najbardziej zależało czyli podziękowania jakie złożyłam Małyszowi. To dla mnie zaszczyt, że emisja odbyła się tego dnia kiedy pożegnanie Mistrza. Było to dla mnie coś na prawdę ważnego i symbolicznego. Oto kulisy programu:


Dziękuję wszystkim za miłe słowa oraz trzymane kciuki :).
Pozdravy

Ančík


11 marca 2011

Ania w "Jaka to melodia".

Ahoj,
ostatnio w moim życiu dzieje się wiele dziwnych rzeczy. Od chorych niedomówień, poprzez niesamowite niespodzianki aż po występ w programie "Jaka to melodia". O tym ostatnim chciałam napisać. Zatem od początku....

Wszystko zaczęło się w minioną środę wtedy też zadzwoniła do mnie Ola (osoba zajmująca się rekrutacją uczestników do "Jaka to melodia")z zapytaniem czy nie wzięłabym udziału w nagraniu specjalnego wydania programu poświęconego Adamowi Małyszowi.
Przecierałam oczy ze zdumienia jednocześnie zastanawiając się skąd oni po tylu latach (ostatni raz w JTM byłam jakieś 5 lat temu) wzięli mój numer. Ani się do nich nie odzywałam ani nie poszłam na casting hmmm :O.Okazało się, że przeszukali wiele segregatorów w archiwum wiedząc tylko tyle, że mam na imię Ania i, że podczas ostatniego nagrania opowiadałam bardzo dużo o skokach narciarskich. Po kilku dniach udało się znaleźć mój kwestionariusz stąd też telefon.
Początkowo chciałam odmówić w związku z zapaleniem krtani jakie mi doskwierało i uniemożliwiało mówienia ale pomyślałam, że do soboty (5.03 - termin nagrania) powinno mi przejść.
Czego się nie robi dla Adama, który w tak znaczący sposób wpłynął na moje życie. Generalnie był to świetny sposób aby publicznie podziękować MISTRZOWI i zakończyć tę wielką część mojego życia (ponad 12 lat) zwaną miłość do skoków narciarskich. Muszę dodać najlepszy czas jakiego do tej pory doświadczyłam.....
Czas beztroski, uśmiechu, pierwszych miłości, nowych znajomości, przyjaźni itd.....Dokładnie tak!!!, wszystko to zawdzięczam Adamowi Małyszowi. Za co jestem i będę mu wdzięczna do końca życia. Smutno, że podjął decyzję o zakończeniu kariery. Wraz z nim odchodzi kawałek, spory kawałek mnie. Pozostają tylko wspomnienia i zdjęcia. Ale przynajmniej tego co przeżyłam nikt, nigdy mi nie zabierze.
Wracając do "Jaka to melodia". Zgodziłam się i pojechałam w sobotę do telewizji.
Kazano mi być na 12:30 jak się okazało niepotrzebnie ponieważ samo nagranie rozpoczęło się o godzinie 17:00. W związku z tym, że przed nami swój odcinek nagrywali artyści a raczej "artyści": Zbigniew Zamachowski, Wojciech Malajkat i Katarzyna Piasecka. Takich apatycznych i snobistycznych ludzi już dano nie widziałam. W ogóle nie wypominam Zamachowskiemu spóźnienia, przez które siedziałam bezczynnie w bufecie starając się konwersować z rywalami (Łukaszem i Robertem). Skoro już o konkurentach mowa, wybrali młodych, sympatycznych ludzi aczkolwiek co akurat dla mnie nie było zbyt pomyślnym prognostykiem świetnych graczy. Obaj wygrali już kilka odcinków łącznie z finałami miesiąca. Patrząc na aktualną moją wiedzę muzyczną, która teraz nie jest zbyt rozległa (np w porównaniu do mojego poprzedniego występu, gdzie udało mi się wygrać prawie 1900 zł). Ostatnimi czasy inne rzeczy pochłaniały moją uwagę historia, polityka, literatura i muzyka ale na pewno nie taka serwowana w JTM. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że twórcy programu nie decydują się na puszczanie Linkin Park, Metallicy, Red Hot Chili Peppers o New Politics już nawet nie wspominam, a król Michael Jackson jest bardzo rzadko.
Odpadałam zatem w przedbiegach ale to nie popsuło mi dobrego humoru i chęci edukacji zgromadzonych w studio ludzi w tematyce skoków narciarskich. Nieskromnie mówiąc moja wiedza rozłożyła ich na łopatki co w związku z tym, że jestem dziewczyną jest wręcz niebywałe. Chłopcy kompletnie nic nie wiedzieli o skokach i trzeba było im na poczekaniu wymyślać historyjki dotyczące ich powiązań z Adamem Małyszem. Było przy tym oczywiście wiele śmiechu.


Zabawę przerwali nam Panowie, którzy mieli nakręcić z nami krótkie filmiki zza kulis. Ja poszłam na drugi ogień opowiadając i demonstrując na korytarzu na czym polega poprawny skok i jak powinien wyglądać ten najwyżej oceniany. Wyglądało to komicznie. Z boku stał Robert Janowski (prowadzący program) przypatrując się temu co tam wydziwiam jednocześnie bijąc brawa :D.
Po 15 minutach kręcenia udałam się do charakteryzatorni, gdzie zaczęto malować mi oczy. W między czasie, ktoś wpadł na pomysł, by namalować nam na twarzach biało - czerwone flagi aby bardziej oddać nastrój sportowy.


Zaproponowałam czy mogę mieć na twarzy biało - czerwone serduszko. Wyrażono zgodę i Pani makijażystka stworzyła wspomniane dzieło :D. Wyglądało całkiem fajnie a po ozdobieniu brokatem nawet świetnie. Następnie jeszcze poprawiono mi fryzurę i zaczęły się kolejne krótkie wywiady. Po wszystkich przygotowaniach nastąpiła przerwa obiadowa, którą wykorzystałam na obejrzenie kilku skoków z konkursu drużynowego na dużej skoczni na Mistrzostwach Świata w Oslo. Trudno w to uwierzyć ale w bufecie pojawiłam się akurat w tym momencie gdy na belce startowej zasiadał Jan Matura :). Jakże byłam szczęśliwa, że udało mi się Go zobaczyć.


Około godziny 17:00 nareszcie zaproszono nas do studia. Podpięto nam mikrofony i zaczęło się nagranie. Niestety pomimo tego, że był to odcinek poświęcony Adamowi Małyszowi, żadne piosenki związane z tematem się nie pojawiły. Muszę przyznać, że trochę nie rozumiem logiki i po prostu byłam rozczarowana. Jaki problem było dać piosenki typu: "We are the champions", "Biała armia", "Bohema", "We are need another hero" itd. No cóż pozostawiam bez komentarza.
Tak jak przypuszczałam (zresztą nie mogło być inaczej również z innych względów) odpadłam w drugiej rundzie. Rywale byli bezkonkurencyjni i walczyli ze sobą i z czasem. Ja jednak zrobiłam to po co przyszłam na Woronicza. Zaprezentowałam swoją wiedzę, i podziękowałam MISTRZOWI. Dodatkowo zarobiłam 280 zł a w zasadzie 300 zł, nawiązałam nowe znajomości i przywiozłam do domu sławny kuferek. Finał wygrał Robert ale tym razem nie chodziło o pieniądze a o dobrą zabawę. Po wyłączeniu kamer przyszła do nas Pani reżyser i ze łzami w oczach przyznała, że już dawno nie było tak ciekawego i sympatycznego odcinka. Dodatkowo rozpływała się na tym jaka to jestem fajna i jak pięknie mówiłam o skokach i Adamie Małyszu. Zdradziła też, że to ona mnie pamiętała i bardzo chciała ściągnąć do tego wydania odcinka. Gratuluję cierpliwości. Szukano informacji o mnie podobno kilkanaście dni :D.


