Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pavel Hrdlicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pavel Hrdlicka. Pokaż wszystkie posty

16 czerwca 2013

Prywatny MIG 21...


Ahoj,
to, że moje życie bogate jest w szereg dziwacznych zdarzeń to już zdąrzyłam zaakceptować, ale to co sie dzieje ostatnimi czasy poważnie zaczęło mnie zastanawiać.

W miniony piątek dzięki uprzejmości mojej koleżanki z pracy - Klary udałam się do małej miejscowości o nazwie Chotemice. W tej o to malowniczo położonej wiosce oddalonej od Pragi o jakieś 150 km istnieje: "Vesnicky, hudebni klub Chotemic" w dokładnym tłumaczeniu jego nazwa brzmi "Wiejski, muzyczny klub Chotemice". Nazwa zaiście prowincjonalna ale to co założyciel i zarazem organizator Vaclav Koubek serwuje członkom klubu to coś fantastycznego. W każdy piątek i sobotę od początku czerwca do końca sierpnia w tamtejszej stodole występują najpopularniejsze czeskie zespoły.
Dodam, że Vaclav Koubek jest dobrym znajomym Klary. Klara wiedząc, że uwielbiam grupę MIG 21 zaproponowała abym jechała wspólnie z Nią i jej rodziną na koncert. Miałam już wprawdzie inne muzyczne plany ale taka okazja mogła się już nigdy nie powtórzyć, także pozmieniałam wszystko i pojechałam.
Droga choć długa (jak to w piątek) była bardzo przyjemna. Kiedy dojechaliśmy, przywitał mnie typowo sielski obraz. Pola, łąki i stodoła w której miał się odbyć koncert.


Rozstawiliśmy namiot, i przy piwku prowadziliśmy konwersację o zespole MIG 21 ale nie tylko. 
Poznałam kilku znajomych Klary i starałam się wczuć w klimat. Muszę przyznać, że było bardzo sympatycznie no i to ciemne pivo Bernard mniam. Do tego serwowano hermelin z grila ze śliwkami. Nie mogłam się opszeć i spróbowałam - przepyszny. 


Spotkanie klubu było połączone z oblewaniem narodzin córki organizatora, także naprawdę  dużo się działo.
Sam koncert rozpoczął się chwilę po godzinie 20:00. Z Pragi zabrałam ze sobą aparat z nadzieją, że będę mogła robić zdjęcia. Jako osoba ogarnięta zapytałam jednak Pana Koubka czy legalnie mogę fotografować. Odesłał mnie z tym pytaniem do zespołu. Jako, że w pamięci miałam dziwaczną akcję z Jihlavy poprosiłam Klarę aby poszła i zapytała. Wróciła z pozytywną infromacją. Jeszcze wtedy nie znałam zabawnej historii związanej z zadaniem tego pytania. Poznałam ją dopiero po koncercie ale o tym pózniej. 
Koncert oczywiście genialny, dodatkowo setlista, którą znałam już na pamięc ku mojej radości była zmieniona. Oprócz piosenek granych na każdym koncercie chłopcy dorzucili np. song pt. "Barbekju". 
Było to niewątpliwie urozmaicenie...
Oprócz fotografowania, tańczyłam a przede wszystkim śpiewałam. Nieskromnie mówiąc znam wszystkie piosenki tej grupy i nareszcie mogłam puścić w świat swoją umiejętność :D.
Jirka Machacek oczywiście jak zawsze bezbłędny. Tak potrafi porwać publiczność, że nikt nie stoi w miejscu. W pełni zasługuje na miano showmana. 



Wyjątkowo dobrze mi się tego dnia fotografowało a w tańcu nie przeszkadzał nawet ciężki aparat. Lekko przerobiona stodoła nadawała koncertowi specjalnego, delikatnie prywatnego klimatu.
Stojąc bardzo blisko miałam możliwość dokładnej obserwacji czełonków zespołu. Moją uwagę tym razem przykuł perkusista, który miał genialną, żółtą koszulkę i brązowe okulary. Zawsze najdokładniej przyglądam się perkusistom ponieważ analizuję ich umiejętności. Od kilku miesięcy uczę się grać na perkusji dlatego to dla mnie tak istotne. Tak czy siak Honza, bo tak na imię perkusiście tak uroczo wczuwał się w śpiewanie. Aż miło było na Niego patrzeć :).



