28 sierpnia 2012

III Memoriał Kamili Skolimowskiej część druga


Ahoj,
niedziela miała być najbardziej pracowitym dniem podczas całego wolontariatu i faktycznie takim była. W hotelu pojawiłam się jakoś po 9:00.  Kasia z Anią pracowały tam dzielnie już od godziny 8:00...
Praca taka sama jak w sobotę: welcome desk, wydawanie numerów startowych i akredytacji oraz przyjmowanie ostatnich lekkoatletów. Pomijając oczywiście ciekawe rozmowy z tymi sportowcami, którzy właśnie szli na śniadanie albo chcieli przeczytać tzw. tablicę ogłoszeń. Tego ranka najbardziej rozwalił mnie Marek Plawgo pseudonim "Pan Plawgo", który przywitał się zdaniem: "Dzień dobry, Pani wygląda na taką, która wszystko wie i wszystko potrafi załatwić" ha ha ha wiedział jak rozpocząć rozmowę :)...To czego potrzebował oczywiście udało się zorganizować :)
Chwilę później na dole pojawił się Bartek Nowicki, który z wszystkich Polaków zrobił na mnie najlepsze wrażenie . Genialny facet po prostu genialny :)....
Miałam też burzliwy dialog z Ukraińcami: Maksymem Mazurykem i Olexiyem Sokyrskiyyem na temat zespołu Gogol Bordello aż dziwne, że Oni nigdy nie słyszeli o Eugene Hutzu :D

Kiedy (stricte) biuro zawodów przeniosło się na Stadion Orła, mieliśmy chwilę na obiad. Chwalę szefa kuchni z Marriottu ponieważ przez wszystkie dni ciepłe dania były naprawdę świetne.
W niedzielę zaserwowano pierś z kurczaka w sosie pomidorowym do tego małe gotowane ziemniaczki i pełno sałatek oraz oczywiście nieodłączna różowa pianka na deser :).
Cieszę się, że tym razem uniknęłam rozlania porzeczkowego soku na biały obrus.... niestety często mi się to zdarza... ot taki mały restauracyjny peszek :D.
Jeszcze zdanie komentarza co do wystroju sali w której jedli lekkoatleci. Według mnie jej wystrój przypominał zlot komunistycznej partii z czasów PRL-u... czerwone siedzenia i elementy zastawy stołowej oraz zbyt duża ilość bieli... wrrr...

Po obiedzie pojechaliśmy na stadion... biedny Marcin, który nie wiedział w co ma ręce włożyć przkeazał nam nasze zadania i z Kasią rozpoczęłyśmy działanie. Oczywiście jako dobre dziewczynki miałyśmy pracować z dzieciakami. Nadzór nad grupą "koszykową" oraz kierowanie dzieciaków i ich rodziców na specjalny sektor.
Żar lał się z nieba, zmęczenie dokuczało ale entuzjazm motywował nas do pracy. Ja jak to ja znalazłam czas również na zrobienie kilku zdjęć. Warta odnotowania na pewno była ceremonia otwarcia podczas której największe gwiazdy memoriału wjechały na bieżnię stadionu na dachu wielkiego samochodu. Był tam między innymi takie sławy jak: Pavel Maslak, Tatiana Lysenko, czy Reese Hoffa.



 Jak widać sportowcom humory dopisywały. A i nas dostrzegli Szymon Ziółkowski i przuroczy Marcin Lewandowski szeroko się do nas uśmiechając :).
Prawie przez całe zawody byłam na bieżni gdzie z niesamowicie bliskiej odległości mogłam obserwować przygotowania biegaczek i biegaczy. Ależ Oni są umięśnieni o prędkości z jaką pokonują dystans 100 czy 200 metrów już nawet nie wspominam. Do tej pory zawody lekkoatletyczne widziałam tylko w tv także nie przypuszczałam, że to jest takie tempo.


Miejsce pracy jakie mi przydzielono bardzo mi odpowiadało jeszcze z jednego powodu. Otóż znajdowałam się vis a vis areny zmagań tyczkarzy. Nie jest tajemnicą, że to właśnie ta dyscyplina na tym memoriale najbardziej mnie interesowała. To wszystko za sprawą Steve Lewisa, którego niesamowicie polubiłam i z którym (jesli chodzi o sportowców) spędziłam najwięcej czasu. 
Steve ku mojej radości wygrał konkurs skoku o tyczce i otrzymał okazałe trofeum.


