12 czerwca 2012

Trzeba wygrać...

Ahoj,
dzisiaj odbędą się kolejne mecze grupy A Mistrzostw Europy w piłce nożnej. O godzinie 18:00 dla mnie największe emocje tzn mecz Grecja - Czechy... Nie bedę ukrywała, że jest to arcyważne spotkanie dla Czechów. Po przegranej 4-1 z Rosją zajmują ostatnie miejsce w grupie z zerowym dorobkiem punktowym. Mam nadzieję, że to ulegnie dzisiaj zmianie. Grecja jest zdecydowanie słabszym zespołem i jeśli chłopcy dalej będą tak szybcy i poprawią swoją skuteczność powinno być dobrze. Mam nadzieję, że trener Bilek zmieni również ustawienie ponieważ 4-2-3-1 jak dotąd nie przynosi porządanych rezultatów. Tak było w meczach towarzyskich tak było również w meczu z Rosją. No i co z Milanem Barosem?....W meczu z Rosją był niewidoczny może warto zatem wypróbować Tomasa Necida lub Tomasa Pekharta (obaj 1989 r.). Młodzi, wysocy zawodnicy mogą zaszaleć w polu karnym wiekowych i wolnych Greków.


Tomas Necid 


Tomas Pekhart

Zawsze są jeszcze Pilar, Rosicky, Jiracek i Gebre Selassie a może szansę gry od pierwszej minuty otrzyma mój ulubieniec agresywnie grający pomocnik Milan Petrzela? :) Myślę, że gdyby tak właśnie się stało wprowadził by sporo zamieszania na boisku i nie chodzi mi tylko o Jego fryzurę :D.


Vaclav Pilar, Milan Baros i Milan Petrzela

Wczoraj odbyła się konferencja prasowa na którą obok trenera Bilka przybył również Tomas Rosicky. Najważniejsza przekazana informacja jest taka, że wszyscy gracze są zdrowi i gotowi do meczu. Trener zaznaczył również, że nie ma zamiaru wprowadzania większych zmian jeśli chodzi o skład
"Nie panikujmy. Wystawimy taki skład, który będzie miał siłę i szansę ten mecz wygrać" - dodał.
W ogniu dziennikarskich pytań był kapitan czeskiej reprezentacji Tomas Rosicky. Pytano Go między innymi o Euro 2004 i pamiętny mecz Grecja - Czechy, ale również o oczekiwania na zbliżający się mecz. 
"Mamy szansę naprawić wszystko co żeśmy w pierwszym meczu zepsuli. Mamy drugą szansę i chcemy ją wykorzystać"
"Wracać do domu jeszcze mi się nie chce. Będziemy walczyć aby naprawić naszą reputację" dodał na koniec. 


Tomas Rosicky 

Jak widać nastroje w drużynie  świetne co traktuję jako dobry prognostyk. Chyba wszyscy mają wrażenie, że najgorsze (czyt. mecz z Rosją) już za nimi.. Teraz może być już tylko łatwiej. 
Pozostaje trzymać kciuki... Hosi do toho!!!

W drugim meczu kibicuję oczywiście Polakom i mam nadzieję, że poradzą Oni sobie z Rosją.

Anci

9 czerwca 2012

EURO 2012 - dla mnie czeskie!

Ahoj,
wczoraj oficjalnie rozpoczęły się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Święty miesiąc dla wszystkich kibiców. Nie ukrywam, że dla mnie też....
Poczatkowo moje Euro miało wyglądać trochę inaczej ale niestety wszystko się pokomplikowało...No cóż organizacja, ale nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło.
Nie jest żadną tajemnicą komu na tych Mistrzostwach kibicuję. Oczywiście drużynie najbliższej mojemu sercu - Czechom.


Niestety los sprawił, że o awans do dalszej fazy turnieju rywalizują Oni z Polską. Z drugiej strony to może dobrze. Polacy (z małymi wyjątkami) tak mało wiedzą o swoich południowych sąsiadach, że może Euro pomoże w jakimś lepszym poznaniu. Chyba jestem zbyt wielką optymistką ale na to właśnie liczę.
Jeśli chodzi o Warszawę nareszcie to miasto zaczęło żyć, nareszcie coś tu się dzieje. Uwielbiam atmosferę gdy ulicami ciągnął tłumy kibiców odziane w barwy narodowe (PŚ w Zakopanem x 10). Lol nawet nie wiedziałam, że Polacy posiadają tyle koszulek, flag, i innych biało - czerwonych gadżetów. Szkoda tylko, że tak rzadko je eksponują np. w święta narodowe.... Abstrahując idąc wczoraj przez centrum czułam się fantasycznie. Paradując w swojej koszulce czeskiej reprezentacji z tatuażem czeskiej flagi za uchem kilkanaście razy zostałam nazwana Czeszką hmm boskie uczucie :). Dodam, że w strefie kibica byłam jedyna w takiej kosuzlce. W ogóle zagraniczni kibice póki co nie dopisali. Kilku Greków, Włochów, Chińczyków i Irlandczyków ginęli w gigantycznej grupie dziwacznych polskich osobników. Najlepszy był zdecydowanie mistrz piwa + góralskiego sera potocznie zwanego warkoczem, kapelusza w polskich barwach oraz jeansach dosłownie obczepionych polskimi flagami. Miał ich tam chyba z 15 :D... jakby jedna nie starczyła...
Jeśli mam coś dodać jeśli chodzi o oranizację największej strefy kibica (Warszawa) no cóż jest przyzwoicie. Pomijając wpuszczanie nietrzezwych na obszar strefy, mało przyjemny zapach (nie wnikam skąd się wziął) oraz błoto i woda w podziemiach (ale to przecież wina deszczu) aha no i zero informacji w innym języku niż polski.... Brawa dla Pani ochroniarz, która krzyczała do Greków po polsku :D