Podsumowując zabawa była genialna a i moja samoocena znacząco wzrosła co było mi potrzebne, szczególnie w tym trudnym dla mnie okresie.
Do "Jaka to melodia" jeszcze wrócę.... muszę się tylko podszkolić i przypomnieć sobie to wszystko co jeszcze kilka lat temu dobrze wiedziałam. Wtedy też poszaleję i zmasakruję rywali. Może znowu trafię na Łukasza :P.

To tyle na dzisiaj, dziękuję Kasi i Michałowi za towarzystwo:), a Łukaszowi i Robertowi za zdrową rywalizację i dobrą zabawę.

Zdravím Vás!


Ančík


PS: Gdyby ktoś chciał zobaczyć w tv opisany odcinek.  Emisja odbędzie się 26.03.2011 najprawdopodobniej o godzinie 18:30.

7 lutego 2011

Czas powrotu...

Ahojky,
zainspirowana namowami znajomych i nieznajomych ludzi po ponad rocznej przerwie zdecydowałam się powrócić do pisania bloga.
 Jak się pewnie domyślacie przez rok wiele się wydarzyło, wiele pozmieniało.... Obiecuję, że systematycznie będę się starała wszystkie najważniejsze zmiany opisać i wyjaśnić.

Podjęłam decyzję, o poszerzeniu tematyki owego bloga oprócz moich ukochanych Czech <3, muzyki, i skoków narciarskich będę pisała również o historii (w związku z projektem życia, ale o nim później) oraz polityce, w którą zupełnie nie wiedzieć czemu się wplątałam.

Jedno jest pewne jestem tu gdzie jestem i póki co nie zamierzam tego zmieniać.

Mějte se pěkně


Ančík





3 stycznia 2010

Novy rok:) 2010...

Ahojky,
po dwóch miesiącach przerwy powracam :D. Tak długa przerwa spowodowana była kilkoma projektami w jakie się zaangażowałam. W związku z tym nie miałam zbyt wiele czasu aby pisać bloga. Teraz kiedy wszystko przeszło już do porządku dziennego postaram się nadrobić  zaległości i pisać z większą częstotliwością.
Mam nadzieję, że święta minęły wam w miłej atmosferze a z nowym rokiem macie nowe cele i ambicje.
Dzisiaj wrzucę tylko taki fajny kolaż, który w kilku fotkach podsumuje mój rok 2009. Aplikacja taka pojawiła się w ostatnich dniach na facebooku i naprawdę wykonywałam takie "foto podsumowanie" z wielką przyjemnością:)
Pozdrawiam serdecznie i Dobrou noc :).



Ančík

1 listopada 2009

"Never can say goodbye"

Ahoj Lidé
Postanowiłam, że nie będę dużo pisała. Pierwszy dzień listopada nigdy nie nastraja mnie zbyt optymistycznie i nie jestem wtedy zbytnio wylewna. W moim nastroju dominuje zaduma, smutek i przygnębienie, ale to chyba jak najbardziej odpowiednie reakcje. Mój dzisiejszy dzień wyglądał następująco: cały poranek spędziłam na cmentarzu myśląc nad sobą i sensem swojego życia. Po południu pojechałam do kina, jeszcze raz wnikliwie obejrzeć film „This i sit” ahhh mam sporo nowych wniosków i opinii, ale o nich napiszę jutro.
Dzisiaj chciałam opublikować w poście tekst piosenki zawierający ważne przesłanie idealnie pasujące do dnia „wszystkich świętych”… Robię to dlatego, iż
uważam, że nigdy nie powinniśmy żegnać się z osobami, które odchodzą, wierzę w to, że na pewno kiedyś ponownie się spotkamy.

The Jackson 5 – „Never can say goodbye”



Never can say goodbye
No no no no, I
Never can say goodbye

Even though the pain and heartache
Seems to follow me wherever I go
Though I try and try to hide my feelings
They always seem to show
Then you try to say you're leaving me
And I always have to say no...

Tell me why
Is it so

That I
Never can say goodbye
No no no no, I
Never can say goodbye

Everytime I think I've had enough
I start heading for the door
There's a very strange vibration
piercin me right to the core
It says turn around you fool
You know you love her more and more

Tell me why
(tell me why)
Is it so
(is it so)
Don't wanna let you go!

I can never can say goodbye girl
(never can say goodbye girl)
ou ou baby
(don't wanna let you go girl)
I never can say goodbye
no no no no no no no no no no no
ou! oh!
I never can say goodbye girl
(never can say goodbye girl)
ouuuuuuuu ouuuuuuuuuu
never can say goodbye
no no no no no no no no no no no

I keep thinkin that our problems
Soon are all gonna work out
But there's that same unhappy feeling and there's that anguish, there's that
doubt
It's the same old did ya hang up
Can't do with you or without

Tell me why
Is it so
Don't wanna let you go

Dávajte na sebe pozor…

L.O.V.E  (TOY)

Ančík

31 października 2009

"This is the moment", "This is the time", "THIS IS IT"


"This is the moment, this is the time, THIS IS IT" ~ M.Jackson

 Hmmm mniej więcej od trzech dni staram się zebrać by napisać kilka mądrych słów na temat filmu „Michael Jackson’s - This is it” na którym byłam. Niezmiernie ciężko jest stworzyć krótkie podsumowanie, gdy w głowie ma się tyle przemyśleń i opinii. No cóż, ale ja się tego podejmę. Zacznę może od początku. W zasadzie chyba wszyscy wiedzą, że film „This is it” przedstawia zarejestrowane fragmenty ostatnich prób Michaela Jacksona jakie odbyły się przed zaplanowaną na rok 2009 i 2010 serią koncertów z trasy o tym samym tytule. Dla formalności jednak o tym przypominam:))).
Do Multikina udałam się z moją koleżanką Karoliną, która podobnie jak ja od długiego czasu jest fanką Michaela. Dodam, że prawdziwą fanką, znającą zarówno osobę Michaela jak i szczegółowo jego twórczość. Piszę to, ponieważ po „rzekomej” śmierci króla popu pojawiło się bardzo wiele osób (głównie młodych) nazywających się fanami/kami. Dla mnie podpinanie się za wszelką cenę pod coś, co jest akurat w danym momencie na topie i udawanie, że ma się o tym, wybitne pojęcie jest po prostu żałosne. Wiem, wspaniale, że młodzi ludzie, dopiero kształtujący swoje osobowości czerpią swoistą inspirację z tak wspaniałej postaci jak MJ, ale chwilowej, obsesyjnej miłości nie jestem w stanie logicznie wytłumaczyć.
Wracając do tematu razem z Karoliną w zaskakująco dobrych nastrojach zajęłyśmy wcześniej zarezerwowane miejsca i w lekkim napięciu czekałyśmy na rozpoczęcie seansu. Zupełnie nie wiedziałyśmy, czego mamy się spodziewać, ale nie byłyśmy w tym osamotnione, nikt ze zgromadzonych osób tego nie wiedział. Oczywiście sala była wypełniona po brzegi a w około nas siedzieli dziwnie poprzebierani ludzi. Niektórzy na głowach mieli kapelusze, inni pojawili się w ciemnych okularach jeszcze inni demonstrowali swoją miłość do Mike mając na sobie koszulki z jego wizerunkiem. Ja nie wyposażyłam się w żaden gadżet aczkolwiek muszę się przyznać, że w domu mam fajną koszulkę i jestem z niej naprawdę dumna, ponieważ w całości sama ją zaprojektowałam.
Na początku filmu na ekranie pojawił się wielki napis „for fans” (poczułam się jakby dedykowano go specjalnie mojej skromnej osobie :)))) po nim wyemitowano wypowiedzi tancerzy, którzy mieli zaszczyt przygotowywać się do występów u boku Michaela. Widać, że przepełniała ich wielka radość. Najbardziej urzekł mnie jeden z chłopaków, który opowiadając o tym jak ważną rolę w jego życiu odegrał Michael po prostu się popłakał. To było takie głębokie i urocze. Z każdą minutą robiło się coraz ciekawiej, przed oczami przelatywały nam rozmaite obrazy, od tancerzy, chórku, pana Ortegi aż po samego Michaela.

