Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsaw Eagles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsaw Eagles. Pokaż wszystkie posty

4 września 2012

Euro - American Chellange (futbol amerykański)


Ahoj,
zanim przejdę do podsumowania III Memoriału Kamili Skolimowskiej muszę napisać kilka słów o tym co działo się na Stadionie Narodowym w sobotę 1. września. Otóż dzięki staraniom naszego klubu Warsaw Eagles doszło do meczu futbolu amerykańskiego na najwyższym poziomie. Na przeciwko siebie stanęły drużyny Europy i Ameryki. W drużynie Europy grało kilku Polaków w tym czterech z WE.

Dla mnie osobiście był to bardzo długi dzień ponieważ na stadionie musiałam pojawić się już o godzinie 8:00 rano a opuściłam go jakoś po godzinie 20:00. Mimo wszystko zdecydowanie było warto. Te emocje, najlepsza ekipa, sympatyczni wolontariusze, uroczy zawodnicy oraz moje "depozytowe" dziewczyny sprawiły, że nie odczuwałam zmęczenia :) a uśmiech nie schodził mi z buzi.
Eeee troszkę sobie ponarzekałam ale nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła... :P
Tym razem byłam liderką grupy odpowiedzialnej za depozyty: zwykły oraz wózkowy. Rano kiedy stadion był jeszcze całkowicie pusty poznawaliśmy jego kuluary poszukując pomieszczenia na pokój mamy i dziecka. Łatwo nie było go znaleźć ale dzięki temu natrafiłam na przeróżne ciemne zaułki Stadionu Narodowego. Jest tam jedno calkiem sympatyczne pomieszczenie w którym chętnie zorganizowałbym wielką imprezę :).
Około godziny 10:00 wszyscy liderzy mieli szkolenie dla stewardów... wynudziłam się jak nigdy:/:/:/ ale cóż zrobić mus to mus...
Potem było już tylko lepiej... fajne dziewczyny w mojej grupie, inteligentne rozmowy i rysowanie misia :).... Ha ha ha i Pani Campbell była z nami :)


część najlepszej ekipy :)

Prawie zapomniałam wspomnieć, że tym razem mieliśmy naprawdę świetne koszulki. Niezmiernie się cieszę, że organizatorzy zdecydowali się na kolor czerwony i logo naszych kochanych Eagelsów na piersiach :)
Kolejna fantastyczna rzcz, jaką zabiorę do Czech i z dumą będę paradowała po Pradze z warszawskimi orłami, które to na dobre zagościły w moim sercu.
Biegając pomiędzy murawą, pokojem wolontariuszy a depozytami i szpanując krótkofalówką :D znalazłam chwilę na pogawędkę z Kasią i spółką przy udkach z kurczaka i podpiekanych ziemniakach :D.
 Według mnie największym niewypałem oprócz zachowania jednej osoby był występ rozkapryszonej Patricii Kazadi. Co też Ona zrobiła z piosenkami wielkiej grupy Queen???. Masakra po prostu masakra ale trzeba przyznać, że włosy ma wygolone bezbłędnie. I love it :).

Pod koniec czwartej kwarty znalazlam się na murawie gdzie razem z Pawłem i Kamilem oddelegowano nas do pilnowania dziennikarzy i fotoreporterów.  Było sympatycznie i to chyba najprzyjemniejsza część całego Euro - American Challenge :)... Obserwowanie radości zwycięzców z tak bliskiej odległości świetna sprawa :).


Po meczu, który zakończył się wynikiem 34 : 7 dla drużyny Amerykańskiej na środku murawy odbyło się uroczyste wręczenie nagród oraz szampańska celebracja. Nie ukrywam, że w obu drużynach grało wielu egzotycznych i przystojnych zawodników... Zdecydowanie było na kim oko zawiesić.