Przejdzmy jednak do pierwszych boiskowych emocji. Mecz otwarcia Polska - Grecja zakończony remisem 1-1... no cóż fantastyczny gol Roberta Lewandowskiego i dobra gra trio z Dortmundu (Piszczek - Błaszczykowski - Lewandowski) a to zaskoczenie :D. Reszta jak zawsze czyli słabo... Emerytowana reprezentacja Grecji dała sobie radę i wyrównała. Po głupim zachowaniu polskiego bramkarza Wojtka Szczęsnego mogli prowadzić ale karnego nie wykorzystał Giorgos Karagounis...a propos urodzony w 1977 roku a momentami na boisku był lepszy niż o wiele, wiele młodsi Polacy. Końcówka meczu należała do Greków także remis uważam za sprawiedliwy rezultat chociaż wolałabym jednak zwycięstwo Polaków. Wrażenie robił pełen ludzi stadion :)
Ha ha ha motto meczu - Alexander Payne patrzy :D

Zdecydowanie większe emocje wzbudził u mnie drugi mecz gdzie Rosja niestety pokonała CZECHY aż 4 - 1 :(
Do tej pory bolą mnie ręce od trzymania kciuków. Nie urkywam, że grałam z chłopakami na boisku :)... strasznie przeżywałam. Niestety nie pomogły moje oznaki wsparcia, nie pomogła nawet koszulka, tatuaż ani głośne odśpiewanie hymnu na środku pokoju (przepraszam sąsiadów za śpiew i niecenzuralne słowa).


Skład Czechów: Petr Cech, Michal Kadlec, Tomas Sivok, Roman Hubnik, Theo Gebre Selassie, Petr Jiracek (76 min Milan Petrzela), Jaroslav Plasil, Jan Rezek (46 min Tomas Hubschman), Tomas Rosicky, Vaclav Pilar, Milan Baros (85 min David Lafata)

Mimo wszystko tempo meczu było zaskakujące. Pierwsza połowa a szczególnie jej początek należał do Czechów. Świetna gra skrzydłami. Rewelacyjny Vasek Pilar, Theo Gebre Selassie i Petra Jiracka.


Petr Jiracek 

Niestety brakowało cwanego napastnika, który skończyłby którąś z pieczołowicie przygotowanych wcześniej akcji. Nie rozumiem dlaczego na boisku nie pojawił się Marek Suchy grający na co dzień w Spartaku Moskwa a więc doskonale zna rosyjską taktykę i sposób gry. Nie rozumiem też ustawienia z wysuniętym do przodu Milanem Barosem... z całym szacunkiem dla tego piłkarza i Jego wyglądu :D ale prędkość już nie ta co kiedyś....i jeszcze ta kontuzja z ostatnich dni.
W 15 minucie Rosjanie strzelili pierwsza bramkę, która jednak nie załamała Czechów. Dalej rozgrywali mecz w bardzo szybkim tempie ale  brakowało wykończenia...Rosjanie to zespół niebezpieczny nie na środku boiska za to pod bramką rywala wyczyniają straszliwe rzeczy.  Trzeba przyznać, że fatalnie w bramce zachowywał się Petr Cech, co mnie osobiście bardzo załamało. Po świetnym meczy w finale Ligi Mistrzów liczyłam, że będzie On jednym z najmocniejszych filarów Czeskiej Reprezentcaji :(... Jeśli już omawiam grę piłkarzy grających w klubach angielskich po kontuzji nie ma już śladów u mojego ukochanego Tomasa Rosickiego (uwielbiam Jego oczy i to jak szaleje z piłką na boisku)...niesamowity po prostu niesamowity.


Tomas Rosicky 

Do przerwy Rosjanie prowadzili 2-0... mimo wszystko Czesi nadal wyglądali na zdeterminowanych. 
W drugiej połowie od samego początku atakowali. 
Na boisku pojawił się doświadczony Tomas Hubschman, który wszedł za Honze Rezka co było bardzo dobrą zmianą ale jak dla mnie zbyt pózno trener Bilek się na nią zdecydował. 
W 52 minucie po podaniu Jiracka rewelacyjny Vaclav Pilar strzelił bramkę. Co zarówno na boisku, trybunach oraz u mnie w domu wywołało wielką euforię. Wróciliśmy z dalekiej podróży i każdy miał tego świadomość. Wyglądało na to, że bramka dodała skrzydeł czeskiej drużynie. Coraz śmielej poczynał sobie Pilar, rywali ogrywał też Gebre Selassie rozpędzali się Kadlec i oczywiście Jirasek.


Petr Jiracek, Vaclav Pilar

W 76 minucie trener zdecydował się na zmianę ustawienia. Boisko opuścił Petr Jiracek w Jego miejsce pojawił się mój ukochany czeski piłkarz Milan Petrzela. Ah jak ja Go uwielbiam... bezpośredni z Niego facet i do tego ta Jego fryzura :)... zaczęłam wzdychać do telewizora. 