Muszę poinformować i ostrzec, że wszystko to, co napiszę poniżej jest tylko i wyłącznie moją opinią i nie chce by ktokolwiek się nią sugerował. Każdy ma prawo mieć własne zdanie i może się ono różnić od tego mojego.

Otóż nie będę owijać w bawełnę, że jak dla mnie oprócz prawdziwego Michaela Jacksona, który prezentował się po prostu fantastycznie, cudownie śpiewał, niesamowicie tańczył, był zabawny, i miał w oczach tę swoją ogromną magię, w filmie mogliśmy zobaczyć jeszcze dwóch sobowtórów. Zdradziły ich przede wszystkim dziwne ruchy, zbyt śmiałe zachowanie jak również i spore różnice w wyglądzie zewnętrznym tj twarz, waga, wzrost, długość rąk czy rozmiar stóp.



Dla przypomnienia, taniec prawdziwego Michaela do piosenki "They don't care about us" na jednej z ostatnich prób (ten fragment można zobaczyć również w filmie)

 Jako osoba spostrzegawcza miałam świadomość, że prawdziwy MJ nie wystąpi w całym filmie już od momentu, gdy w internecie zaczęły się pojawiać pierwsze zdjęcia i urywki z planu. Wtedy też prawie nikt mi nie wierzył, uważano mnie za osobę pokręconą, usłyszałam, że jestem głupia. Teraz jednak opinia większości całkowicie się zmieniła. Huh jak widać czasem mam rację:))))). Sobowtór którego nazwałam Pan pomarańczowo-czerwone spodnie był chyba najbardziej zabawny ( w pamięci utkwił mi taniec łani do piosenki „The way You make me feel” chcąc nie chcąc na twarzy człowieka pojawiał się uśmiech), jego ruchy po prostu mnie rozwaliły… do tego strasznie szczupła budowa ciała chyba nawet największych sceptyków teorii o sobowtórach przekonała, że z Michaelem to ten pan ma niewiele wspólnego.



dla porównania... po lewej stronie sobowtór po prawej natomiast real MJ, różnice ewidentne......

Ewidentna ściema.. to był jednak dopiero początek, dalej było tylko lepiej… zrezygnowano z czerwonych spodenek i wprowadzona kogoś, kto zaprezentował nam komiczny taniec pingwina przy piosence „Human nature”.. tak powiecie, że ta piosenka jest dziwna i, że Michael zawsze na koncertach wykonywał do niej oryginalny układ choreograficzny, zgoda, ale coś takiego??? Co to to nie!!!!.
Idźmy dalej przy piosence „I Just cant stop loving You” oczywiście tradycyjnie duet – super…., tylko, dlaczego rzekomy MJ tak dziwnie się zachowuje??? Czy nasz Michael kiedykolwiek łapał jakąkolwiek dziewczynę w taki sposób za piersi czy pośladki??? Czy wykonywał w stosunku do jakiejkolwiek kobiety takie dwuznaczne ruchy??? Eeee nie przypominam sobie. Dziwne nie prawdaż? Podsumowując dla mnie w całym filmie jest jeden prawdziwy Michael i jest to ten bez okularów w większości scen występujący w niebieskiej koszuli. Jeżeli dobrze pamiętam wyjątkiem są tylko piosenki „Thriller” i „Earth song” gdzie ma na sobie czarną dość grubą kurtkę. Rzeczami, na które również warto zwrócić uwagę są sceny: na podnośniku gdzie można zobaczyć wielki urok Michaela, wspaniały taniec do piosenki „They don’t care about us” (ale tylko MJ bez okularów), oraz wzruszające wykonanie piosenki „I’ll be there”.
No tak jeszcze słowo a propos sobowtórów gdyby ktoś chciał ich znaleźć niech zwraca uwagę przede wszystkim na wzrost. Michael jest sporo wyższy od Kennego Ortegi, sobowtór natomiast jest wzrostu pana reżysera.
W filmie pojawiły się również dwie bardzo istotne wskazówki dla osób, które wierzą, że Michael Jackson nadal żyje a jego śmierć to jedna wielka mistyfikacja. Już na samym początku (pierwsze 3 minuty) można zobaczyć wielką mechaniczną postać, na której powierzchni pojawiają się istotne obrazy (min Elizabeth Taylor, dzieci, piękny świat) no i ten robot trzyma w rękach kulę i obraca ją wokół siebie, tak jakby się nią bawił, na końcu postać wybucha i pokazuje się scena, na której stoi sobowtór. Według mnie należy to czytać w następujący sposób: robot= Michael (ważne dla niego obrazy w środku postaci), kula = świat, obracanie= zabawa, wybuch = bum = wielki come back, sobowtór = fake, kłamstwo. Zbierzmy to wszystko w jedną całość otóż: Michael Jackson, niewątpliwie wielka osobowość, wielki człowiek, bawi się całym światem wkręcając wszystkich niemiłosiernie jednak planuje wielki powrót i finał zabawy. Niby taka błahostka, na którą zapewne mało, kto zwrócił uwagę, ale czy ktoś się zastanawiał po co w ogóle był ten wstęp z jakimś robotem??? Przecież dla filmu nie miała to kompletnie żadnego znaczenia… dla trasy koncertowej na pewno też nie. Ciekawe…, ale druga scena jest jeszcze dużo bardziej intrygująca. Na samym końcu po napisach, gdy ludzie opuszczali już salę pojawia się jeszcze obraz gdzie kolejny sobowtór stojąc obok K.Ortegi wypowiada bardzo, ale to bardzo istotne słowa, które wszystkim powinny otworzyć oczy, otóż:

“Stop the music. I decision when I finish myself.... Maybe I come undone a button, snap one's fingers and boom- I decide when i come back myself.”

– szok???.
Ale niespodzianka taka bardzo w stylu MJ wszystko się kończy a tu proszę głębia i sentencja całego filmu.
Chwilkę wcześniej jeszcze zdanie o tym, że fani chcą ucieczki, to im ją damy. Czyżbyśmy mieli motyw przewodni?.
Jak dla mnie zdecydowanie tak. Warto zaznaczyć, że piosenką kończącą jest ponownie doskonale znana „Heal the Word”.