Już przed meczem zlokalizowałam na jednej z amerykańskich koszulek czesko brzmiące nazwisko "Vacha".... postanowiłam zatem po meczu zapytać czy moje przypuszczenia są prawdziwe.
Kiedy wykonałam już swoje obowiązki podeszłam do Dereka (bo tak miał na imię) i nieśmiało rozpoczęłam rozmowę. Okazało się, że Jego dziadek pochodził z Czech ale połowę swojego życia spędził w Ohio. Także rodzice Dereka oraz On sam już niestety po czesku nie mówili :(.... Fajnie nam sie rozmawiało i muszę przyznać, że to bardzo ale to bardzo sympatyczny chłopak z którym jak sam napisał na facebooku mam pozostać w kontakcie :).... mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Ha ha ha nie ma co ja to wszędzie znajdę jakieś czeskie akcenty a Dereka nazwałam "prawie Czechem" :)
Była to częściowa rekompensata braku zawodników czeskich... Nie rozumiem czemu nie zdecydowali się Oni wziąć udziału w takim fajnym przedsięwzięciu tym bardziej, że w Czechach również jest kilka drużyn futbolowych reprezentujących całkiem niezły poziom gry.... no cóż....


Derek Vacha

Oprócz Dereka, który stał się moim ulubionym zawodnikiem swoim poczuciem humoru zaimponował mi (MVP) meczu Clarence Anderson.
Generalnie odnoszę wrażenie, że wszyscy Amerykanie to mega sympatyczni, otwarci i cieszący się grą chłopcy. Na boisku widać było ogromną pasję i zaangażowanie. Prawie takie jak u ludzi w czerwonych koszulkach rozlokowanych za liniami boiska i na trybunach:)


Clarence Anderson

Warto również odnotować, że futbol amerykański staje się w Polsce coraz bardziej popularnym sportem. Tym razem na Stadion Narodowy dotarło ponad 25 tys. ludzi :).
Fantastycznie, że nareszcie mamy bezpieczny sport na który można zabrać dzieciaki w każdym wieku a sam mecz poprzedza pełno atrakcji dla maluchów :) Atmosfera iście piknikowa :)



Po ogarnięciu rzeczy na stadionie całą liderską grupą udaliśmy się na epickie after party do Challenge Sportbaru gdzie było po prostu wszystko tańce,  doborowe towarzystwo, jedzonko i trunki.... zabrakło tylko piosenki "Buona Sera Seniorina" (tak Kasiu pamiętam, że mi jej nie zamówiłaś :P) ale jakoś przeżyłam.... Do domu dotarłam powiedzmy krótko późno, zbyt późno :)

Podsumowując Euro - American Challenge dostarczyło mi naprawdę dużo wrażeń i cieszę się, że przesunęłam mój wyjazd do Pragi o kilka dni. Dziękuję mojej ekipie, która jest po prostu najlepsza (szczególnie Kasi S, która mnie w to wszystko wciągnęła, Kasi B, że mnie przyjęła, Pawełkowi i Dorotce :)), szefostwu Warsaw Eagles za cały wspaniały sezon i za przyjęcie mnie do tej wielkiej futbolowej rodziny, koleżankom i kolegom wolontariuszom z którymi świetnie się bawiłam zarówno na Obrońców Tobruku jak i w innych miejscach.... To był dla mnie świetny czas pełen emocji i dobrego humoru :) jeszcze raz wielkie dzięki...

WAAAAAAAARSAW EAAAAAAAAGLES !!!! :)

Anci

17 lipca 2012

Futbol Amerykański, Super Finał - coś zupełnie innego

Ahoj,
wczoraj na stadionie narodowym w Warszawie odbył się finał Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego. Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć. A więc jako wolontariuszka starałam się mieć skromny wkład w to wielkie przedsięwzięcie:).