Mam ostatnio obsesję na punkcie żółtego koloru, nie wiem skąd mi się to wzięło ale stało się to faktem. 
Scena nie była zbyt duża dlatego nie było spektakularnych ruchów tanecznych Pavla Hrdlicky. Szkoda, bo jest to interesujący widok :D. Doceniam natomiast próby kreatywnego przemieszczania się z trąbką z jednego końca sceny na drugi :D.


Nie mogło zabraknąć mojej ulubionej piosenki "Ho Ka He" dodam, że nikt z przybyłych nie znał tekstu tfu tzn znałam ja :) i oczywiście śpiewałam :). Chociaż tym razem nie było nieporadnych podskoków z tam tamem wszyscy doskonale się bawili. 
Mniej więcej w połowie koncertu na scenie pojawił się organizator już lekko podpity i przyniósł chłopakom szampana. Wspólnie oblali laleczkę symbolizujacą małą Emę. Następnie zaczęli improwizować i stworzyli piosenkę, której tematem przewodnim była oczywiście Ema. Jirka zdecydowanie poszalał zapodając tekstem "Ema, Ema, kozy jeste nema" co znaczy dokładnie "Ema, Ema, cycków jeszcze nie ma" :D ... zdecydowanie utrzymane w klimacie groteskowych tekstów większości piosenek MIG 21. 



Koncert trwał ponad dwie godziny... dość długo ale oczywiście chciałam więcej :). Po koncercie wspólnie z Klarą, Hanką i ich mężami wypiliśmy jeszcze kilka piw i zelenou ahhh. Śmieliśmy się również z różnic  występujących w języku polskim i czeskim.  Okazuje się, że jest ich naprawdę sporo a wiele z nich jest bardzo zabawna. Stojąc pod imponująco wyglądającym drzewem zdradziłam Klarze, że podoba mi się ten perkusista. Hahaha nie ma to jak wyznania po alkoholu.
Po jakiejś godzinie zostałyśmy same z Klarą więc postanowiłyśmy udać się do baru po kolejne piwo.
Przy barze spotkałysmy nikogo innego jak samego perkusistę :D, który przywitał nas słowami "ooo to ty!" będąc bardzo zaskoczona odpowiedziałam "ja hmm ale co ja?" z uśmiechem uświadomił mnie, że widział iż na koncercie śpiewałam wszystkie piosenki. Ucieszyłam się, że ktoś to zauważył i to na dodatek ktoś kto mi się podobał :D. Zaczęliśmy rozmawiać i po tym jak powiedziałam, że jestem z Polski stwierdził "aaaa to ty jesteś ta Anicka, my już o tobie wiemy" - "super" pomyślałam na jaw wyszła  akcja z Jihlavy ale po chwili się okazało, że to Klara pytając o to czy mogę robić zdjęcia na żart jednego z członków grupy brzmiący "jak się przed nami rozbierze może robić zdjęcia" odpowiedziała "Anicka się nie rozbierze, jest z katolickej Polski" :D. Hehehe nieważne, ważne, że był prestekst do dialogu. Tak się przyjemnie rozmawiało, że przegadaliśmy w zasadzie pół nocy. Honza bo tak ma na imię to świetny facet. Nie dość, że przystojny, ma zajefajne okulary to jeszcze studiował historię, lubi Robbiego Williamsa i żółty kolor. Dobra kombinacja. Miałam możliwość zapoznać się z całą grupą. Pogadałam sobie z Jirkou Machackem głównie opowiadając mu jak to na tekstach grupy MIG 21 ćwiczyłam swoje umiejętności językowe oraz wspólnie trenowaliśmy poprawną wymowę CH w Jego nazwisku. Hahaha było bardzo zabawnie. Trochę cięższy dialog zaliczyłam z Pavlem Hrdlickou, który opowiadał o współpracy z Agnieszką Holland i kiepskimi relacjami polsko-czeskimi. 
Wszyscy byli zaskoczeni moim zamiłowaniem do Czech, uiejętnościami językowymi i tatuażem z czeską flagą. Nie powiem sprawiło mi to wielką satysfakcję - zarządzałam :).
Genialny wieczór po prostu genialny... 
Klaro wielkie dzięki, że mogłam tam być!

I LOVE CZECH REPUBLIC, I LOVE MIG 21!!! 