Jestem straszliwie dumna, że od tak dawna wiedziałam, o co właściwie chodzi w „This is it” perfekcyjnie rozgryzłam wszelakie zagadki i symbole:))).
Utwierdziłam się również w przekonaniu, że najlepsze wnioski pochodzą z mojej własnej głowy. Nie wierzę nikomu, wierzę tylko sobie. Karolina po seansie powiedziała dokładnie to samo, więc chyba nie mam urojeń:)))).
W niedzielę idę do kina ponownie tym razem sama by na spokojnie jeszcze raz przyjrzeć się kilku szczegółom. Zobaczymy czy wynajdę jeszcze coś nowego….

To tyle :)))). Rudii dziękuję bardzo za świetne towarzystwo i pomocne opinie:). Love You:).

"Hael the world"
"L.O.V.E" <3<3<3

Ančik
I <3 You KING!!!!

27 października 2009

"This is it" - już jutro.

Ahojky.

"This is the moment, this is the time - "THIS IS IT......"

Generalnie po chorobie, która zatrzymała mnie na cały tydzień w domu, staram się teraz powrócić do normalnego trybu pracy. Niestety kompletnie mi nie idzie, chodzę jakaś taka nieogarnięta zamulona i nie pomagają żadne red bulle i tego typu wspomagacze. Ahhh znowu jest mi jakoś niewygodnie, ooo tak zdecydowanie to słowo najlepiej odzwierciedla mój aktualny stan.
Poniedziałek minął o dziwo szybko i spokojnie. Dzisiaj było już jednak znacznie gorzej a popołudnie spędzone w pracy z kierowniczką w otoczeniu psychicznych i to dosłownie klientów wprowadził mnie w jeszcze podlejszy nastrój wrrrr. Kolejne nudne jak flaki z olejem godziny uzupełnione kiepskimi dowcipami, które w ogóle nie były śmieszne nic nie wniosły do mego życia, a jestem osobą, która z wszystkiego chce coś wynieść, coś sobie przechwycić. Starałam stwarzać pozory a pomagała mi w tym piosenka dnia „Get on the floor” (fantastyczny song).
Ale początek tygodnia już Bohudík za mną. Aktualnie jestem bardzo podekscytowana. Powód? - jutro idę do kina na „This is it” i nic innego mnie nie interesuje. To właśnie na ten dzień czekałam od ponad miesiąca. Jestem strasznie ciekawa, co tam zobaczę i czy potwierdzi się moja skomplikowana teoria. Podobnie jak wszyscy, którzy wybierają się do kina ja również nie wiem, czego właściwie mam się spodziewać. Do tej pory pojawiło się tyle sprzecznych opinii na temat tego filmu, że najzwyczajniej w świecie zaczęłam się bać. Przede wszystkim tego, że może się okazać, że wszystko to ściema. W sumie nawet by mnie to nie zdziwiło, w końcu reżyserem jest Kenny Ortega twórca takich shitów jak: „High school musical” czy „Hannah Montana”… dalej nie rozwijam tej kwestii, po prostu pozostawiam to bez komentarza. No nic wszystko wyjaśni się już jutro o godzinie 18.30. Po 111 minutach będę wiedziała na czym stoję i mam nadzieję, że nie wyjdę z kina załamana i zdegustowana no i przede wszystkim, że film nie złamie mojej wiary i nie zasygnalizuje, że nie miałam i nie mam racji. Dzisiaj nic nie wymyślę… zobaczymy jutro…





Wiem jedno
Michael I love You.

Pozdrawiam

Ančík

23 października 2009

"It's all for love. L.O.V.E."

“Wierzę w siłę marzeń i zdolność człowieka do wcielania ich w czyn”

„Marzenie nie jest jedynie marzeniem, jest celem. Jest czymś, co ludzka świadomość i podświadomość mogą zmienić w rzeczywistość”.

„Kiedy, ktoś wątpi w samego siebie, nie potrafi zmusić się do największego wysiłku. Jeśli sam nie wierzysz w siebie, kto w ciebie uwierzy?

„…umysł człowieka jest na tyle potężny, że może mu pomóc w osiągnięciu każdego celu”

„Z każdego przedsięwzięcia można wyciągnąć tylko tyle ile się w niego włożyło”

„Dla mnie człowiek prawdziwie odważny to ktoś, kto potrafi rozwiązać konflikty bez bójki i ma dość rozumu by wybrnąć z sytuacji właśnie w taki sposób”


~ Michael Jackson
("Moonwalk")

18 października 2009

Ogromne podirytowanie/// Samsara.

Ahojky.
Nareszcie doczekałam się upragnionych wolnych dni, jest ich aż 3, ponieważ zamieniłam się z kierowniczką i poniedziałek również spędzę nic nie robiąc. Jestem tak zmęczona, że nawet palce odmawiają mi posłuszeństwa. Ahh praca na popołudnia nie jest fajna, i w ogóle nie sprawia mi przyjemności. Przez te dwa miesiące wolne od pracy, gdy wstawałam i chodziłam spać, o której chciałam. Całkowicie oduczyłam się funkcjonowania w ustalonych przez kogoś porach. Nigdzie się nie spieszyłam, nikt na mnie nie czekał byłam tylko ja i własny harmonogram zajęć. No i przede wszystkim nic nie musiałam. Aktualnie spędzam w pracy 7 lub 8 godzin i w tym czasie bardzo brakuje mi przede wszystkim muzyki, niby gra nam jakieś radio, ale po pierwsze bardzo cicho, po drugie to niestety nie trafia ono w moje gusta. Raz na tydzień może i puszczą Michaela Jacksona, ale ja potrzebuję jego muzyki non stop. Normalnie momentami aż mnie nosi:(((, chyba się uzależniałam… Pamiętam, że już kiedyś w swoim życiu przechodziłam taką ogromną fascynację Michaelem w zasadzie to były dwie takie fazy, pierwsza gdy po raz pierwszy świadomie zetknęłam się z twórczością, i osobą MJ były to lata 1995- 1998. Druga natomiast to wielki powrót i płyta „Invinicible” dokładnie 2001 rok… podobnie jest i teraz, słucham tych cudownych piosenek bez przerwy, śpiąc, budząc się, jadąc metrem i tramwajem, leżąc, jedząc itd. itp.  Na stronach lastfm, gdzie zapisuje się ile razy wysłucha się danych piosenek aktualnie widnieje liczba 11 600 przesłuchanych piosenek MJ lol :)))) oprócz tego jeszcze 150 piosenek The Jackson 5 i kilkadziesiąt The Jackson.

Dalej czytam książkę „Moonwalk” obecnie jestem na stronie 170 (książka ma nie licząc zdjęć 288) także staram się dozować sobie jej czytanie, ponieważ w ogóle nie mam ochoty kończyć. Jest bardzo ciekawa i wciągająca. Młodzieńcze lata Mike’a, to temat, który nie był mi dobrze znany… oprócz twórczości zespołu The Jackson 5 nie wiedziałam prawie o niczym innym. Teraz mam okazję nadrobić braki i robię to z ogromną przyjemnością. Na razie zatrzymałam się na etapie współpracy Mike’a z Quincy Jonesem.
Wszystkim gorąco polecam.
Jeszcze kilka zdań na temat Michaela, po pierwsze na reszcie na youtube pojawił się teledysk do piosenki „Come together” pochodzący z filmu „Moonwalker”, w jakości HD. Jest to jeden z najbardziej hot teledysków MJ i ja po prostu go uwielbiam.