Milan Petrzela 

Radość nie trwała jednak długo nadzieja zdradliwa nadzieja na remis umarła w 79 minucie kiedy to strzelec pierwszej bramki dla Rosjan Alan Dzagoev ponownie mocnym strzałem wpakował piłkę do bramki Petra Cecha. Co się działo tego dnia z Cechem to chyba pytanie zadawane na całym świecie kilkukrotnie. Czesi jednak nie rezygnowali, próbowali dalej. Na kilka niezwieńczonych bramką akcji Czechów Rosjanie odpowiadali jedną ale za to perfekcyjną. Było zatem 3-1 a ja omal nie dostałam zawału. 
Na boisku nadal przebywał bezradny Baros i nawet gwizdy czeskiej publiczności nie zmotywowały trenera Bilka do wprowadzenia do gry jednego z młodych napastników np. Necida czy Pekharta.
W 82 minucie zdezorientowanie czeskiej obrony wykorzystał Pavlyuchenko i gwoźdź do trumny zwanej porażką został wbity... 4-1 jak to okropnie brzmi :(.
Dopiero w 85 minucie Bilek zdjął Barosa ale w Jego miejsce wprowadził weterana Davida Lafate (wtf?) co w sumie i tak nie miało większego znaczenia. 
Smutek, że pomimo naprawdę dobrej gry Czechów przegrali z Rosją (to boli podwójnie) tak wysoko. 
Jeśli chodzi o wnioski to napewno ustawienie 4-2-3-1 było fatalnym pomysłem. Późna zmiana Barosa, i zdecydowanie zbyt późne wprowadzenie na boisko agresywnego i szybkiego Petrzeli (warto odnotować, że strzelił bramkę ale niestety był na pozycji spalonej) brak Suchego oraz słaby bardzo słaby dzień Cecha.... to są powody tej porażki tak bardzo przykrej dla mnie. 


Vaclav Pilar 

Generalnie mecz mógł się podobać zauważalne było niesamowite tempo. Wierzę, że kolejne spotkanie z emerytowaną i pasywną Grecją będzie dla Czechów szansą. Czuję, że chłopcy dadzą sobie radę. Jeszcze jest szansa na wyjście z grupy. Najlepszym zawodnikiem czeskiej drużyny co warto odnotować był niewątpliwie strzeleć bramki Vaclav Pilar, który btw jest po prostu uroczy :).

Kluci do Toho!!!

Anci

6 czerwca 2012

Moim zdaniem: Najlepsi reżyserzy.

Ahoj,
były już moje ulubione aktorki, byli i aktorzy teraz przyszedł czas na najlepszych moim zdaniem reżyserów. To zadanie jest o wiele prostsze ponieważ nie ma ich zbyt wielu :)....
Generalnie bycie reżyserem to trochę niewdzięczna rola. Najciężej pracują a cały splendor spływa na aktorów grających w stworzonym przez Nich filmie. Mam tutaj głównie na myśli reakcję i odbiór publiczności.... ponieważ nagradzani są Bogu dzięki sowicie...
Z tym problemem świetnie uporał się George Clooney, który oprócz realizowania się (z wielkim powodzeniem) jako aktor zajmuje się również reżyserowaniem. Na swoim koncie ma już cztery filmy. W tym trzy naprawdę bardzo dobre.
A więc zaczynamy:

1) Alexander Payne


Flmy: "Spadkobiercy", "Schmidt", "Bezdroża", "Park Jurajski 3", "Wybory", "14e Arrondissement" (segment filmu "Zakochany Paryż".


2) George Clooney 


Filmy: "Niebezpieczny umysł", "Good night and good luck", "Miłosne gierki", "Idy marcowe".


3) Joel & Ethan Coen


Filmy: "Big Lebowski", "Fargo", "Bracie gdzie jesteś", "To nie jest kraj dla starych ludzi", "Okrucieństwo nie do przyjęcia", "Tajne przez poufne", "Prawdziwe męstwo".


4)  Quentin Tarantino


Filmy: "Pulp Fiction", "Kill Bill", "Kill Bill 2", "Bękarty wojny", Sin City - Miasto grzechu".


5) Steven Soderbergh


Filmy: "Ocean's 11, 12, 13", "Solaris", "Dobry Niemiec", "Erin Brockovich", "Traffic", "Co z oczu to z serca", "Seks, kłamstwa i kasety video".


6) Alfonso Cuaron


Filmy: "Wielkie nadzieje", "I Twoją matkę też", "Ludzkie dzieci".


7) Stephen Daldry


Filmy: "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", "Billy Elliot", "Godziny", "Lektor". 

To by było na tyle jeśli chodzi o reżyserów. Lubię wiele filmów ale Ci Panowie są dla mnie najlepsi w swoim fachu. Muszę dodać, że nie mogę się już doczekać nowego filmu meksykańskiego reżysera Alfonso Cuarona w którym główne role zagrają: George Clooney i Sandra Bullock. Niestety premiera filmu "Gravity" (bo i nim mowa) została przesunięta i nie wiem ile jeszcze dokładnie potrwają zdjęcia. To najbardziej oczekiwana przeze mnie premiera filmowa w roku 2013. 

Mejte se hezky 
aaa i na Euro kibicuję oczywiście CZECHOM <3

Anci




11 maja 2012

Moim zdaniem: Najlepsze aktorki.

Ahoj,
zgodnie z obietnicą po najlepszych aktorach przyszedł czas na najlepsze aktorki. Takich, które uwielbiam są zaledwie dwie to Michelle Pfeiffer oraz Geena Davis, którą dodatkowo uważam za ideał kobiecego piękna i mam nadzieję, że po prawie czterech latach przerwy wróci na wielki ekran. Pozostałe wymienione panie bardzo lubię i dostrzegam w Nich ogromny talent.

1) Michelle Pfeiffer


Filmy: "Człowiek z blizną", "Frankie i Johnny", "Młodzi gniewni", "Szczęśliwy dzień", "Głębia oceanu", "Sam", "Gwiezdny pył", "Nigdy nie będę twoja", "Powrót Batmana".