Anicka

Instagram

12 maja 2013

Brněnský Majáles 2013

Ahoj,
tak jak sobie zakładałam po niesamowitych przeżyciach na prazskym majalesu w miniony wtorek wybrałam się do Brna na kolejną odsłonę tegoż festiwalu. Tym razem w trochę innej roli, ponieważ udało mi się załatwić akredytację a w zasadzie opaskę medialną. Zabrałam więc ze sobą aparat i szalałam pod scenami ale o tym pózniej.
Brno od Pragi dzieli zaledwie dwie i pół godziny, także nie jest to jakoś bardzo daleko. Jechałam autobusem student agency, więc droga upłynęła pod znakiem psychodelicznego czeskiego filmu "Skritek" oraz muzyki i gorącej czekolady :). Btw uwielbiam jezdzić student agency :)

Jeśli chodzi o samo Brno, to naprawdę bardzo sympatyczne miasto posiadające specyficzny klimat. Jedno z moich ulubionych miejsc w Czechach oczywiście nie licząc Liberca...
Na majales wybrałam się z moją fantastyczną słowacką koleżanką Zuzi. Uwielbiam ją, jest prawie tak samo zakręcona jak ja. Na miejscu spotkałyśmy się z Jej bratem Palim i wspólnie szaleliśmy na brnenskym vystavisti.



my w obiektywie smileboxa :) 

Program był jeszcze lepszy niż ten w Pradze. Oprócz moich ukochanych zespołów: MIG 21 i Fast Food Orchestra występowali min. Sunshine czy Cocotte minute. Było to dodatkową motywacją, żeby jechać. Zarówno z mojej jak i z Zuzu strony decyzja o wyjezdzie była mega spontaniczna. Stwierdziłyśmy jednak, że należy nam się chwila odpoczynku. Z pewnością nie żałujemy tej decyzji, ponieważ zabawa była przeeeednia :). Oj jeszcze długo będę wspominać ten długi dzień. Wyjechałyśmy o 10:30 a o 13:00 byłyśmy już na miejscu. Szybki obiad, piwko, odbiór biletu dla Zuzu i spacer na miejsce gdzie odbywał się festiwal. Swoją drogą to vystaviste jest gigantyczne. Byłam w szoku kiedy je zobaczyłam. No ale w sumie gdzieś trzeba było rozstawić 8 staeagów. Trzy mniejsze umieszczono w zadaszonych pawilonach, reszta znajdowała się na zewnątrz.


Brnenske vystaviste zdecydowanie robi wrażenie. 

Jedynym dostrzegalnym mankamentem była zmienna pogoda. Przez 10 minut padał deszcz, następnie przez 20 minut świeciło słońce. Wieczorem się ochłodziło ale na szczęście przestało padać. 
Pierwszy koncert na który się wybrałam to oczywiście Fast Food Orchestra. Nie wiem czemu ale chłopcy zawsze grają dość wcześnie. Tym razem koncert rozpoczął się o godzinie 15:00. Zuzu udała się na występ jakiegoś słowackiego zespołu. Wyciągnęłam zatem z plecaka aparat i wbiłam pod samą scenę robiąc fotki. Przez pierwsze trzy piosenki mogłam stać dosłownie pod sceną. To umożliwiała mi wspomniana wcześniej opaska prasowa. Po trzech songach przetransportowałam się za barierki i zaczęłam się bawić. Śpiewałam, tańczyłam a kiedy rozbrzmiały pierwsze nuty piosenki "Fire" strasznie się ucieszyłam. Ahh uwielbiam ten bicik "I still remember da fire, da fire in your eyes" hell yeah!.




FFO jest po prostu genialna a w połączeniu z Doktorem Karym ahhh fenomenalna. Ich muzyka zdecydowanie pozytywnie mnie nastraja i pozwala zapomnieć o wszystkich problemach a o to chyba w tym chodzi. 
Po FFO odnalazłam Zu i Paliego i wspólnie wypiliśmy piwko z wymiennych kubków. Te kubki zdecydowanie wymiatały. Dwa zabrałam ze sobą ponieważ nie dość, że to fajna pamiątka to jeszcze  bardzo praktyczna rzecz.


A tak Pali pozbywał się z mojego piwka zbędnej piany :D przelewanie z kubka do kubka hahahaha...

Następny koncert to występ trash metalowej grupy Sunshine. Od kilku lat namiętnie słucham ich kawałków np: "K.I.D.S", "Tokyo Bassline", "Moon Rats" czy "Top! Top! The Radio!" nie wszystkie z wymienionych zagrali w Brnie ale i tak koncert był rewelacyjny! Solista Kay jest genialny, chociaż nie jest już pierwszej młodości :D ma świetny styl i pro tatuaże. Dodatkowo jest wysoki i szczupły. Ahhhhh a Jego głos cóż powiedzieć brzmi zawodowo :) mrauu. Jestem wręcz zakochana  w piosence "Astrogen Nostalgia" ciemne klimaty rządzą....