 




Po drugie wielkimi krokami zbliża się pierwszy dzień wyświetlania w kinach filmu "This is it" po prostu nie mogę się już doczekać, Pozostało przecież tylko 10 dni.
W różnych programach telewizyjnych w USA (np wczoraj u Oprah) pojawiają się co raz to dłuższe fragmenty "This is it". Ukazały się już między innymi klipy do piosenki „Human nature”, „Thay don’t care about us” czy „The way You make me feel”. Moja opinia na ich temat jest dość kontrowersyjna, ponieważ uważam, że w filmie nie zobaczymy tylko Michaela Jacksona ale i jego sobowtóra a możliwe, że nawet kilku. Na jakiej podstawie tak twierdzę? A więc po pierwsze widoczne różnice w wyglądzie MJ z np. „Human nature” czy „The way You make me feel” a „They don’t care about us”, po drugie zupełnie różne (dziwne) ruchyn (np pingwin dance) i czucie muzyki (to główny argument mojego takiego a nie innego myślenia). No cóż, ale wstrzymam się z dogłębną analizą do 28.10 kiedy to obejrzę cały film. Mam nadzieję tylko, że patrząc na marną podróbkę nie wybuchnę śmiechem podczas projekcji :P.

Teraz a propos tytułu mojego posta powinnam wyjaśnić, czym jestem podirytowana, otóż czymś, na co nie mam w zasadzie większego wpływu, ale są ludzie, którzy mogą coś w tej kwestii zmienić tylko nie chcą. Interesują ich (za przeproszeniem) własne tyłeki i zapchanie własnych kieszeni. Mam na myśli polityków rządzących Polską. To, co w tym kraju zaczęło się dziać przekracza ludzkie pojęcie afera goni aferę (najpierw hazardowa, potem stoczniowa) a i to pewnie jeszcze nie jest koniec. Korupcja za korupcją a cierpią na tym zwykli ludzi, obywatele, którym należy się przecież, chociaż minimalny komfort życia. Co skłoniło mnie do takich poważnych przemyśleń?, otóż pewnego dnia wracając metrem z pracy do wagonu, w którym się znajdowałam wsiadł staruszek. Na moje oko mógł mieć około 80-85 lat, przygarbiony kiepsko wyglądający trzymał w jednym ręku harmonijkę w drugim natomiast plastikowy kubek. Tak zbierał pieniądze… był to dla mnie tak przygnębiający i przykry widok, że nie mogłam się powstrzymać, żeby nie schylić głowy. Jak tak może być, żeby w kraju gdzie politycy wyjeżdżają sobie na egzotyczne wakacje za pieniądze podatników, organizują wystawne bankiety taki dziadek musiał w tak uwłaczający sposób żebrać dziadek, który pewnie własnymi rękami odbudowywał to miasto?. Pytam jak tak może być???? Jak????
Jakby tego wszystkiego było mało pojawia się w tej całej sytuacji drugi aspekt. Osoby jadące metrem naśmiewały się z tego biednego człowieka :(((. To już bezczelność, byli to ludzie w różnym wieku od młodzieży począwszy, po czterdziestolatków aż na jednej około 60-letniej kobiecie kończąc. Najbardziej mnie zdenerwował chłopak w garniturze z laptopem w dłoni, jechał z dziewczyną również bardzo elegancko ubraną i uważali się za nie wiadomo, kogo wręcz zwijając się ze śmiechu. Hmm wielka mi elita :/ nieumiejąca się zachować…cudowna wizytówka dla kraju… po prostu żal… pytacie czemu nie lubię tego kraju?, pytacie, dlaczego chcę stąd uciec, pytacie, dlaczego się z tym wszystkim nie utożsamiam? właśnie, dlatego, to jest moja odpowiedz.
Nie dość, że politycy robią z nami, co chcą, okłamując nas w żywe oczy to jeszcze, co poniektórzy ludzie nie umieją się zachować, nie mają za grosz kultury i szacunku…
Nie wspominam już nawet o nabzdyczonych panienkach siedzących jak wielkie damy w autobusach czy tramwajach nie ustępujących miejsc starszym… ludzie, czego uczą was w szkołach, w domach???!!!!!.
Pamiętam jak byłam jeszcze małym dzieciakiem, co powtarzano mi w szkole prawie codziennie, żeby pomagać starszym i chorym, żeby zawsze gdy do środka komunikacji miejskiej wsiada osoba starsza powinno się jej zwolnić miejsce… teraz tego nie uczą? Nie chce mi się wierzyć.
Kolejne problemy, ale one już chyba nikogo nie zdziwią, głodne dzieci i wszechobecna biurokracja, każdy chce się tylko na wszystkim dorobić. Nikt nie przejmuje się drugą osobą, nie patrzy na to, co się dzieje w dalszej odległości od niego… interesuje go tylko czubek własnego nosa. Nie ma już tak pięknej cechy jak bezinteresowność, chyba bezpowrotnie wyginęła, a wielka szkoda, bo to coś fantastycznego…
Zaraz powiecie mi, że to nie tylko problem Polski, że w każdym kraju tak jest, macie racje w każdym kraju są problemy, w każdym kraju mieszkają źli ludzie, w każdym kraju dochodzi do przekrętów, malwersacji itd… ale mi nie o to chodzi…
Chodzi mi przede wszystkim o pewne zachowania… mam wielu przyjaciół, i znajomych na całym świecie, byłam w wielu krajach i nie spotkałam się z taką bezczelnością z takim samolubnym podejściem do życia, z takim zakłamaniem…
To okropne wnioski ale prawdziwie w Polsce dzieje się nie dobrze, i z roku na rok jest niestety coraz gorzej :(((. Widzę to w swoim bliższym i dalszym otoczeniu. Może to właśnie, dlatego wybrałam wyobcowanie społeczne swoistą alienację… żyję swoim rytmem minimalnie angażując się w sprawy kraju… szkoda tylko, że pracując ładuję tyle pieniędzy w kieszenie tych oszustów nie otrzymując w zamian nic, bo nawet na wizytę u zwykłego lekarza pierwszego kontaktu trzeba czekać ponad tydzień, ale z tym już w ogóle nic nie mogę zrobić.
Dobrze, że z moją kondycją psychiczną w ostatnim czasie jest wszystko w porządku, staram się podążać wyznaczoną na początku października drogą, mam cel, mam marzenia odnalazłam sens i przede wszystkim wyrzuciłam ze swojego życia coś, co mi je przez prawie 6 lat utrudniało. Całkowite oczyszczenie…cykl przemian – Samsara.
Oby nic ani nikt nie zakłócił mi tego spokoju. Lecę poczytać i posłuchać muzyki.

Mějte se pěkně

Ančik

15 października 2009

"This is it" - "This is fake" / ziiiiima :D

Ahoj,
Ehh ostatnio jestem strasznie zabiegana, i na to, co przyjemne po prostu brakuje mi czasu:(((. Nie mogę doczekać się już weekendu, cały mam wolny także najprawdopodobniej wypocznę.
Praca daje mi ostro popalić, moją psychikę tresuje jedna pani non stop opowiadając mi o swoich problemach, aż normalnie czasem mam lęki. Z całych sił staram się ją zrozumieć, ale chyba mi nie idzie.
Do Warszawy zawitała zima, z tego, co mówią znajomi do całej Polski zawitała zima, ba do całej Europy. W Czechach też śnieży i to dość poważnie… Powiem szczerze, że po raz pierwszy w swoim życiu spotykam się z atakiem zimy w środku października. Woow cóż za anomalie. Ancik wyciągnął z szafy czapkę, i rękawiczki.. haha nareszcie może też nosić swoją piękną niebieską, czeską kurtkę i nie wygląda w niej głupio:))).
Uwielbiam zimę, ale chyba nie chcę, żeby przychodziła tak wcześnie… zawsze dla mnie zima rozpoczynała się na początku listopada, a z tego, co się orientuję do 1.11 pozostało jeszcze kilkanaście dni.