2) Geena Davis


Filmy: "Ich własna liga", "Sok z żuka", "Thelma i Louise", "Tootsie", "Długi pocałunek na dobranoc", "Wypadki chodzą po ludziach", "Mucha", "Przypadkowy bohater".

3) Sharon Stone


Filmy: "Nagi instynkt", "Diabolique", "Potężny i szlachetny", "Gdyby ściany mogły mówić 2", "Bobby", "Alpha Dog".

4) Sandra Bullock


Filmy: "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", "Wielki Mike", "Przeczucie", "Dom nad jeziorem", "Narzeczony mimo woli", "Miasto gniewu", "Speed: niebezpieczna prędkość".

5) Jennifer Aniston


Filmy: "Żona na niby", "Tak to się teraz robi", "Kobiety pragną bardziej", "Dorwać byłą", "Gwiazda rocka", "

6) Vera Farmiga


Filmy: "W chmurach", "Sierota", "Chłopiec w pasiastej piżamie", "Kod nieśmiertelności", "Infiltracja", "Rozstania i powroty", "Aż do kości".

7) Nicole Kidman


Filmy: "Gra o życie", "Peacemaker", "Oczy szeroko zamknięte", "Inni", "Wzgórze nadziei", "Moulin Rouge!", "Australia", "Żona na niby".

8) Patricia Clarkson


Filmy: "Good night and good luck", "Cud w Lake Placid", "Zielona mila", "Elegia", "Wszyscy ludzie króla", "Miłość Larsa".

9) Viola Davis


Filmy: "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", "Służące", "Noce w Rodanthe", "Wątpliwość", "Solaris", "Niepokój"

Dziesiąte miejsce póki co zostawiam wolne... licząc na to, że o kimś zapomniałam. Hmm nie ukrywam, że z aktorami było zdecydowanie łatwiej :) 

Mejte se fajn
Anci


7 maja 2012

Moim zdaniem: Najlepsi aktorzy...

Ahoj,
rozpoczynam mini cykl pt: "moim zdaniem"...  Jako, że ostatnimi czasy oglądam wiele filmów postanowiłam stworzyć własny ranking najlepszych aktorów. W kolejnej części pod lupę pójdą najlepsze aktorki. Pod zdjęciami wypiszę również filmy, które z udziałem danego aktora polecam.
Ajć chyba już mogę o sobie powiedzieć kinomaniaczka hmm dlatego też warto wszystkie moje opinie podsumować:)


1) George Clooney 



Filmy: "W chmurach", "Good night and Good luck"(+ reżyseria) ), "Człowiek, który gapił się na kozy", "Idy marcowe" (+ reżyseria), "Spadkobiercy", "Bracie gdzie jesteś", "Tajne przez poufne", "Ocean's 11, 12, 13", "Solaris", "Szczęśliwy dzień".

2) Keanu Reeves


Filmy: "Słodki listopad", "Dom nad jeziorem", "Spacer w chmurach", "Adwokat diabła", "Mały Budda", "Moje własne Idaho", "Constantine".

3) Richard Gere


Filmy: "Mój przyjaciel Hachiko", "Noce w Rodanthe", "Gliniarze z Brooklynu", "Niewierna", "Fatalna namiętność", "Lęk pierwotny", "Sommersby".

4) Al Pacino


Filmy: "Frankie i Johnny", "Człowiek z blizną", "Ojciec chrzestny I, II, III", "Życie Carlita", "Zapach kobiety",  "Gorączka", "Ocean's 13", "Podwójna gra", "Adwokat diabła", "Informator".

5) Tom Hanks


 Filmy: "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", "Zielona mila", "Szeregowiec Ryan", "Ich własna liga", "Forrest Gump", "Złap mnie jeśli potrafisz", "Bezsenność w Seattle".

6) Robert De Niro


Filmy: "Ognisty podmuch", "Fan", "Ojciec chrzestny II", "Chłopcy z ferajny", "Harry Angel", "Depresja gangstera", "Gorączka", "Poznaj mojego tatę", "Rozgrywka". 

7) Sean Penn


Filmy: "Cienka czerwona linia", "Sam", "Życie Carlita", "Obywatel Milk", "Wszyscy ludzie króla", "Zabić prezydenta", "Rzeka tajemnic", "Wszystkie odloty Cheyenne'a".

8) Jason Bateman


Filmy: "W chmurach", "Tak to się teraz robi", "Juno", "Zamiana ciał"

9) Pierce Brosnan


Filmy: "Jutro nie umiera nigdy", "Golden Eye", "Miłość ma dwie twarze", "Śmierć nadejdzie jutro", 
"Twój na zawsze", "Autor widomo".

10) Mark Wahlberg


Filmy: "Strach", "Gniew oceanu", "Złoto pustyni", "Gwiazda rocka", "Vince niepokonany", "Nostalgia anioła", "Fighter", "Infiltracja".

11) David Strathairn


Filmy: "Good night and Good luck", "Męski sport", "Ich własna liga", "Nieproszeni goście", "Jagodowa miłość", "Ultimatum Bourne'a".

12) Dustin Hoffman


Filmy: "Absolwent", "John i Mary", "Mały, wielki człowiek", "Tootsie", "Rain Man", "Marzyciel", "Po prostu miłość".

13) Ralph Fiennes


Filmy: "Wichrowe wzgórza", "Lista Schindlera", "Angielski pacjent", "Koniec romansu", "Lektor", "Wierny ogrodnik". 

14) Jeff Bridges


Filmy: "Człowiek, który gapił się na kozy", "Prawdziwe męstwo", "Big Lebowski", "Spadaj", "Szalone serce".