Po dekoracji zabrałam Steve, który zasygnalizował, że jest głodny do pomieszczenia dla mediów gdzie był bardzo smaczny catering. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Oscara Pistoriusa, któremu kibice po prostu nie dawali normalnie funkcjonować. Organizatorzy zadbali o to by miał On prywatnego ochroniarza, ale i On nie radził sobie z tłumem. Steve poprosił mnie aby Oscar mógł pójść z Nami. Oczywiście dało radę to zorganizować i Oscar mógł spokojnie zjeść i odetchnąć. Po ok 30 minutach załatwiłam chłopakom bus, który zabrał ich do hotelu. Oscar dziękując mi uściskał mnie a ja korzystając z mega sympatycznego dialogu ze Stevem postanowiłam zrobić sobie z nim zdjęcie.
Zdjęcia pomagają przecież utrwalić magiczne chwile z naszego życia :) a memoriał właśnie za takie uważam.


Jeśli mam być szczera to tak wkręciłam się w pracę, że nawet nie wiem kiedy skończył się memoriał. Zdążyłam wpaść jeszcze na wegetariańskiego kotleta ze szpinaku (rewelacja), napić się soku i trzeba było wracać na bieżnie. Większość sportowców bezpośrednio po zakończeniu konkursu w swojej dyscyplinie udała się do Marriottu więc i my mogliśmy na spokojnie, oficjalnie porobić sobie zdjęcia oraz przejść się po całym stadionie.
Kiedy zobaczyłam jednego z moich ulubionych biegaczy średniodystansowych Amerykanina Duane Solomona po prostu musiałam uchwycić Jego niesamowity uśmiech :)


Duane Solomon

Ah Ci lekkoatleci są zdecydowanie bardziej sympatyczni niż skoczkowie czy piłkarze. Może czas zmienić ulubioną dyscyplinę sportową?! :P

Moim prywatnym celem na memoriał było zrobienie sobie zdjęcia ze srebrną medalistką Igrzysk Olimpijskich z Londynu w rzucie młotem Anitą Włodarczyk. Od kilka lat jestem wielką fanką Jej włosów:). Ponieważ wcześniej Jej nie znałam nie mogłam wiedzieć jaka jest prywatnie chociaż obserwując zawody i wywiady można było przypuszczać, że jest sympatyczna. Teraz już wiem, że jest niesamowicie ciepłą i ambitną dziewczyną. Ha, to już druga taka osoba z Rawicza jaką przyszło mi poznać :)....
Każdy kto chciał mógł zrobić sobie z Nią zdjęcie, porozmawiać czy zdobyć Jej autograf. Z wielkiej kolejki jaka ustwaiła się przy wejściu na bieżnię po zakończeniu zmagań sportowych nikt nie został odprawiony z kwitkiem. I my wolontariusze chcieliśmy móc chociaż uścinąć Jej dłoń. Jako jedyna odważna posnawiłam zapytać czy jak już rozda wszystkim autografy poświęci chwilę naszej grupie. Zgodziła się bez wahania i po kilkunastu minutach podeszła do nas.  Ahh jestem pod ogromnym Jej wrażeniem. Swobodna, normalna chociaż niesamowicie silna i utalentowana osoba.... Pomimo kontuzji i różnych przeciwności losu zdobyła medal olimpijski... Niesamowicie imponują mi tacy ludzie.


Cel został osiągniety a kiedy stadion opustoszał zapakowaliśmy się do busa i wróciliśmy do Marriottu gdzie mieliśmy dopilnować by jak największa liczba sportowców trafiła na bankiet. Misja niemozliwa namówić zawodników aby wyszli z hotelu, wsiedli do autobusu i pojechali do restauracji oddalonej o kilka kilometrów. Po wielu perypetiach ostatecznie zebraliśmy kilkunastoosobową grupę sportowców i razem z Kasią podjęłyśmy się odstawienia Jamajczyków, Amerykanów oraz Ukraińców do samej restauracji. Z Kubą i Kasią mieliśmy tylko na chwilę wejść aby się napić a zostaliśmy prawie do samego końca... hmmm...Trzeba przyznać, że atmosfera była bardzo sympatyczna i każdy kto zdecydował się tam pojawić z pewnością wyszedł usatysfakcjonowany :)
Ja osobiście mogłam porozmawiać po czesku i słowacku z Zuzą (asystentką głównego menagera memoriału)... strasznie sympatyczna osoba, i cieszę się, że mogłam Ją poznać.
Mistrzem wieczoru a w zasadzie całego memoriału był Kenijczyk David Mutua, który delikatnie mówiąc przesadził z alkoholem i zaginął by potem odnalezć się pod Marriottem :).


Do domu dotarłam ok godziny 1:30... szybki prysznic, herbatka, i łóżko...  
Wcześniej zadeklarowałam, że w poniedziałek pomogę przy odjazdach zawodników, także trzeba było wstać ok. 6:00. Ale o tym w ostatniej części w której również podsumuję ten wspaniały wolontariat. 