Hmm w poniedziałek światło dzienne ujrzała „nowa” piosenka Michaela Jacksona pod nurtującym tytułem „This is it”. Od momentu, gdy dowiedziałam się, że to właśnie 12.10 na oficjalnej stronie MJ zostanie opublikowana zupełnie nowa piosenka, promująca płytę i film o tym samym tytule „This is it” byłam bardzo szczęśliwa i skreślałam dni w kalendarzu. W nocy z niedzieli na poniedziałek nie mogłam spać byłam tak podekscytowana i ciekawa zarówno tekstu jak i melodii. Gdy tylko się obudziłam nerwowo włączyłam komputer, w wyszukiwarkę wpisałam adres: www.michaeljackson.com, kilka dni wcześniej na youtube ukazał się już 40- sekundowy fragment piosenki, jednak wtedy miałam nadzieje, że to jakiś żart i to, co znajdę na stronie MJ będzie czymś zupełnie innym. Niestety jednak był to ten sam kawałek… piosenka bardzo przeciętna w dość kiepskiej jakości. Już po 3 krotnym przesłuchaniu znałam całą melodię na pamięć i potrafiłam ją zanucić…, dodatkowo miałam wrażenie jakbym ją już gdzieś wcześniej słyszała. Będąc w pracy intensywnie myślałam nad tym jak taki geniusz jak Michael mógł stworzyć taką nieskomplikowaną piosenkę bez żadnego sensu i przesłania. Po powrocie do domu razem z koleżanką przeanalizowałyśmy wnikliwie tekst i tu kolejny cios żadnych wniosków, brak sensu….ta piosenka nic nie mówi, jest takim swoistym masłem maślanym… songiem o niczym. Odniosłyśmy wrażenie, że MJ sam nie wie, o czym śpiewa i dlaczego właściwie to śpiewa. W nocy (wtedy myśli mi się najlepiej) przesłuchałam, „This is it” jeszcze kilka razy na moich specjalnych słuchawkach i co się okazało?, że jest to wersja demo nagrana zaledwie z wykorzystaniem jednego instrumentu - fortepianu… warto zauważyć również, że piosenka musiała zostać nagrana w latach 75-85 ponieważ głos Michaela jest zupełnie inny, w tym przypadku podobny np. do „State od shock” (1983), „Sunset driver” (1980) czy „Can’t Get outta the rain”(1981) oraz jakość dźwięku nie jest rewelacyjna. Powiedzmy sobie szczerze, ta piosenka nie była by hitem, raczej niewypałem… nie wierzę, że miała ona promować reklamowaną, jako „niesamowitą, „niezapomnianą” ostatnią trasę koncertową Michaela „This is it’ po prostu nie wierzę. Impossible, przypomnijmy sobie jakie fantastyczne piosenki promowały poprzednie trasy Michaela „Bad”, „Dangerouse”czy „History” chyba nie muszę nic więcej pisać.
Jakby tego wszystkiego było mało we wtorek w Internecie, oraz prasie na całym świecie pojawiły się informacje, że piosenka „This is it” jest stara (szacuje się, że mogła zostać napisana 26 lat temu) i tu jeszcze niespodzianka Michael nie napisał jej sam :P… podobno większość tekstu napisał Paul Anka. Osobiście bardzo się ucieszyłam, wiedziałam, że Król nie napisał takiego badziewia :)))) . Rozdrażniło mnie natomiast to, że ten cały Anka (zapomniany, upadły gwiazdor naszych babć a nawet prababć) oskarżył Michaela o kradzież utworu i bezprawne wykorzystanie. Rodzinka Jacksonów uciszyła go płacąc mu połowę z zysków jakie zanotuje piosenka. Ehh kolejny, żałosny człowiek… by się wstydził!!!!. Nie myliłam się także, że już wcześniej mogłam słyszeć tę piosenkę, Anka i Jackson napisali ją dla jakiejś piosenkarki „Safire”, która wydała ją na jednej ze swoich płyt.
Wszystko rozumiem, ale denerwuje mnie to, że rodzina, Ortega i Sony robią z fanów Michaela debili. Wciska się nam kolejne głupoty, w które niby mamy wierzyć (film, testamenty, przesłania, płyty, pogrzeby its)… a ta akcja z tą piosenką tylko to potwierdza..hmmm wiem jedno nie kupię płyty z soundtrackiem do filmu, no way… miałam to w planach ale jednak nie, nie będę dorabiała tych durniów i oszystów. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ukaże się prawdziwa płyta Michaela z jakimiś głębokimi i inteligentnymi tekstami.

Posłuchajcie sami „This is it”:////:


"THIS IS IT"

This is it, here I stand
I’m the light of the world, I feel grand
Got this love I can feel
And I know yes for sure it is real

And it feels as though I’ve seen your face a thousand times
And you said you really know me too yourself
And I know that you have got addicted with your eyes [?]
But you say you gonna live it for yourself

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

This is it, I can say,
I’m the light of the world, run away
We can feel, this is real
Every time I’m in love that I feel

And I feel as though I’ve known you since 1,000 years
And you tell me that you’ve seen my face before.
And you said to me you don’t wnat me hanging round
Many times, wanna do it here before

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

This is it, I can feel
I’m the light of the world, this is real
Feel my song, we can say
And I tell you I feel that way

And I feel as though I’ve known you for a thousand years
And you said you want some of this yourself
And you said won’t you go with me, on a while
And I know that it’s really cool myself

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

I never heard a single word about you
Falling in love wasn’t my plan
I never thught that I would be your lover
C’mon baby, just understand

Kupiłam natomiast autobiografię Michaela Jacksona „Moonwalk”, przeczytałam ją już w języku angielskim teraz zaczęłam czytać po polsku. Jak na razie jest to bardzo ciekawa książka, wiem jednak, że nie wszystko w niej zawarto…ale jak jest napisane we wstępie: „Moonwalk mówi wiele o prawdziwym Michaelu, trzeba jednak czytać między wierszami, aby naprawdę zrozumieć, na czym mu zależało” fajnie właśnie tak zrobię, będę czytała pomiędzy wierszami. Z tego co wiem idzie mi to całkiem nieźle:)).

Uciekam czytać… zostawiam was z piosenką i tekstem.

Ančík

12 października 2009

České diskotéky są złe :D/ Harrachov

hah Ahoj.
Ze skoczni szybko pojechałam do centrum na to pivko z Lukášem… było super, ale robiło się dość późno a w planach miałam jeszcze imprezkę :P, pożegnałam się zatem i pojechałam na Harcov. Tam šup šup szybciutko się przebrałam, w między czasie Borek napisał mi jeszcze smsa z potwierdzeniem, że kluci też idą do s-club, ubrałam kurtkę i wyszłam. Super, że miałam tak blisko - zaledwie 5 minut tym razem prostej drogi haha :))).Bardzo lubię s-club, mam z tego miejsca prawie same fajne wspomnienia. Trzy tygodnie codziennych wieczorków podczas Mistrzostw Świata zrobiły swoje i trwale zapisały mi się w pamięci. Hmm to naprawdę bardzo przyjemne miejsce. Gdyby ktoś nie wiedział S-club to trzy pomieszczenia. W jednym można zjeść np. świetną pizzę, napić się piva, czy obejrzeć transmisje z jakiegoś meczu.