15) Jake Gyllenhaal



Filmy: "Bracia", "Kod nieśmiertelności", "Tajemnice Brokeback Mountain", "Transfer", "Miłość i inne używki"

To chyba na tyle... z ostatnimi miejscami miałam duży problem. Cenię wielu aktorów dlatego też od miejsca ósmego kolejność jest losowa.

Bawcie się dobrze...
Anči


26 marca 2012

Inspiracje?

Ahoj,
ostatnio bardzo wiele osób pyta mnie co jest moją inspiracją? hmm dobre pytanie…. Do tej pory jakoś specjalnie się nad tym nie zastanawiałam. Żyłam jak żyłam robiąc to co po prostu w danej chwili sprawia mi przyjemność.Nie oglądając się na nikogo i na nic. Może jednak to dobry czas, żeby powiedzieć sobie jasno co tak naprawdę mną kieruje. Jestem strasznie ciekawa do jakich wniosków uda mi się dojść.
Inspiracje czymże one w ogóle są? pewnie dla każdego czymś zupełnie innym. A czym są dla mnie?

Otóż dla mnie zdecydowanie każdy napotkany człowiek jest swoistą inspiracją. Wychodzę z założenia, że od każdego człowieka jaki staje na naszej drodze zwanej życiem mogę się czegoś istotnego nauczyć. Dobrego bądz złego, wielkiego bądz małego, miłego bądz smutnego ale zawsze. Kilkanaście lat temu postanowiłam otworzyć w swojej głowie archiwum. Ustawiłam tam kilkadziesiąt małych szafek a w zasadzie upchnęłam ich tam jak najwięcej licząc na to, że jeszcze wiele lat w pełnym zdrowiu będę egzystować na tym świecie. W każdej z tych szuflad postanowiłam zamykać na klucz rzeczy przechwycone od wszystkich spotkanych ludzi. Kiedy przychodzi odpowiedni momant wchodzę w głąb siebie, odszukuję właściwą szufladę oczywiście podpisaną, otweram ją i korzystam z jej zawartości. Nie ważne ile mam lat cały czas się uczę, cały czas poznaję nowe rzeczy, testuję siebie…. Wszystko co zgromadzę w szufladach a muszę przyznać, że po 24 latach uzbierała się tego całkiem pokazna kolekcja na pewno prędzej czy pózniej mi się przyda.


Aktualnie mogę uważać się za wewnętrznie bogatą osobę dzięki tym wszystkim ludziom, których spotkałam, którym coś zabrałam…Oni mnie kształtowali, nauczyli być bardziej odporną, natchnęli do wnikliwego poznania siebie. Muszę też wspomnieć o moich przyjaciołach, dzięki którym chce mi się chcieć… dzięki którym jestem. Z tych bardziej przyziemnych rzeczy mających wpływ na moją osobę warto wymienić muzykę bez której nie wyobrażam sobie życia. Muzykę wielkiego Michaela Jacksona z którą zaczynam i kończę każdy swój dzień. To postawa i twórczość Michaela wykształcila we mnie wielką wrażliwość na otaczający mnie świat i ludzi. To na Jego muzyce się wychowywałam i mam wrażenie, że ona była ze mną zawsze i wszędzie.
Fragment jednej z Jego piosenek pt.”Man in the mirror” :

„Zaczynam od człowieka w lustrze.
Proszę go, by zmienił swoje poczynania.
I żadne inne przesłanie nie mogło być jaśniejsze.
Jeśli chcesz uczynić świat lepszym miejscem
Spójrz na siebie i wtedy dokonaj zmiany”
stał się on moją mantrą życiową, którą powtarzam sobie zawsze gdy coś mi się nie podoba, bądz czegoś nie rozumiem.

Podsumowując to człowiek jest moją największą inspiracją a takie czynniki jak muzyka czy uśmiech znacząco pomagają w inspirowaniu mnie i sprawiają, że moje życie nie jest nudne:).

Anči


21 marca 2012

W jak Wisła part 2

Ahoj,
niedziela w Wiśle była zdecydowanie dziwna ale niewątpliwie sympatyczna, i pełna niespodzianek.
Rano obudziłam się ok godziny 6:00, dziewczyny jeszcze spały. Ponieważ czekała mnie przeprowadzka zaczęłam ogarniać swoje rzeczy. Zawody rano to jednak straszne zło :). Kiedy wszystkie byłyśmy już spakowane zadzwoniłyśmy po taxówkę (tę samą, którą jeździłyśmy przez ostatnie kilka dni)... Bagaże zostawiłyśmy u Sashki & spółki i całą czteroosobową grupą udałyśmy się na skocznię, gdzie właśnie rozpoczynał się trening.
Było ciepło ale ponownie wy znaki dały się nam roztopy...
Starałam się tym jednak nie przejmować w pełni korzystając z "przywilejów" jakie dawała mi akredytacja. No cóż po prostu robiłam zdjęcia. Kocham atmosferę Pucharu Kontynentalnego gdzie nikt nie robi problemów, gdzie nie ma psychicznych ochroniarzy traktujących cię jak bydło. Spokojnie zatrzymywałam kojonych skoczków, żeby zdjęcia były jak najlepsze. W między czasie porozmawiałam jeszcze chwilę z Borkiem i nie wiem czemu ale plątałam czeskie słowa.... ehh.
Mimo wszystko udało nam się podyskutować na temat mojego zakręconego tatuażu. Teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia :)