Po koncercie przyszedł czas na kolejne piwo + jedzenie ahhh festiwalowe bramboraky to jest to. Puste kalorie ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić. Wielki ziemniaczany placek z sosem śmietanowym, zimne piwko 11, świetni ludzie obok i rewelacyjna muzyka w tle czegóż chcieć więcej?!
Gdy uporaliśmy się już z plackami poszliśmy jeszcze na kawałek koncertu Xindla - X. Niby nie moje klimaty ale piosenki nie wiedzieć czemu doskonale znam. Kawałek "Hele, hele" do dzisiaj podśpiewuję. 


Dodatkowo muszę wyznać, że uwielbiam czeski Xindla. Jest jak dla mnie perfekcyjny. Mogłabym słuchać jak mówi godzinami :).

O 17.00 rozpoczynał się koncert chłopaków z Mandrage. Tym razem poszłam pod scenę tylko po to, żeby porobić fotki i popróbować różnych ustawień aparatu przed koncertem MIG 21. Koncert Machacka i spółki był priorytetem tego wyjazdu. Btw pstrykanie fotek z pod sceny to bardzo fajna opcja. Pod stopami czuje się rytm a zespół jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. 




Nie wiem czemu ale fascynuje mnie ten typ :D

Po trzech piosenkach, udałam się na spacer po całym arealu. Odebrałam kolejne piwko, pochodziłam po stoiskach partnerów festiwalu i zatrzymałam się pod sceną AVG gdzie swój koncert kończyła właśnie grupa Skyline. Wcześniej w ogóle o niej nie słyszałam ale strasznie spodobało mi się jak grają. Po powrocie do Pragi porządnie przesłuchałam wszystkie płytki i muszę przyznać, że są świetni. Takie pomieszanie kilku stylów ale najważniejsze, że pozytywne no i śpiewa tam dziewczyna. 


Około godziny 20:00 zaczynałam odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Mimo wszystko szalałam dalej. Miałam małą przerwę zważywszy na to, że kolejny zespół, który chciałam zobaczyć grał dopiero o 21:40 uległam zatem namowom Zu i wbiłam do jednego z pawilonów, w którym grała słowacka grupa Puding Pani Elvisovej. Jak się potem okazało członkowie grupy pochodzą z miasta w którym urodziła się Zu tzn z Kosic. Początkowo byłam sceptyczna ponieważ nie przepadam za graniem elektro. Z minuty na minutę było jednak lepiej. W momencie kiedy zagrali piosenkę, której motywem przewodnim był Michael Jackson nie miałam już żadnego ale. 


Dokładnie przyjżałam się scenie ponieważ za dwie godziny właśnie tam miał grać Mig 21 także musiałam wybrać sobie optymalne miejsce. Kolejne półtorej godziny to trochę mocniejsze granie. Zespół Cocotte minute to jeden z nielicznych nu-metalowych zespołów w Czechach. Świetne teksty, mocny vocal i rewelacyjne gitary. To chyba dlatego kilka lat temu przykuli moją uwagę. Płyta "Sado disco vol 2" po prostu genialna. Jeśli chodzi o koncert, w pawilonie było bardzo gorąco to po pierwsze. Po drugie solista ostry do granic możliwości. Cięty język i sprośne dowcipy. Mimo wszystko skala głosy powalała. Byłam usatysfakcjonowana.


Do konceru Mig 21 pozostało jeszcze trochę ponad godzine. Wyszłam więc na świeże powietrze, wypiłam kolejne piwko i dotarłam pod bus red bulla gdzie trwał koncert słowackiego rapera Majka Spirita. Słowacki rap mnie przerasta ale pogibałam się chwilę w rytm zapodanego beata. Nie było najgorzej. Chwilkę przed 23.00 przetransportowałam się do pawilonu G2. Przy barierkach stała już spora grupa ludzi mimo wszystko udało mi się zająć dogodne miejsce w pierwszym rzędzie. Tym razem świadomie zrezygnowałam z wykorzystania prasowej opaski i nie poszłam na trzy pierwsze piosenki pod scenę. Było to spowodowane tym, że potem nie miałabym dobrego miejsca ponieważ pawilon dosłownie pękał w szwach. Zupełnie nie rozumiem dlaczego koncert tak popularnego zespołu odbywał się wewnątrz... no ale cóż.
Było niesamowicie gorąco i ten ścisk uhh. Zaledwie po 20 minutach moja koszulka była już zupełnie mokra. Odezwały się też moje nogi, które po kilku godzinach pracy miały naprawdę dość. Na szczęście Jiri Machacek bardzo szybko rozruszał całą publiczność w tym mnie:). Odpoczywałam robiąc zdjęcia. Swoją drogą jestem z nich zadowolona... zważywszy na fatalne światło są naprawdę ok. 