W drugim znajduje się mała, ale bardzo przytulna discoteka, w trzecim natomiast jest dwutorowa kręgielnia. Żeby było jasne, nie ustawiałam się na imprezę ze skoczkami, po całym dniu patrzenia na nich miałam już chyba trochę dość. Początkowo umówiłam się z kilkoma osobami z Koleji (byłam tam już tyle razy, że mam dosyć sporą grupę znajomych) na pivo i zelenou. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i było naprawdę bardzo sympatycznie:)))). Poznałam kilku fantastycznych nowych ludzi i wszyscy przenieśliśmy się do „Zanzibaru” ehh to miejsce wręcz kocham, wygląda niby niepozornie, ale to właśnie tam odbywają się najlepsze imprezy w całym Libercu. Grana jest prawie sama czeska muzyka, dlatego czuję się tam po prostu rewelacyjnie.
Niestety czescy skoczkowie również się tam przenieśli, ahh w ogóle nie wspomniałam którzy Czesi przybyli oblewać swoje „ogromne” sukcesy :P. Była tam cała grupa jak ja to nazywam pod wezwaniem Kuby Jiroutka :D tj: Antonín Hájek, Jakub Janda, Borek Sedlák, Martin Cikl wcześniej był jeszcze Honza ze swoją dziewczyną ale oni nie przepadają za spendami zwanymi disco dlatego tradycyjnie znudzeni szybko udali się do domu. Hmm nie wspomniałam jeszcze o Radku haha tak, tak on też tam był :P. W Zanziku pierwszą osobą na jaką wpadłam był uradowany Martin Cikl pozwólcie, że pewnych rzeczy nie skomentuje :D. NO COMENT!!! :P. Jednak Sajkl to Sajkl ale to co odstawił Jandys to mnie dopiero zniszczyło. Heh no tego się nie spodziewałam "Jsem pes! ale nekousám" - hahaha… cała ta sytuacja wywołała na mojej i tak uradowanej twarzy jeszcze większy uśmiech. Mam dla niego i dla siebie również jedno wielkie przesłanie – Nie pijmy alkoholu nie pijmy :D. Oprócz tego pogadałam w miarę inteligentnie z Kubą Jiroutkiem, (który zaczął później wyśpiewywać na cały głos „Ania, Ania, Ania ILY” o nie!!!), Radkiem i oczywiście Borkiem (I love this guy). No no no z Jandysem też konwersowałam ale o tym wyżej :P. Po tych inteligentnych dialogach czułam, że mam już dość. Na f-ko vrátila jsem se kolem půl třetí… sprcha a postel looool. Měla jsem 3 piva, 2x zelenou a 3x vodku s red bullem… Trochę jednak wypiłam do tego doszło zmęczenie i chyba faktycznie nie czułam się najlepiej, a przecież rano czekała mnie podróż do Jablonce – Harrachova – Szklarskiej Poręby no i Warszawy.
Hehe czeskie imprezy są złe :P, stosunkowo tani alkohol, skoczna muzyka i przyjaźni studenci lool tego powinno się Ančíkovi stanowczo zabronić :D.

Zarówno na Mistrzostwach Czech jak i na wszystkich pozostałych zawodach, na, których byłam w tym sezonie bardzo brakowało mi Františka Vaculíka … jak się okazało podczas mojej rozmowy z Borou chłopakom również go brakuje. Powodem nieobecności Fanny na MČ był obóz dzieciaków na,, którym musiał być.

I tak dobiegł końca mój pobyt w Libercu, było naprawdę fantastycznie tylko szkoda, że tak krótko… (te trzy dni minęły zbyt szybko) jeszcze raz wszystkim dziękuję:))))…

HARRACHOV
Do Harrachova dotarłam około godziny 16.30. Po krótkim spacerze (dłuższy niestety nie wchodził w grę, ponieważ nie pozwalała mi na to boląca stopa) skoczyłam na obiadokolację do najlepszej restauracji w miasteczku „U studny”. Zamówiłam smažený sýr s hranolkama i tatarkou (mniam) do tego pivo (Budweiser) ze sprite - (Radler) ahh pyszności, tak bardzo mi tego brakuje w Polsce.





Z Harrachovem podobnie jak i z Libercem posiadam tylko same dobre wspomnienia, M.D, wiewiórek, popijawki itd., itp. Niewątpliwie jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Czechach i zawsze gdy mam możliwość wpaść tam chociaż na chwilkę po prostu z niej korzystam.

O 19.30 przyjechał, po mnie bus, który zabrał mnie już do Szklarskiej Poręby. Dochodzę do wniosku, iż im krótszy jest mój pobyt w Czechach tym większa tzw depresja popowrotowa. Ciężko jest z miejsca które tak bardzo się kocha jechać w miejsce z którym ma się niezbyt wiele wspólnego. Faktycznie coraz dalej oddalam się od Polski. Wszystko w tym smutnym kraju mnie przytłacza.
Dzisiaj jednak starczy.

Dobrou noc

Ančík

"Never can say goodbye"!!!!!

10 października 2009

Ahojky!!!
Przyszedł czas na streszczenie najważniejszego wydarzenia z mojego pobytu w Czechach. Mowa oczywiście o MČR seniorów… jak wspominałam wczoraj, po zakończeniu zmagań juniorów na skoczni zaczęli pojawiać się już doświadczeni (nie lubię tego słowa, ale w skokach jest ono bardzo często stosowane) czescy skoczkowie. Ku mojej ogromnej radości, wszyscy bez wyjątku przywitali się ze mną z wielkim uśmiechem na twarzach:)))). Hahaha nawet Daniel Švec
, który znając mnie udawał, że mnie nie zna :D tym razem podszedł, ba a nawet zapytał jak się mam hahaha jestem ciekawa co to się stało?! :D… Ja jednak i tak człowieka nie lubię i nic tego nie zmieni (główny powód F.V)…
Pierwszy przyjechał Koudy, a  po nim Jandys. Nie wiem czemu ale Kuba od samego początku strasznie mnie cieszył… hahaha czym to było spowodowane nie mam pojęcia ale dobrze, że nie zapytał o „Krówki” :D. W następnym samochodzie przyjechali moi ulubieni skoczkowie: Borek, Honza i Ciklus:)))) ni i mniej ulubiony Hlavka… zaraz po nich kombinatorzy norwescy na czele z Mirkiem. Jak miło było zobaczyć i pogadać z Mirou uhu.
Zawsze jak go widzę jakoś szybciej bije mi serducho :P nie wnikam czemu ale to super uczucie :)))). Mirku dzięki (ty wiesz za co:*).



Jakby tego było mało, w Libercu był także mój super kamarad z Banskiej Bystrici Tomas Zmoray…nie widziałam się z nim od LGP w Zakopanem, także oboje byliśmy happy, że udało nam się spotkać w Libercu. Niewątpliwie skorzystam z jego zaproszenia i niedługo wybiorę się do najfajniejszego miasta na Słowacji.