Jak się okazało po tych kilku latach mojej nieobecności na zawodach zarówno PŚ jak i PK wielu ludzi związanych ze skokami jak i samych skoczków nadal mnie pamiętało. To w sumie bardzo miłe. Hmm przecież np Martina Cikla nie widziałam grubo ponad trzy lata. Nie wiem czy to w związku z moją wielką miłością do Czech oraz do czeskiego teamu czy z tym, że miałam na sobie swoją czeską kurtkę ale skoki Czechów były dla mnie niesamowicie ważne. Oprócz robienia zdjęć obserwowałam skoki niektórych zawodników. O tym, że nie lubię tej skoczni wspominałam już w pierwszej części relacji. Silny wiatr wiejący na górze rozbiegu spowodował, że pierwsza seria niemiłosiernie się ciągnęła. Słabsi zawodnicy oddawali ku sporemu zaskoczeniu bardzo dobre skoki. Świetnie skoczyli Jiri Mazoch i Tomas Zmoray co bardzo mnie ucieszyło. Uśmiech Tomasa podczas naszej rozmowy był po prostu bezcenny :)


Nie będę ukrywała, że ostatnio bardzo spodobał mi się pewien skoczek (tym razem jednak nie z Czech) . Celem numer jeden na niedzielę była szczegółowa obserwacja tego przystojnego Pana i zrobienie mu ładnego zdjęcia.
Cel został osiągnięty a i generalnie cały pobyt na skoczni uważam za bardzo miły. Dalsze pozytywne emocje w drużynie norweskiej wywoływała moja czapka :)... w sumie czemu się dziwić jest bardzo fajna :)
Wspólnie z Violą złapałyśmy też fazę na jednego bardzo sympatycznego Niemca, który używał ładnych perfum i wiedział czym jest masaż pleców :P
Mnie osobiście zaintrygował jeszcze nowy image Clinta Jonesa, który obecnie jest trenerem amerykańskich skoczków. Ahh pamiętam jeszcze te czasy kiedy wspólnie z Alanem Albornem byli jedynymi liczącymi się reprezentantami USA.
Niewątpliwie najbardziej zakręconą osobą na skoczni był Ildar, który co jakiś czas zatrzymywał się przy mnie i mówił po rosyjsku licząc na to, że coś zrozumiem... niestety niewiele rozumiałam za to nauczyłam się zwrotu „magu zdjelat Tjeba snimku“ ... hardcorowy język :P.



Konkurs podobnie jak i w sobotę zakończył się na jednej serii. To spowodowało, że bardzo dobre piąte miejsce utrzymał Jirka:). Przystojny Pan załapał się natomiast na podium. Aż miło było robić zdjęcia nagradzanej szóstce. Od przystojnego Pana, którym był Andreas Stjernen (ha ha ha zdradziłam) dostałam kwiatki.... to było zaskakujące ale jakże miłe wydarzenie. Zawsze chciałam dostać od lubianego zawodnika bukiet z podium.... Szkoda, że były to tulipany i, że nie zdołałam ich dowieść do Warszawy
Generalnie na skoczni brylowali Norwegowie, wszędzie było ich pełno a i moją uwagę udało im się przykuć. Nawet Czesi nie byli w stanie temu zapobiec, co było już naprawdę bardzo dziwnym zjawiskiem.
Oprócz Stjernena bardzo fajny okazał się również Vegard Swensen, który przez to, że mieliśmy identyczne czapki cały czas się do mnie uśmiechał :)


Po powrocie do apartamentu obejrzałyśmy konkurs drużynowy Mistrzostw Świata w lotach. Czesi niestety się nie popisali ale miło było zobaczyć chłopaków szczególnie Janka i rewelacyjne skoki Romana. Trzeba przyznać, że ten sezon w Jego wykonaniu był fenomenalny. Zjadłyśmy pizzę (kolejną w Wiśle :P) i zaczęłyśmy przygotowania do ostatniej imprezy.
W klubie "Sofa" pojawiłyśmy się ok godziny 22:00. W odróżnieniu od zakopiańskiego "Morskiego Oka" nie było tam tłumów. Zarówno zawodnicy jak i kibice najwyraźniej pojechali do domów. W sumie zostali tylko Norwegowie i Rosjanie, którzy stawili się w klubie w liczbie dwóch (Ilja i Georgiy). Skoro byli Norwegowie nie mogłam narzekać.
Zamówiłam piwo i rozmawiałam z dziewczynami. Zaskakująco łatwo mi się tego wieczoru piło. Kiedy zwolniła się duża loża od razu ją zajęłyśmy. Po chwili zaczęli zagadywać do nas Atle i Andreas. Razem z Kimem przysiedli się do nas i zaczęła się pasjonująca rozmowa...
Hmm podobno zawodnicy piją tylko w kilku krajach w Polsce, Czechach no i oczywiście w Planicy (Słowenia)... Kim zdradził, że w Norwegii jedno piwo kosztuje tyle co u nas cztery.
Kim jest naprawdę bardzo sympatyczny. Niestety strasznie rozczarował mnie swoim zachowaniem Andreas ale cóż nie można mieć wszystkiego....
Skończyło mi się piwo więc postanowiłam udać się do baru. Zaoferowałam, że przyniosę piwo również dla dziewczyn. Przy barze zaczepił mnie Robert. Porozmawialiśmy (trzeba przyznać, że rozmowa się kleiła) przerwałam ją jednak ponieważ wiedziałam, że dziewczyny czekają na piwo. Przeprosiłam i stwierdziłam, że za chwilę wrócę.
W loży nie było miejsca a ja nie chciałam się wpychać tym bardziej, że dziewczyny były zajęte rozmową. Usiadłam zatem w następnej, która była pusta. Po ok 5 minutach dołączył do mnie Robert i kontynuowaliśmy naszą rozmowę. Było bardzo sympatycznie i okazało się, że mamy wiele wspólnego. Hehe najzabawniejsza była sytuacja kiedy to zauważył mój tatuaż i stwierdził, że z drugiej strony powinnam sobie wytatuować norweską flagę a jeśli nie za uchem to na sercu :). Obiecałam, że rozważę :D.
Pomoc w kupnie drinków zaoferował Ole Marius miło z Jego strony ale czemu nie uprzedził, że przyniesie jakąś żurawinową mieszankę? :D... Po zestawieniu tego z piwem i norweskim (mocnym) snusem czułam się jakby to określić? średnio :D. Bogu dzięki Robert zadbał o to, żeby nic mi się nie stało :). Potem wspólnie ogarnialiśmy innych ludzi. Dogadałam się z Eweliną i zadzwoniłam po taxówkę. Jechałyśmy (ja + Ewelina) wspólnie z Robertem i Kennetem. Odstawiłyśmy chłopaków do hotelu, pożegnałyśmy się a ja zaliczyłam spektakularny upadek :D i wróciłyśmy do apartamentu. Po drodze spotkałyśmy Atle, który pieszo z nowo poznaną koleżanką spacerował do Geovity. Spotkałyśmy jeszcze kogoś ale tego już nie skomentuję. Powiem tylko tyle, że zachowanie niektórych osób było żenujące.
O dziwo po spacerze poczułam się lepiej, dużo lepiej i kiedy inni poszli spać ja wraz z Violą wypiłyśmy dwie kawy i zabrałyśmy się za oglądanie gali Oscarowej. Bardzo chciałam zobaczyć Georga Clooneya (mrauu) odbierającego statuetkę dla najlepszego aktora. Niestety nie było mi to dane, ponieważ tę prestiżową nagrodę otrzymał Jean Dujardin za rolę w niemym filmie "Artysta". Otrzymał oczywiście niezasłużenie.