Mějte se hezky

Anči

zdjęcia by Anyxx

22 sierpnia 2012

III Memoriał Kamili Skolimowskiej część pierwsza


Ahoj,
ostatnie 4 dni mego życia były bardzo ale to bardzo pasjonujące i z pewnością jeszcze długo będę je przeżywać. W niedzielę (19. sierpnia) w Warszawie na stadionie Orła odbył się III lekkoatletyczny Memoriał Kamili Skolimowskiej a ja już od sobotniego poranka pomagałam przy jego organizacji.
Sam pomysł wolontariatu wyszedł bardzo spontanicznie ponad tydzień temu. Na memoriał chciałam się wybrać jako zwykły widz ale po odwiedzeniu strony internetowej Fundacji Kamili Skolimowskiej postanowiłam napisać do organizatorów memoriału i zaoferować pomoc grupy Eaglesowych wolontariuszy :)...


Na odpowiedz nie czekałam długo a moja propozycja spotkała się z bardzo sympatycznym odbiorem. Razem z Marcinem (głównym organizatorem) omówiliśmy  telefonicznie wszelakie szczegóły. I tak odpowiadałam za odbiór zawodników a dokładniej tyczkarzy z lotniska, i ich transport do hotelu Marriott.


Otrzymałam prywatnego kierowcę Pana Krzysztofa (który okazał się być znanym trenerem ale o tym pózniej). Zawodników do hotelu transportowała jeszcze dwójka moich znajomych i chociaż wszyscy kierowcy byli bardzo sympatyczni ja trafiłam na tego najfajniejszego :).
Pierwszym sportowcem jakiego musiałam odszukać na lotnisku był srebrny medalista Mistrzostw Europy z 2010 roku Ukrainiec Maksym Mazuryk. Bardzo sympatyczny zawodnik, który nie bał się nosić koszulek z różowymi elementami (yeah).
Poczatkowo byłam bardzo zestresowana ponieważ nigdy wcześniej nie odbierałam sportowców z lotniska, ale wystarczyło 20 min i zaczęło mi się to podobać.
Kolejną osobą, którą polecono mi przetransportować do Marriottu był polski biegacz średniodystansowy, uroczy Bartosz Nowicki niestety Jego lot był lekko opózniony i odwiózł Go Kuba a ja poczekałam na przylot dwóch czeskich begaczy.


Chyba nikogo nie dziwi fakt, że z ich przyjazdu najbardziej się cieszyłam. Oprócz ogromnej frajdy: "bo to Czesi" liczyłam na rozmowę po czesku (i się nie przeliczyłam) :). Jakub Holuša biegacz średniodystansowy oraz sprinter Pavel Maslák (Mistrz Europy na dystansie 400 m Helsinki 2012) okazali się być świetnymi chłopakami z któymi od razu złapałam wspólny język. Oczywiście jednym z pierwszych pytań jakie mi zadali było "czy to jest prawdziwy tatuaż"? ha ha ha już się przyzwyczaiłam.

 Po przyjezdzie do hotelu okazało się, że pokój dla chłopaków nie jest jeszcze gotowy. Nie będę tego szerzej komentować ale uważam, że jeśli w tak znanym hotelu zakwaterowani są sportowcy biorący udział we sporej imprezie pokoje powinny być przygotowane od razu. No nic musieliśmy coś wymyślić by zagospodarować im czas... Chłopcy zostawili bagaże w przechowalni i poszliśmy do Złotych tarasów coś zjeść. Wybraliśmy włoską restaurację i wszyscy zamówiliśmy pizze. Opowiadali mi o Igrzyskach, lekkoatletyce w Czechach a ja o sporcie w Polsce i mojej fascynacji Czechami. Zdecydowanie najbardziej uroczy widok to Pavel karmiący wróble grissini :)
Po prawie dwóch godzinach odprowadziłam ich do hotelu i posiedziałam trochę z Kasią i Anią na welcome desku. O 13:30 umówiłam się z moim kierowcą i pojechaliśmy na lotnisko Modlin po jednego z najważniejszych gości :) Memoriału - angielskiego tyczkarza Steve'a Lewisa.

Droga do Modlina była dłuższa niż ta na Okęcie więc rozpoczęła się rozmowa z "kierowcą". Najpierw opowiadałam coś o sobie i o zawodniku po którego jedziemy (tak, tak wcześniej porządnie się w tym temacie przygotowałam), następnie rozmowa o Igrzyskach i wyczynach Polaków (zdziwiło mnie ile kuluarowych szczegółów zna Pan Krzysztof ale uznałam, że albo się tym interesuje ale jest czyimś znajomym) dalej poopowiadałam o Czechach i słuchaliśmy Queen'a, którego to p. Krzysztof posiadał w aucie kompilację największych hitów. Okazało się, że jest On wielkim fanem zarówno F.Mercury jak i Briana Maya. Miałam zatem pole do popisu ponieważ zespół Queen jest bliski mojemu sercu już od kilkunastu lat...