Obiecał mi, że nauczy mnie malować graffiti (zawsze chciałam się tego nauczyć) i zabierze na koncert hip-hopowy swoich kolegów :))). Hip hopu nigdy nie słuchałam ale Zmordy wysłał mi kilka kawałków i muszę przyznać, że ci jego koledzy są fenomenalni.



Hehehe trochę nadmiar wrażeń i emocji,  już sama nie wiedziałam z kim mam rozmawiać, miłe było to, że każdy ze znajomych znalazł dla mnie chwilkę i to dość długą :)).
Trybuny tradycyjnie jak zawsze świeciły pustkami, pojawiło się tylko paru znajomych i członkowie rodzin zawodników. Jeśli chodzi o osoby fotografujące, to przyjechały trzy Niemki (którym najwyraźniej się nudziło), 3 Czeszki no i ja :D.

Nadal nie rozumiem tego braku zainteresowania skokami narciarskimi w Czechach, przecież jest to swoiście ciekawy sport a czescy skoczkowie są sympatyczni i niektórzy prezentują naprawdę całkiem dobrą formę. Myślałam, że w takim mieście jak Liberec, gdzie znajdują się przecież skocznie egzystują jacyś kibice tego sportu. No ale niestety od lat nic się nie zmienia… i chyba już nawet sukces na miarę tego Kuby Jandy z 2006 roku nic nie pomoże.


Najwięcej czasu spędziłam z Borkiem (powtarzam, że po prostu go uwielbiam), razem powspominaliśmy sobie wspaniałą Wisłę, obgadaliśmy heyę geyę :D… i jej wesołe koleżanki, które prześladują biedaka na facebooku i kilku innych stronkach. Skomentowaliśmy wszystkie najnowsze wydarzenia w Czechach i na świecie. Zastanawialiśmy się, co się dzieje z czeską piłką nożna, jakie filmy warto teraz zobaczyć i czy Michael Jackson żyje. Podczas tych wnikliwych analiz Borek stwierdził: „Anio, ty už jsi Češka, ty už jsi naša” hehe dzięki Borku za te piękne słowa, ale oczywiście masz rację :D. Urocze było również to jak opowiadał coś o Polsce, rozpędzał się i mówił „u was” po chwili jednak, poprawiał się mówiąc„u nich” heheh.



Borek to wspaniały człowiek pełny wewnętrznego ciepła, umiejący zachować się w każdej sytuacji i miejący dużo do powiedzenia na każdy temat. Myślę, że to są główne powody tego, że tak świetnie się dogadujemy. Potrafimy rozmawiać właściwie bez przerwy. Często wspominam piwo – wino z Wisły gdzie wręcz nie mogliśmy się nagadać, a buzie się nam po prostu nie zamykały :D. Jestem mu bardzo wdzięczna, ponieważ kilkakrotnie ogromnie mi pomógł. Cenie sobie i jestem szczęśliwa z tego, że nazywa mnie swoją przyjaciółką.
Zrobiłam Borkovi kilka fotek, muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze się go fotografuje:)))), haha pozuje chłopak:))). Fotki ze skocznią to już taka nasza tradycja. Od kiedy go poznałam, zawsze wykonuje mu zdjęcia ze skoczniami w tle, czy to w Zakopanem, Harrachovie czy też Libercu. Efekty oceńcie sami, ale uśmiech super nie?! :D


Janek przez cały dzień był bardzo smutny, nie mam pojęcia, co się z nim działo. Starał się uśmiechać i z wszystkimi rozmawiać, ale z daleka widać było, że coś nie gra. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej w Wiśle był zupełnie inny, chyba coś się stało, ale ja nie wnikałam, bo to wygląda na dość poważny problem. Domyślam się o co chodzi ale właśnie ale…. Mimo wszystko pogadaliśmy sobie i było nice:))). Dostrzegłam również coś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Janek ma rewelacyjne podejście do dzieci. Na skoczni była żona kombinatora norweskiego Pavla Churavego z ich maleńkim synkiem i Janek tak uroczo z nim rozmawiał, nosił go na rękach ahhh widać, że naprawdę marzy już o dziecku…. Później, długo biegał sobie przy mnie i wymienialiśmy wielkie uśmiechy.. to nastroiło mnie jakoś tak pozytywnie:)))).
 

Sam konkurs był długi i mało ciekawy. W pierwszej serii Borek skoczył krótko i było jasne, że na podium nie stanie. Janek o, dziwo wręcz przeciwnie oddał bardzo dobry skok i na półmetku zajmował czwarte miejsce. Bardzo chciałam by ktoś z dwójki Matura, Sedlák zajął miejsce na podium i mocno trzymałam za nich kciuki. Pomiędzy skokami zawodników patrzyłam, co dzieje się przy budkach. No nie da się ukryć, że miałam problem na kogo skierować swój wzrok, było tam zdecydowanie zbyt wielu przystojniaków :D…mam słabość do Czechów, ale to już chyba nikogo nie dziwi :P. Moją uwagę przykuwali dwaj śliczni kombinatorzy norwescy: Petr Kutal i Aleš Vodseďálek.


Petr Kutal

Aleš Vodseďálek

Wracając do skoków niepokojąco dobrze skakali młodzi Polacy, co jakoś zbytnio mnie nie cieszyło. W końcu to Mistrzostwa Czech a nie Polski, i to Czesi mieli prezentować na swojej ziemi wysoki poziom. Nie dość, że zdeklasowali czeskich juniorów, to jeszcze w seniorach chcieli namieszać? No NIE!!!.
Druga seria to dużo lepszy skok Borka, jednak na podium to było zbyt mało. Na Janka się pogniewałam, ponieważ zepsuł drugi skok i zaprzepaścił swoje szanse na dobre miejsce. Był dopiero 6 :((((. W ogóle on miał jeden z cyklu podłych dni a to z kilku powodów, o których wiem tylko ja. Poor guy ale to jego problem.

Wygrał oczywiście Roman Koudelka, drugi był Jakub Janda a trzeci Tonda Hájek. Trochę mi się to podium nie podobało, strzeliłam focha i nie zrobiłam żadnego zdjęcia z dekoracji. Sorry no!.


Po 3 dekoracjach bo tyle właśnie było, (pogubiłam się trochę w tym jakie to właściwie były zawody „Mistrzostwa Czech”, „ Adidas Cup”, czy „Puchar miasta Liberec” ), wszyscy zaczęli opuszczać skocznie. Pożegnałam się z Honzou i pozostałymi i pojechałam do centrum. O akcji z pożegnaniem nie piszę bo chyba się trochę zniszczyłam. W momencie, gdy szłam na kolację napisał do mnie mój kolega Lukáš, który zaprosił mnie na pivoo. Oczywiście zgodziłam się, wypiliśmy trzy i pojechałam na Harcov. Tam dostałam smsa od Borka, żebym stawiła się w „Esku”, przebrałam się i poszłam. O ciekawej imprezie i wycieczce do Harrachova napiszę jutro.


Muszę jeszcze napisać, że Mistrzostwa Czech to najlepsze zawody, na jakich byłam. To w ogóle jak dla mnie te nej nej zawody. Wspaniale, że udało mi się na nie pojechać. Dziękuję wszystkim, którzy umili mi pobyt.

- Děkuju moc!!! I love Czech Ski Team <3<3<3, I love Liberec <3<3<3

Mějte se hezky.

Ančík