Do dzisiaj nie rozumiem decyzji akademii.... Mimo to z Violą miałyśmy bardzo dobre humory cały czas nabijając się z pewnego osobnika o wdzięcznym imieniu o którym jednak nie wspomnę :D.
Nie poszłyśmy spać... 
Poniedziałek to powrót do domu tym razem autobusem. Długie 6 godzin...ale przynajmniej się wyspałam no i do Katowic jechałam wspólnie z dziewczynami:).
Podsumowując zdecydowanie był to iście norweski wyjazd. Nie przypuszczałam, że oprócz Janka, Borka i Tomasa mogę jeszcze tak bardzo polubić jakiegoś skoczka. Myliłam się zyskałam nowego ulubieńca i bardzo się z tego powodu cieszę :)... George nie dostał Oscara ale na to akurat nie miałam żadnego wpływu.

Girlsy wielkie diky za nice towarzystwo i fajną zabawę. Nie zapominam o niedzielnym noclegu :*

Mějte se fajn

Ančík

13 marca 2012

W jak Wisła part 1

Ahoj,
minął już jakiś czas od mojego powrotu z Wisły ale wydaje mi się, że dopiero teraz mogę z trzezwą głową opisać ten dziwny a nawet bardzo dziwny wyjazd. Wisła to dalej dzikie miasto. Kompletnie nic się nie zmieniło od 2008 roku, kiedy to byłam tam po raz ostatni. Nadal nie ma żadnego normalnego klubu w którym można się pobawić, nadal nie ma tam właściwie co robić. Ehh zupełnie tego nie rozumiem, ponieważ to miejscowość typowo turystyczna lub jak kto woli rekreacyjna.
Generalnie na początku należy postawić sobie pytanie po co właściwie tam pojechałam? otóż po Zakopanem ponownie nakręciłam się na skoki i nie mogłam przepuścić takiej okazji. Zresztą uwielbiam konkursy Pucharu Kontynentalnego są one zdecydowanie fajniejsze niż PŚ-ie.
Jeśli chodzi o podróż to przebiegła bez większych problemów, a nawet ze sporymi niespodziankami. Pociąg Inter city jakim jechałam do Katowic okazał się ku mojej wielkiej radości pociągiem jadącym przez Katowice do czeskiej Pragi :).... Potraktowałam to jako dobry prognostyk na cały wyjazd. Jakże ogromny był mój smile na buzi, kiedy do przedziału wszedł Pan z wagonu restauracyjnego proponując "pivo, vino, dzus, vodu" .... ahh Czechy <3. Sam wagon był prawie pusty a w przedziale przez całe 2 h prowadziłam pasjonujący dialog z chłopakiem z Fundacji republikańskiej :) było ciekawie...
Kiedy dotarłam do Katowic na peronie czekała już na mnie Agnieszka... potem wspólnie przemierzałyśmy "cudowne" Katowice w celu dostania się na dworzec autobusowy. Następnie prawie 2 godzinna podróż do Wisły...
Ponieważ wyjazd przesunął się o jeden dzień trzeba było się spieszyć by dotrzeć na skocznię choćby na kawałek treningów. Po większych kombinacjach ostatecznie się udało. Piątek spędziłyśmy na uboczu bez większej analizy składów oraz rezultatów osiąganych przez zawodników. Pogoda.... właśnie to najgorszy minus wyjazdu. Plusowa temperatura i te obrzydliwe roztopy. Wisła jak zwykle zresztą nieprzygotowana... wielkie zaspy śniegu będące pozostałością po gigantycznych opadach i wysokich mrozach niemiłośiernie topniały... W butach była po prostu rzeka... a mogłam zabrać kalosze albo chociaż buty na zmianę. Nie wiem co mnie też podkusiło aby na głowę założyć norweską czapkę. Nie przewidziałam, że wzbudzi ona tyle sensacji... Już w Katowicach reagowano na nią okrzykiem "ejj fajna czapka" :D
W sumie w piątek nic ciekawego na skoczni się nie działo za to już powrót do centrum Wisły był jak najbardziej godny odnotowania :D... Razem z Agą wolnym krokiem przeszłyśmy krętą ulicę z zamiarem dotarcia na przystanek autobusowy. W duszy modliłyśmy się aby coś o tej póznej porze jechało. Udało się jechał autobus ha ha ha a sympatyczny Pan kierowca zaproponował nam podróż nie tylko do centrum ale do samego Wiednia i to za free :) pozytywny człowiek :)...
W centrum odwiedziłyśmy sklep (lol jest w Wiśle taki czynny do 21:00), zjadłyśmy smurfowe lody, potańczyłam tańce ludowe na ulicy w rytmie sztucznych ogni :P (trafiłyśmy akurat na huczne rozpoczęcie jakichś zawodów coś związanego z Anną Komorowską ale nie wiem o co cho dokładnie). Podsumowując był po prostu fun:). Mijając "Start" oczywiście musiałyśmy z Agą wejsć centralnie na Borka no bo jak inaczej... cały czas nie ogarniam o co chodziło z tym kotem :D....ale Aga już nigdy więcej się z Tobą nie cofam :D.
O wieczorze pisać nie będę powiem tylko, że stał on pod znakiem, Zimy, Jacka Danielsa, słoweńsko - rosyjskiego billarda i skradzionego kufla z Sofy :D. Kolejna zła noc, która sprawiła, że obudziłam się z wielkim bólem głowy.
Sobota była już znacznie lepsza :) do naszej dwójki dołączyła Justyna i tak oto zaczęły się śpiewy "nie, nie boję się" i innych górnolotnych przebojów.
Ponieważ skoki były dopiero po południu spokojnie obejrzałyśmy komedię "Tak to się teraz robi" ze słodkim Jasonem Batemanem <3 (uwielbiam Go) jednocześnie zajadając się pizzą.