Niestety nie uniknęłam zaliczenia wpadki i była to wielka wpadka. Pan Krzysztof okazał się być Krzysztofem Kaliszewskim trenerem Anity Włodarczyk...tak, tak srebrnej medalistki IO z Londynu. Nie wiem jak mogłam Go nie poznać. Dalej trwałabym pewnie w niewiedzy gdyby do trenera nie zadzwoniła Anita... kiedy skończyli rozmawiać zapytałam nieśmiało: "Pan jest trenerem"....Odpowiedział "tak, trenuję Anitę Włodarczyk" .....
Ałłłłłłć w głowie zaczęłam się sama przed sobą tłumaczyć a to, że nie miał brody a to, że był szczuplejszy niż ten trener z telewizji... Nie zmienia to jednak faktu, że najzwyczajniej w świecie się nie popisałam. Było mi bardzo głupio ale po chwili znowu zaczęła się swobodna rozmowa. Skoki tematyczne polityka, historia, muzyka... Trzeba przyznać, że dobrze Nam się rozmawiało (Pan trener ma wielką wiedzę i jest bardzo inteligentną osobą)... Mam nadzieję, że mimo wszystko udało mi się wyjść z twarzą z tej jakże krępującej sytuacji :D.
Kiedy dojechaliśmy do Modlina było jeszcze trochę czasu do przylotu Steve'a więc poszliśmy obejrzeć lotnisko oraz startujące i lądujące samoloty.
Samo lotnisko wygląda bardzo ładnie i z pewnością znacząco odciąża małe przecież Okęcie. Wydaje mi się, że po zagospodarowaniu okolicy, która póki co jest pusta będzie tam na prawdę bardzo przyjemnie.
Po 40 minutach w drzwiach wyjściowych pojawił się Steve nie trudno było Go dostrzec ponieważ niósł ze sobą 5 metrowe tyczki. Pomogłam mu z bagażem i rozpoczęliśmy z trenerem trudną batalię z przyczepieniem tyczek na dach samochodu.
Telewizja i internet nie kłamał Steve jest bardzo ale to bardzo przystojny i do tego nieziemsko wysoki i sympatyczny. Podczas gdy trener męczył się z taśmami my sobie pogadaliśmy :)


Po przyjeździe do hotelu, pomogłam S. Lewisowi z zameldowaniem i miałam chwilkę by udać się na kolację. Początkowo miałyśmy z Pauliną opory przed wejściem do sali gdzie zebrało się wielu zawodników ale byłyśmy głodne więc w sumie było nam wszystko jedno. Hmm cukinia w sosie pomidorowym wymiatała podobnie jak różowa pianka i Pan kelner, który mówił do mnie po angielsku  :).
Po dość wczesnej kolacji miałam jeszcze jeden kurs tym razem na Okęcie. Do odebrania pozostał ostatni tyczkarz Kubańczyk Lázaro Borges. Razem z Nim przyjechał przesympatyczny trener :) ta podróż była zdecydowanie najbardziej egzotyczna i muzyczna zarazem i nie mam tu na myśli Queena a jakieś dziwne rytmy. Kubańczyk w pewnym momencie założył mi na uszy swoje słuchawki i bardzo głośno puścił mi jakiś rap i spytał czy mi się podoba... Powiedzmy, że była ok :P
Kubańczycy zostali oficjalnie odstawieni do hotelu ja pożegnałam się z Panem trenerem i do 22:30 siedziałam z Kasią i Anią na welcome desku. Ileż było śmiechu, szczególnie kiedy przyszli do nas polscy lekkoatleci... Marcin Lewandowski  Jego koszulka wymiatała :)

Spakowałyśmy numery startowe i zawinęłyśmy się do domu ponieważ następnego dnia czekało nas jeszcze więcej pracy.
Ale o tym już w drugiej części.

Mějte se hezky

Anči

22 lipca 2012

Moje ulubione filmy cześć 1

Ahoj,
ponieważ wiele osób pyta mnie ostatnio jakie filmy należą do moich ulubionych a ja sama nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie postanowiłam się nad tym poważnie zastanowić i efekty tych przemyśleń opublikować tutaj. Ciężko powiedzieć jaki gatunek filmów najbardziej lubię. Oglądam dużo filmów sportowych, dramatów, thrillerów, filmów sensacyjnych i komedii.