Warto dodać, że przez cały sezon pracowałam również jako wolontariuszka dla jednego z finalistów tzn. warszawskiej drużyny f.a "Warsaw Eagles". Te kilka miesiecy uważam za jeden z ciekawszych okresów w moim dotychczasowym życiu. Przede wszystkim dlatego, że poznałam fantastycznych ludzi (Kasie x 2, Dorotę czy Pawła) z którymi stworzyliśmy bardzo ale to bardzo fajną i roześmianą grupę :)

Dodatkowo zapoznanałam się z tą do niedawna dla mnie jeszcze egzotyczną dyscypliną sportu. Wstyd przyznać, że do marca nie miałam pojęcia, że ktokolwiek w naszym kraju gra w f.a i, że od kilku lat prężnie działa tu liga. A jednak! hmm nie uwierzycie ilu ludzi interesuje się tym sportem... Wczoraj na narodowym pojawiło się ponad 23 tys. kibiców a atmosfera była naprawdę niesamowita. Do tej pory takie obrazki widziałam tylko w tv kiedy w informacjach sportowych wspominano o NFL.
Cały sezon Warszawskie Orły grały na małym boisku na Bemowie wczorajszy mecz to pierwszy mecz f.a na tak wielkim obiekcie. Nie ma to tamto namiastka Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Podczas finału pracowałam jako lider grupy animacyjnej. Śmigałam po całym stadionie i obserwowałam swoich wolontariuszy słuchając poleceń organizatorów. To dobre stanowisko do bycia dosłownie wszędzie od szatni, tunelu, sektora dla VIP-ów na murawie kończąc. Super sprawa :)
Nie wspominam o tym, że moje nogi dotkliwie odczuły rozmiary stadionu narodowego ale to namniej istotne :P.



Zostaną przecież niesamowite wspomnienia, kolejna koszulka do kolekcji oraz nowe doświadczenia. No i kawałek murawy, którą sobie przywłaszczyłam. Hmm nie moglam się powstrzymać przecież to po niej podczas EURO biegali czescy piłkarze z Vaskiem Pilarem, Petrem Jirackiem i Petrem Cechem na czele :)

Jeśli chodzi o sam mecz to niestety drużyna moich kochanych Orłów przegrała. Samo spotkanie było jednak niesamowicie emocjonujące i wyrównane. Widać, że chłopcy obu drużyn (warto podkreślić, że w większości amatorzy) w grę włożyli całe swoje serca. Ostatecznie Jastrzębie z Gdyni pokonały Orłów z Warszawy 52:37 i tym samym zdobyli swój pierwszy tytuł mistrzów ligi. Jak zwykle na meczach f.a na trybunach panowała fantastyczna i rodzinna atmosfera. Nie często zdarza się, żeby w jednym spotkaniu padło aż 13 przyłożeń (Touchdown) czyli zagrań za które drużyna otrzymuje największą liczbę punktów bo aż 6.




Ciężko jest oderwać wzrok od w większości rosłych, dobrze zbudowanych Panów ocierających się o siebie i spektakularnie zderzających się kaskami. Co tu dużo mówić czy też pisać w tym sporcie walka trwa przez całe spotkanie.
Koleżanki często pytają mnie czy w tym sporcie można spotkać jakichś przystojnych zawodników. Hmm zawsze odpowiadam w ten sam sposób - Jasne i to ilu :)
A, żeby to udowodnić pod spodem umieszczam zdjęcia moim zdaniem najprzystojniejszych zawodników finału. W przewadze oczywiście zawodnicy Warsaw Eagles :)


Tim Cummins (Warsaw Eagles) 


Mateusz Adamczewski (Warsaw Eagles)


Jakub Fabich (Seahawks Gdynia)


Paweł Fabich (Seahawks Gdynia)

Za najbardziej uroczego zawodnika meczu wspólnie z Klaudią uznałyśmy kopacza Orłów Bretta Peddicorda, którego przezwałyśmy amerykańskim V :)


Brett Peddicord (Warsaw Eagles)

To zdjęcia tylko kilku przystojnych futbolistów jest ich zdecydowanie więcej...hmm kolejny powód, żeby wybrać się w następnym sezonie choćby na jednen mecz . Tylko uprzedzam wciąga :).

Zamykając temat Finału dziękuję Kasi Staszczyk (za wszystko), Klaudii za przemiłe towarzystwo, niesamowite fotki oraz V & V :) a Orłom za cały sezon niesamowitych emocji i przeżyć. Następny sezon należy do Was!

Anci