Pierwszy konkurs nudny... zaledwie jednoseryjny. Na rozbiegu podobno wiało. Ciężko mi to oszacować ponieważ na dole było spokojnie a góry po prostu nie widać... tak już "Malinka" została zaprojektowana... kibic niestety nie widzi jak skoczek wychodzi z progu...Ja jednak wolę zakopiańską "Wielką Krokiew".
Jeśli mam być szczera kompletnie nic mi się tego dnia nie chciało....nawet nie wyjęłam aparatu a i jakoś nie byłam skora do rozmów. Wymieniłam kilka zdań z Borkiem, Jirim i Zmordym ale myślami byłam w Vikersund, gdzie przecież skakał Honza. Co chwilę ktoś wisiał na telefonie pytając rodziców, czy znajomych o wyniki. Kiedy dowiedziałam się, że Maturyn pobił swój własny rekord życiowy szybując 208 metrów(i chrzanić te ponad 26 pkt odjęte za wiatr) humor natychmiast mi się poprawił :). Żałowałam tylko, że nie mogłam tego zobaczyć. Nie omieszkałam jednak po powrocie do willi złożyć serdecznych gratulacji Jankowi :) dodam, że był bardzo szczęśliwy :)... ha nie tylko On :). Fajnie było po tylu latach spotakać Karolinę i sobie z Nią pogadać :)
Największym nieporozumieniem dnia była słowacka podróż do domu :D... mimo wszystko Tomas jest uroczy i po prostu Go uwielbiam :) uśmiech he he he :)
Po małych turbulencjach dotarłyśmy do pensjonatu... i opornie zaczęłyśmy ogarniać się do wyjścia do Sofy. W między czasie zjadłyśmy jeszcze jedną pizzę (ta była świetna) i wydurniałyśmy się przed chatroulette. Dzieci miały zabawę :D... ohh szkoda, że nam zablokowało tego fajnego Włocha :(
Wieczór był zdecydowanie crazy... he he he chociaż w moim wypadku całkowicie trzezwy :)
Najbardziej ucieszył mnie widok Tonia, którego już kilka lat nie widziałam... poznało się również kilku nowych ludzi z którymi znajomość zdecydowanie rozkwita:). Zabawni byli Słoweńcy, którzy masakrowli tablicę do lotek :). Fajnie, że tvp sport powtarzał wieczorem loty z Vikersund. Mogłam spokojnie zobaczyć rekordowy lot Janka :)... urocza była reakcja całego baru na zapsuty skok Schlierenzauera. Ha nie tylko ja Go nie lubię. Robert Hrgota rozwalił mnie komentarzem pewnego czeskiego zawodnika :D
Impreza generalnie fajna, niektórzy zakończyli ją pod stolem inni na stole a ja wychodziłam zadowolona :)
Po tym jak dotarłyśmy do pensjonatu udałam się pod prysznic a następnie z dziewczynami obejrzałyśmy jeszcze kawałek filmu "Spadkobiercy" z George Clooneyem oczywiście <3.... jeszcze wtedy wierzyłam, że George otrzyma Oscara dla najlepszego aktora za rolę właśnie w tym właśnie filmie. Jak bardzo się myliłam miałam okazję przekonać się w niedzielę.
Mimo wszystko zachęcam do obejrzenia....bo warto :)


To tyle w pierwszej części... najfajniejsza jednak była niedziela :)
mejte se hezky


Anči