Tym razem rezygnuję z rankingu, ponieważ wymienione poniżej filmy w moim mniemaniu są po prostu świetne.
Ich liczba jest spora dlatego też nie jestem wstanie zmieścić wszystkich w jednym poście. Za jakiś czas opiszę kolejne, które zapadły mi w pamięć...

Ich własna liga (A League of Their Own) - 1992





Reżyseria: Penny Marshall
Komedia sportowa opowiadająca o pierwszej profesjonalnej lidze kobiecego bejsbolu, która powstała w USA w roku 1943. Ogomną rolę przy naborze odgrywały nie tylko talent ale również i uroda. Zawodniczki miały mieć nienaganną opinię i prezentować wysoką kulturę osobistą.

Rewelacyjna rola Geeny Davis, Madonny, Toma Hanksa oraz Davida Strathairna. Film jak dla mnie świetny. Obejrzałam Go już ponad 100 razy co jest z pewnością imponującym osiągnięciem :) ale on chyba nigdy mi się nie znudzi.

Frankie i Johnny (Frankie & Johnny) -1991





Reżyseria: Garry Marshall
Film klasyfikowany jako komedia i dramat w jednym. Frankie: samotna kelnerka w jednym z nowojorskich barów z bogatym bagarzem doświadczeń. Bita przez narzeczonego nie ufająca facetom. Johnny: również samotny, czterdziestosześcioletni rozwodnik odsiadujący dwa lata w więzieniu za oszystwa bankowe. Po wyjściu z więzienia Johnny odpowiada na ogłoszenie o prace. Chodzi o posadę kucharza w barze "Apollo".  Tam też spotyka Frankie, zakochuje się w Niej i wytrwale zabiega o Jej względy.

Film genialny na samotne chłodne wieczory. Gwarantowana szybka poprawa humoru. Niesamowity duet: Michelle Pfeiffer - Al Pacino.

Człowiek, który gapił się na kozy (Men Who Stare at Goats) - 2010



Reżyseria: Grant Heslov
Komedia, która bawi mnie nieprzerwanie od kilku lat. Psychodelia w której do samego końca niewiadomo co jest prawdą a co fikcją. Książka Jona Ronsona była rewelacyjna ale film Granta Heslova to po prostu fenomen. Dodatkowo gratka dla fanów George Clooneya : Jego taniec, długie włosy i akcja z motylkiem bezcenne :). Warto wspomnieć także o świetnych: Jeffie Bridgesie w roli Billa Django (Brawo Zulu wprowadziłam do swojego codziennego języka) oraz wiarygodnego Kevina Spacey'a, który wcielił się w czarny charakter Larryego Hoopera. Kolejnym plusem jest muzyka i świetny kawałek zespołu Boston "More than a feeling".

Strasznie głośno, niesamowicie blisko (Extremely Loud and Incredibly Close) - 2011



Reżyseria: Stephen Daldry
Moim zdaniem jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio powstały. Niesamowicie wzruszający i ciekawy obraz którego scenariusz oparty jest o równie interesującą książkę Jonathana Safrana Foer'a pod tym samym tytułem. Głównym bohaterem jest 9-letni chłopiec o imieniu Oskar, który w zamachach z 11 września 2001 roku traci ojca. Po tych traumatycznych wydarzeniach stara się powrócić do normalnego życia. Po roku w szafie ojca znajduje tajemniczy wazon w którym schowana jest koperta z kluczem. Chłopiec przekonany, że ojciec zostawił Mu jakąś wiadomość rozpoczyna poszukiwania zamka. Opowieść o walce z samym sobą i przełamywaniu uciążliwych lęków.
Przejmująca muzyka. Genialna rola młodego Thomasa Horna. Świetny jak zawsze Tom Hanks i interesująca Sandra Bullock.

Zupełnie nie rozumiem czemu ów film nie pojawił się w polskich kinach a i w samych Stanach Zjednoczonych został według mnie niedoceniony.

Długi pocałunek na dobranoc (Long Kiss Goodnight) - 1996





Reżyser: Renny Herlin
Film sensacyjny o ciekawej i złożonej fabule. Geena Davis wciela się początkowo w postać Samanthy Caine nauczycielki, która po wypadku cierpi na amnezje i zupełnie nie pamięta tego co działo się w jej życiu przed 8 laty. Pewnego dnia ulega wypadkowi samochodowemu i wtedy zaczyna sobie przypominać fakty z przeszłości. Systematycznie okazuje się, że była kiedyś wyszkoloną i bezwględną agentką i morderczynią pracującą na zlecenie rządu Stanów Zjednoczonych. Kiedy zostaje rozpoznana przez bandytów i byłych pracodawców następuje Jej ponowna przemiana. Od teraz musi chronić nie tylko siebie ale również swoją rodzinę. Podczas walki towarzyszy Jej niezaradny prywatny detektyw Mitch Henessey. Rewelacyjna Geena Davis i zabawny Samuel. L Jackson tworzą niezapomniany duet aktorski.