Cóż rzec o Migu ahh kocham ich koncerty. Są mega energetyczne i ta nutka sarkazmu... a Jirka Machacek jest taki uroczy, że nie da się od Niego oderwać oczu. Charakterystyczny głos i atrakcyjna nieporadność tak chyba należy podsumować Jego osobę. Nie jest może zbyt przystojny ale czy to jest najważniejsze? - zdecydowanie NIE!. Mnie się podoba i jak się okazuje nie tylko mnie. Z rzędów za mną padały stwierdzenia "asi jsem se zamilovala" hehehe nic w tym dziwnego. 
Kolejną osobą w Migu, która po prostu mnie rozbraja jest Pavel Hrdlicka. Gra na trąbce i syntezatorze...To może nie jest zbyt oryginalne ale to w jaki sposób tańczy, porusza się po scenie i jakie robi miny to już zdecydowanie. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam. Strasznie mnie to bawi i nie wiedzieć czemu mam ochotę widzieć więcej i więcej :D.
Ten człowiek zdecydowanie ma coś w sobie... a we wtorek miał też świetną koszulę :D.


Pavel Hrdlicka

Porządnie sobie pośpiewałam i poskakałam. Przypuszczam, że podczas tej półtoragodzinnej zabawy spaliłam cały placek, który zjadłam kilka godzin wcześniej :D. Ile kilogramów stracił Machacek? hmm z pewnością sporo ponieważ pot lał się z Niego dosłownie strumieniem :P. Czarna koszula to zdecydowanie nie był najlepszy pomysł. 
Skoro już podsumowuję muszę dodać, że kontakt Jirki z publicznością jest rewelacyjny, rozmawia, uśmiecha się, skacze po głośnikach aby być bliżej no i tańczy. Jak już wspominałam nieporadnie, wręcz prześmiewczo ale patrzy się na to z niesamowitą przyjemnością. W pawilonie nie było chyba osoby, która by nie tańczyła i nie była to bynajmniej spowodowane ilością wypitego piwa :D.



Do moich ulubionych piosenek zespołu MIG 21 należą "Tancim", "Slepic pirka", "Malokratem", "Jestli jsem stastnej", "Chci Ti rict", "Na zotavenou" a przede wszystkim "Ho-ka-he" (szczególnie w wykonaniu live). 


O co chodzi w tej piosence? - nie mam pojęcia! co to jest za język? - nie wiem... ale wpadła mi w ucho i nie chce wypaść. Śpiewam "Hyama Mahata Hyama Mahata". Na powyższym video widać wszystko co oferuje zespół MIG 21 podczas swoich występów. Ahh i ten taniec Pavla yeah!
Panowie bisowali trzykrotnie, ponieważ nie pozwalaliśmy im zejść ze sceny. Niesamowity moment gdy razem z tłumem śpiewałam po czesku " Ne, ne, ne, ne, ne, ne, ne nemel jsem tu cikanskou holku potkat za lesem" co jest fragmentem piosenki "Slepic pirka". Polska dziewczyn, na koncercie czeskiej grupy i śpiewająca po czesku hmm dziwna mieszanka :D.   


Niestety to co dobre szybko się kończy i po koncercie w zasadzie bezpośrednio razem z Zuzu udałyśmy się na dworzec autobusowy skąd o godzinie 2:45 jechał autobus do Pragi. Podróży nie pamietam ponieważ ze słuchawkami w uszach usnęłam i obudziłam się dopiero jak wjeżdżaliśmy do Pragi. 

Wtorek w Brnie był naprosto uzasny. Miło spędziłam czas z Zuzu, wybawiłam się, popstrykałam fotki, zjadłam placka i miałam przyjemność zobaczyć zespoły MIG 21, Sunshine i Fast Food Orchesta. 
Majales to naprawdę fantastyczny festiwal i jeśli tylko będę miała możliwość z pewnością pojawię się na nim za rok zarówno w Pradze jak i w Brnie. 

Zu, Pali dekuju za vsechno :) jste nejlepsi! ne, jsme nejlepsi :) 

Mejte se hezky 
Ancik

Instagram