Szczęśliwy dzień (One Fine Day) - 1996



Reżyseria: Michael Hoffman
Niesamowicie przyjemna komedia romantyczna dla całej rodziny. Jej akcja toczy się w Nowym Jorku jednego dnia. Melanie Parker, projektantka wnętrz samotnie wychowująca syna Sammy'ego oraz rozwiedziony reporter Jack Taylor, któremu była żona zostawia na tydzień pod opiekę córkę Maggie.
Przez Jacka dzieciaki spóźniają się na wycieczkę szkolną co początkowo znacząco koplikuje ten dzień obojgu dorosłym.
Moi ulubieni aktorzy w duecie.... rewelacja (nic dodać nic ująć)

***********************************************************************

Wkładka dla wszystkich, którzy są zainteresowani Vaclavem Pilarem i Jego poczynaniami w Wolfsburgu... Informuję, że Vasek już gra w sparingach i radzi sobie bardzo dobrze. Podstawowy skład oraz bliżej :).



zdjęcia pochodzą ze strony: vfl-wolfsburg.de

Mejte se hezky
Anci



17 lipca 2012

Futbol Amerykański, Super Finał - coś zupełnie innego

Ahoj,
wczoraj na stadionie narodowym w Warszawie odbył się finał Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego. Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć. A więc jako wolontariuszka starałam się mieć skromny wkład w to wielkie przedsięwzięcie:).

Warto dodać, że przez cały sezon pracowałam również jako wolontariuszka dla jednego z finalistów tzn. warszawskiej drużyny f.a "Warsaw Eagles". Te kilka miesiecy uważam za jeden z ciekawszych okresów w moim dotychczasowym życiu. Przede wszystkim dlatego, że poznałam fantastycznych ludzi (Kasie x 2, Dorotę czy Pawła) z którymi stworzyliśmy bardzo ale to bardzo fajną i roześmianą grupę :)

Dodatkowo zapoznanałam się z tą do niedawna dla mnie jeszcze egzotyczną dyscypliną sportu. Wstyd przyznać, że do marca nie miałam pojęcia, że ktokolwiek w naszym kraju gra w f.a i, że od kilku lat prężnie działa tu liga. A jednak! hmm nie uwierzycie ilu ludzi interesuje się tym sportem... Wczoraj na narodowym pojawiło się ponad 23 tys. kibiców a atmosfera była naprawdę niesamowita. Do tej pory takie obrazki widziałam tylko w tv kiedy w informacjach sportowych wspominano o NFL.
Cały sezon Warszawskie Orły grały na małym boisku na Bemowie wczorajszy mecz to pierwszy mecz f.a na tak wielkim obiekcie. Nie ma to tamto namiastka Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Podczas finału pracowałam jako lider grupy animacyjnej. Śmigałam po całym stadionie i obserwowałam swoich wolontariuszy słuchając poleceń organizatorów. To dobre stanowisko do bycia dosłownie wszędzie od szatni, tunelu, sektora dla VIP-ów na murawie kończąc. Super sprawa :)
Nie wspominam o tym, że moje nogi dotkliwie odczuły rozmiary stadionu narodowego ale to namniej istotne :P.



Zostaną przecież niesamowite wspomnienia, kolejna koszulka do kolekcji oraz nowe doświadczenia. No i kawałek murawy, którą sobie przywłaszczyłam. Hmm nie moglam się powstrzymać przecież to po niej podczas EURO biegali czescy piłkarze z Vaskiem Pilarem, Petrem Jirackiem i Petrem Cechem na czele :)

Jeśli chodzi o sam mecz to niestety drużyna moich kochanych Orłów przegrała. Samo spotkanie było jednak niesamowicie emocjonujące i wyrównane. Widać, że chłopcy obu drużyn (warto podkreślić, że w większości amatorzy) w grę włożyli całe swoje serca. Ostatecznie Jastrzębie z Gdyni pokonały Orłów z Warszawy 52:37 i tym samym zdobyli swój pierwszy tytuł mistrzów ligi. Jak zwykle na meczach f.a na trybunach panowała fantastyczna i rodzinna atmosfera. Nie często zdarza się, żeby w jednym spotkaniu padło aż 13 przyłożeń (Touchdown) czyli zagrań za które drużyna otrzymuje największą liczbę punktów bo aż 6.




Ciężko jest oderwać wzrok od w większości rosłych, dobrze zbudowanych Panów ocierających się o siebie i spektakularnie zderzających się kaskami. Co tu dużo mówić czy też pisać w tym sporcie walka trwa przez całe spotkanie.
Koleżanki często pytają mnie czy w tym sporcie można spotkać jakichś przystojnych zawodników. Hmm zawsze odpowiadam w ten sam sposób - Jasne i to ilu :)
A, żeby to udowodnić pod spodem umieszczam zdjęcia moim zdaniem najprzystojniejszych zawodników finału. W przewadze oczywiście zawodnicy Warsaw Eagles :)


Tim Cummins (Warsaw Eagles) 


Mateusz Adamczewski (Warsaw Eagles)


Jakub Fabich (Seahawks Gdynia)


Paweł Fabich (Seahawks Gdynia)

Za najbardziej uroczego zawodnika meczu wspólnie z Klaudią uznałyśmy kopacza Orłów Bretta Peddicorda, którego przezwałyśmy amerykańskim V :)


Brett Peddicord (Warsaw Eagles)

To zdjęcia tylko kilku przystojnych futbolistów jest ich zdecydowanie więcej...hmm kolejny powód, żeby wybrać się w następnym sezonie choćby na jednen mecz . Tylko uprzedzam wciąga :).

Zamykając temat Finału dziękuję Kasi Staszczyk (za wszystko), Klaudii za przemiłe towarzystwo, niesamowite fotki oraz V & V :) a Orłom za cały sezon niesamowitych emocji i przeżyć. Następny sezon należy do Was!

Anci


9 lipca 2012

Siatkówka & Moim zdaniem: Najprzystojniejsi Siatkarze Świata.

Ahoj,
piłka nożna - piłką nożną, skoki narciarskie - skokami narciarskimi ale są jeszcze inne sporty które od kilku lat uważnie śledzę. Np. siatkówka.... Nie jestem jej wielką fanką a już na pewno nie znawcą ale mecze reprezentacji oraz polskich klubów oglądam od kilku lat. Od dwóch moja motywacja do oglądania jeszcze wzrosła z powodu tego iż trenerem polskiej reprezentacji został bardzo przystojny Włoch Andrea Anastasi :P. Przypomina mi On trochę George Clooneya he he he....
Wczoraj polscy siatkarze w Sofii wygrali Ligę Światową pokonując w finale reprezentację Stanów Zjednoczonych 3-0. Wcześniej we wspaniałym stylu w Bułgarii pokonali zespoły: Brazylii 3-2 (którą odesłali z turnieju do domu), Kuby (3-0) a w półfinale reprezentację gospodarzy również 3-0.

Odnoszę wrażenie, że ta drużyna to aktualnie zespół kompletny. Trener Anastasi świetnie zgrał chłopaków i znalazł optymalne ustawienie. Warto odnotować, że mamy również świetnych zmienników. Weźmy np. takiego Michała Ruciaka, który już nie jedną drużynę postraszył swoimi zagrywkami czy Grzegorza Kosoka, który w finale godnie zastępował kontuzjowanego Marcina Możdżonka.

onet.pl

Warto też wspomnieć o tym, że Polacy zdominowali cały turniej Ligii Światowej w Sofii. Bartosz Kurek został najbardziej wartościowym zawodnikiem (MVP),  Zbigniew Bartman najlepiej atakującym, Marcin Możdżonek najlepiej blokującym (co przy takim wzroście nie jest żadną niespodzianką) a Krzysztof Ignaczak najlepszym libero.


To jest drużyna z której już od tylu lat możemy i powinniśmy być dumni.
Chłopcy, Panie Trenerze Wielkie dzięki za to co zrobiliście i robicie!

***********************************************************************

Skoro z okazji Euro 2012 przygotowałam ranking najprzystojniejszych (moim zdaniem) piłkarzy turnieju pomyślałam, że warto byłby również ocenić siatkarzy. Tym bardziej, że w tym gronie jest kilku godnych chwili uwagi mężczyzn. A więc zaczynamy :)

9. Matt Andreson (USA) - 1987


8. Peter Platenik (Czechy) - 1981 (zmienił dyscyplinę na siatkówkę plażową)


7. Zbigniew Bartman (Polska) - 1987


6. Jakub Vesely (Czechy) - 1986



5. Łukasz Żygadło (Polska) - 1979



4. Ivan Milijkovic (Serbia) - 1979



3. Pierre Pujol (Francja) - 1984



2. Fecundo Conte (Argentyna) - 1989



1. Jiri Bence (Czechy) - 1985


1. Robert Horstink (Holandia) - 1981


Jak widać siatkarze w niektórych przypadkach są przystojniejsi od piłkarzy a do tego ten oszałamiający wzrost :).  

Anci


6 lipca 2012

Vaclav Pilar - Little magic

Ahoj,
ten post chciałabym poświęcić w całości piłkarzowi, który podczas Euro zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Znałam Go już dużo, dużo wcześniej ponieważ od kilku sezonów jestem na bierząco z czeską ligą  ale chyba wszyscy mają świadomość, że turnieje takie jak Euro czy Mundial są najlepsze do zaprezentowania nieprzeciętnego telantu i wypromowania siebie. Według mnie Vaclav Pilar bo o Nim mowa świetnie wykorzystał tę szansę aczkolwiek odnoszę też wrażenie, że gdyby był z innego kraju niż Czechy zostałby oceniony znacznie wyżej.
Zacznę od standardowych informacji na temat tego sympatycznego zawodnika.


Wzrost: 170 cm
Waga: 68 kg
Pozycja: Pomocnik
Numer na koszulce: 14 (reprezentacja)

Vaclav Pilar urodził się 13 pazdziernika 1988 roku w małej miejscowości Chlumec nad Cidlinou położonej w samym środku kraju hradeckiego. Swoją przygodę z piłką nożną  rozpoczął w drużynie z Novego Bydzova. Jako nastolatek przeszedł do znacznie większego klubu FC Hradec Kralove. Początkowo grał na pozycji napastnika i szybko stał się filarem drużyny.



W sezonie 2010/2011 zadebiutował w czeskiej pierwszej lidze. Rok później został dostrzeżony a następnie kupiony przez właścicieli klubu Viktoria Plzen. W popularnej Viktorce zaczął grać na pozycji lewoskrzydłowego pomocnika. Ta pozycja okazała się być dla Niego optymalna i pozwoliła na dalszy rozwój.



Vasek świetnie spisywał się zarówno w Gambrinus lidze jak i rozgrywkach wyższej rangi w Lidze Mistrzów. Jego cechami charakterystycznymi były przede wszystkim szybkość, nienaganna technika, drybling, i mocne uderzenie z dystansu. Jak równy z równym walczył z zawodnikami z utytułowanych drużyn takich jak: Barcelona czy Milan. Wtedy też nadano mu przydomek "czeski Messi".
Chociaż jak sam twierdzi Messi jest tylko jeden trzeba przynać, że technicznie jest bardzo podobny do argentyńskiego piłkarza.



Z klubem Viktoria Plzen wywalczył tutuł Mistrza Gambrinus ligii 2010/2011.
Zaledwie po kilku meczach w GL Vasek przykuł uwagę trenera VfL Wolfsburg Felixa Magatha. Kontrakt z Czechem podpisano już w styczniu ale ponieważ pojawiły się pewne problemy dotyczące umowy z Viktorią Pilar w Wolfsburgu zaprezentuje się dopiero jesienią. Nie będzie jedynym Czechem w drużynie. Wcześniej umowę z Wilkami podpisał Jego kolega z VP i reprezentacji Petr Jiracek oraz były zawodnik reprezentacji Jan Polak.


Przed Euro 2012 Vaclav Pilar wyceniany był zaledwie na dwa miliony euro. Po zakończeniu turnieju wartość lewego pomocnika czeskiej reprezentacji wzrosła kilkukrotnie a Jego nazwisko pojawiło się na listach życzeń wielu klubów europejskich. Aktualnie wszystko jest w nogach Vaska. Jeśli w pierwszych meczach w Bundeslidze pokaże jak wielki talent posiada kto wie jaki klub już niedługo będzie reprezentował. Jedno jest pewne czeska reprezentacja będzie miała z tego zawodnika jeszcze wiele pociechy. 

O osiągnięciach Vaclava Pilara na Euro 2012 nie będę pisała, ponieważ w poprzednich notkach opisałam wszystkie mecze dość szczegółowo. Warto natomiast wspomnieć, że zdobył On w turnieju dwie ważne bramki w meczach: z Rosją i Grecją. W spotkaniu z Grecją dodatkowo został wybrany zawodnikiem meczu. Przez cały turniej doskonale radził sobie z wyższymi zawodnikami takimi jak Piszczek czy Portugalczycy: Pepe, Nani, Ronaldo a przede wszystkim imponował szybkością.



Godny podkreślenia jest również fakt, że Vasek jest niesamowicie sympatycznym chłopakiem. Szacunek dla kibiców jest dla Niego priorytetem. Zawsze pamięta by za wsparcie udzielone przez kibiców podziękować. 

Zdjęcia nie oddają w pełni kunsztu piłkarskiego Vaska dlatego poniżej umieszczam video z najpiękniejszymi akcjami oraz golami zdobytymi przez Vaclava dla klubu Viktoria Plzen. 



Anci